Na początku czerwca wyjechaliśmy, a w zasadzie wyjechałyśmy, do Polski. Spędziłyśmy tam tylko tydzień, ale za to w jakiej pogodzie! Irlandia żegnała nas 14 stopniami, a Polska przywitała 28 zaraz pierwszego dnia. I taka pogoda towarzyszyła nam przez cały pobyt.
Na lotnisku dzieci zaszyły się w dziuplach ze swoimi tabletami, ja zapadłam się w fotelu z książką i tak przeczekałyśmy czas do odlotu:
W kraju pomagałyśmy w przygotowywaniu imprezy:
...a potem brałyśmy w niej udział.
Monika i Iza nauczyły się jazdy na łyżwach. Może jeszcze nie jakoś super, ale już umieją poruszać się na "ostrzach"
Była z nami oczywiście najstarsza:
Dzieciaki przeprowadzały różne eksperymenty:
...i zabawę miały przednią
Gosia poddała się zabiegowi upiększenia, w postaci doplatania włosów:
W tym czasie Iza szukała kolejnych postaci, żeby sobie z nimi zrobić fotę:
Albo szalała na saniach :)
Starsze siostry w tym czasie wypoczywały....
A wszystko to, w bajkowej scenerii:













Taką imprezę to ja rozumiem. Podoba mi się i to bardzo. Kocham zimę i pewnie super bym się bawiła. Wszystko pięknie zrobione, ciekawie, total magia. :))) Pozdrawiam. <3
OdpowiedzUsuńMasz rację, magia to to była! Zima w środku lata
UsuńAha, czyli tam byłaś, kiedy tu Cię nie było! ;) A ja z niecierpliwością przerabiałam nogami i czekałam na odpowiedź na mój komentarz i jakiś nowy post :)
OdpowiedzUsuńSounds like fun! Że tak z angielskiego powiem ;)
Sceneria faktycznie bajkowa, bo tematyka "Frozen" - jak rozumiem :) Bardzo nietypowa impreza, zwłaszcza, że miała miejsce w środku lata. Najbardziej przypadły mi do gustu lodowe rzeźby: łabędź i renifer (Sven?) :)
Czy za Elsę robi któraś z Was??? Bo "brałyśmy w niej udział" na to wskazuje, ale nie rozpoznaję twarzy, więc albo to kompletnie obca osoba, albo... wielki szacun za kamuflaż :)
Ja akurat nie zazdroszczę polskiej pogody, bo nie cierpię upałów, ta irlandzka zdecydowanie mi odpowiada. Z relacji mamy wiem, że najpierw zmagali się z powodzią, a teraz od dłuższego czasu utrzymują się nieznośna wilgoć i upał - po 40 stopni dzień w dzień!!! - a jakby tych nieszczęść było mało, mają wysyp komarów, które kłują jak najęte, przez co można zapomnieć o relaksie w ogrodzie na świeżym powietrzu... No żyć się nie da...
Dokładnie tak, tam byłam :) Tu wklejam komentarz o piwoniach, żebyś nie szukała:
UsuńTaito, miałaś rację, byłam "tam" więc komentarz został bez odpowiedzi, jako, że nie było mnie "tu" :) W Polsce totalnie nie miałam czasu.
Nic nie zrobiłam z piwonią, po prostu wybrałam dobry, mocny krzak, który już w donicy dobrze rokował. Za to drugi.... tylko rośnie w liście, a pąków nie ma i nie będzie w tym roku.
Co do uprawy w donicy - uważam że na spokojnie. Tylko musi być duża, bo piwonie kochają przestrzeń w strefie korzeniowej. 50-60cm średnicy, nawet większa. I jak sadzisz, to pamiętak, że te pąki zielone -pędy - muszą być lekko widoczne spod ziemi. Najlepiej to było widać, jak się kupowało sadzonki. One wystawały ponad podłoże. I tak mają być posadzone w ogrodzie, inaczej wcale ci nie zakwitną.
I jeszcze jedno - piwonie nie znoszą przesadzania. mogą rosnąć w tym samym miejscu całymi latami - nawet do kilkunastu - i mają się dobrze.
Jeśli donicę chcesz trzymać w domu... to musi to być super światło. nie próbowałam, nie wiem, ale spróbować warto. i też pamiętaj o bardzo dużej donicy, żeby niepotrzebnie nie przeadzać rośliny
Impreza była świetna! Tematyka "frozen", dobrze zgadłaś, ale ogólnie nazywaliśmy to zimą. Lodowych rzeźb było więcej, ale juz nie zrobiłam zdjęć.
Żadna z nas nie była za nikogo przebrana - brałyśmy udział w imprezie jako goście.
Co do komarów to masz rację, jest ich jakiś miliardylion;) i tną na potęgę, nawet mnie, a zazwyczaj aż tak bardzo się mnie nie czepiały.
Słońce już teraz kocham miłością wielką, bo jakoś chłody Irlandii dają mi się we znaki. Zawsze w Polsce wygrzewam się jak kot w pełnym słońcu. Ale też słońce nigdy na mnie źle nie działało; mogłam bardzo długo przebywać w wysokich temperaturach i nic się nie działo.
Co ciekawe, mieszkania w zimie nie ogrzewam mocno, raczej zachowuję chłód odczuwalny dla innych. Ot, taki dziwak ze mnie :)
Kochana jesteś, chciałaś mi zaoszczędzić fatygi, a ja - nie wiedząc o tym - udałam się najpierw do starszego wpisu, bo przeważnie zawsze tak robię. Ale i tak dziękuję za dobre chęci :)
UsuńFaktycznie jest to dość nietuzinkowe połączenie, skoro uwielbiasz wysokie temperatury, ale jednocześnie nie lubisz mieć zbyt gorąco w domu. Chyba jesteś pierwszą osobą, którą "znam", i która tak ma. Mam ciepłolubnych znajomych, ale to, co oni wyprawiają zimą w domach, przechodzi wszelkie pojęcie ;) Ja się zawsze tam topię i skwierczę jak boczek wrzucony na rozgrzaną patelnię ;)
Lubię słońce i przyjemne ciepło, ale nie funkcjonuję najlepiej, kiedy są zbyt wysokie temperatury, a do tego wysoka wilgotność powietrza.
Też mam takich znajomyc u których pot płynie mi strumieniem po plecach, a ja czuję, że eksploduję.
UsuńNO właśnei, ciekawe połączenie u mnie wystąpiło. Artur moje cechy zakwalifikował jako, odziedziczoną po jakichś prehistorycznych przodkach, odporność. I to odporność na wszystko: słońce, zimno, choroby, itp :)
Swietna bajkowa impreza - czy to bylo z jakiejs okazji? Jak patrzylam na pierwsze zdjecia to mi sie skojarzylo z choreografia, troche nietypowa, ale do wesela.
OdpowiedzUsuńNie tylko dzieci mialzbz ochote spedzic w bajce kilka godzin...
Motylek
Impreza okazjonalna, ale oczywiście nie wesele, choć kolorystycznie pasuje.
UsuńOj było miło, nadzwyczaj miło
Świetna impreza, zima w środku lata byłaby dla mnie całkiem do zaakceptowania:-) Też dobrze znoszę wysokie temperatury, a upały, nawet jeśli trochę męczą ciało, to dobrze mi robią na psychikę, chyba wysokie temperatury wzmagają u mnie produkcję endorfin:-)
OdpowiedzUsuńU mnie po chłodach Wyspy, takie temperatury to raj!
UsuńCoś niesamowitego, jestem w szoku jak na to patrzę ,łyżwy,lód, niesamowite .
OdpowiedzUsuńnIesamowite, sama tak stwierdziłam :)
Usuń