Już tradycyjnie, jak co roku, wybrałyśmy się z dziewczynami na jeżyny. Najpierw było ich tylko trochę, każda jak na wagę złota, a później corz więcej i więcej... W pewnej chwili wszystkie trzy zaangażowały się w zbieranie i po jemnik zapełniał się całkiem szybko.
Niektóre jeżyny były już czarne jak smoła, kiedy inne dopiero rozwijały pąki:
Ścieżka prowadziła wśród wysokich paproci:
Izabela nawet miała "moment", kiedy chętnie zapozowała:
Mimo zieleni, która wciąż nas otacza, widać oznaki nadchodzącej jesieni...
Rośliny rozsiewają nasina...
...zaczątki nowego życia...
ekipa zapewne nagromadziła jeżyn, a nie ma u Was kleszczy ? panicznie boję się iść do lasu,mąż po grzybobraniu chyba 50 miał na sobie.
OdpowiedzUsuńUla, muszę się pochwalić, że prawie nie ma. Przez 3 lata intensywnego chodzenia po lasach i zaroślach dwa złapaliśmy, więc chyba nie jest źle.
OdpowiedzUsuńjeżyn mamy cały zapas.
Anka
Gratuluję zbiorów, uwielbiam jeżyny:)
OdpowiedzUsuńFajnie że jeżyny zbieracie rodzinnie, wypady do lasu będą dla dziewczynek kiedyś wspomnieniem dzieciństwa.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i życzę smacznego