We wtorek mój ukochany samochód wydał ostatnie tchnienie. Mam złamane serce. Do tej pory myślę o tym, że już nie usiądę za kierownicą mojego renault.
Zdjęcia archiwalne, były robione jeszcze kiedy jeździł, jeszcze kiedy miałam pewne plany co do jego przyszłości:
Sama go na ogół myłam, polerowałam i dopieszczałam:
Przywracałam blask czarnym elementom obudowy...
W tym kraju moje auto to staruszek, który już dawno powinien przejśc na emeryturę - czyli pójść na złom. Dla mnie był cennym nabytkiem, bo dał mi wolność. Zawsze kochałam samochody, uwielbiałam jeździć i tu dostałam tę szansę, a w dodatku współpracowało się nam świetnie.
W tej chwili stoi nieco krzywo zaparkowany na swoim miejscu - został tam po prostu wepchnięty - co mnie irytuje za każdym razem, kiedy przechodzę. Czeka na swoją ostatnią podróż na złomowisko.
Wiadomość rozeszła się wśród sąsiadów i już dostałam propozycję kupna opon, szyby, może lamp... Jeśli faktycznie dojdzie do takich małych transakcji, to odwiozę auto rozkompletowane:)
Przeniśliśmy moje ubezpieczenie z renault na hondę, odwołaliśmy termin przeglądu technicznego i jeszcze chwilkę poczekamy.
A ja zostałam z hondą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz