Musiałam, po prostu musiałam skończyć coś innego do kuchennego okna. Mimo tego, że maszyna zastrajkowała milion razy, zaparłam się i uszyłam małą firaneczkę.
Przez kilka lat leżała w formie prostokątnej serwety na stół. Obszydełkowałam ją żółtym, słonecznym kordonkiem. Szydełkowy brzeg był formą najprosztszą z możliwych - po prostu 3 lub 4 rzędy półsłupków.
Z czasem - taki miałam plan - na bazie półsłupków zamierzałam zbudować koronkę. Niestety, ten CZAS nigdy nie nadszedł.
Zamiast tego, przecięłam ją na pół i założyłam postrzępiony brzeg. Do tego zrobiłam tunel na patyk okienny i...
...powiesiłam. Od razu poczułam, że okno wygląda lepiej.
Siłą rozpędu, a może dlatego, że sytuacja mnie przymusiła, zabrałam się za Gosi sukienkę. Otóż nagle, wszystkie sukienki Małgosi zrobiły się jakieś przykrótkie. Wzięłam pierwszą z brzegu i dodałam jeden pasek z delikatnego dżerseju.
Ponieważ nie mam overlock'a w mojej maszynie, brzeg materiału podłożyłam i przejechałam zygzakiem. Wybrałam niezbyt gęsty, ale też i niezbyt rzadki. Starałam się nie naciągać materiału i wyszło całkiem znośnie. Wykazałam się przy tym dużą dozą cierpliwości, bo oczywiście maszyna rwała nitkę co jakiś czas. Niemniej jednak skończyłam.
Jeśli wystarczy mi cierpliwości, w następnym tygodniu zabiorę się za kolejne rzeczy. Półeczka z materiałam wzywa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz