...że aż nie wiem od czego zacząć.
Może od tego, że miałam przygotowany cały wpis i tuż przed publikacją, Izabela wyłączyła mi komputer. Wpis poleciał sobie w nicość. Zapewne to lepiej, bo zawarłam w nim sporo rzeczy, które dziś wydają mi się nie warte wspominania.
Ogólnie rzecz biorąc i podsumowując kolejnych kilka dni bez Artura:
- jest ciężko, aczkolwiek da się przeżyć;
- wszystkie trzy dziewczyny dość poważnie chorują, Izabela ma antybiotyk;
- od wyjazdu Artura śpię po 4 godziny, czasem pięć, ale wszystko z ciągłymi przerwami na siusiu, picie, pocieszenie, podanie smoka, przytulenie, itp.
- czekam na czwartek i nie mogę sobie wyobrazić, jak miną te kolejne, prawie 4 dni - dla mnie to wieczność.
Żeby jednak tylko nie narzekać, coś optymistycznego: byliśmy dziś w Emo. Pogoda piękna! Zafundowałyśmy sesję zdjęciowa kwiatom - głównie różanecznikom i sobie samym.
Nasze zdjęcia z dedykacja dla Artura!!! Bardzo tęsknimy za Tobą, ale jakoś próbujemy zorganizować sobie czas. Uściski od dziewczynek i ode mnie!
Biedna Iza cały czas ze świecami pod nosem. Nie nadążamy z wycieraniem nosa.
Pozowałam Danie do zdjęcia, a przy okazji zbierałam stokrotki dla Izabelki, która potem, z ogromnym przejęciem, oglądała pierwsze kwiaty z tak bliska.
Zapewne nikt tego nie zauważy, ale mam pomalowane włosy. Po raz pierwszy w życiu zrobiłam coś tak inwazyjnego z moimi włosami!!! Wybrałam jednak kolor niemalże identyczny z moim. Siostra uważa, że to bez sensu: po co malować, skoro nikt tego nie zauważył? Naprawdę nikt. Żadna kobieta, która mnie spotkała, nie zauważyła. Ja jednak taki właśnie miałam zamiar: ukryć siwe włosy, a koloru nie zmieniać zbytnio.
Zmieniając temat...
Niektóre krzewy w pełnym rozkwicie:
...a my koło nich:)
Gosia, jak zwykle, wspina się po pniach:
Jak tylko odwróciłam wzrok od Izy, ta wywalała wszystko z wózka: lalkę, miśka, jedzenie. I to działała, jak na wyścigach:)
Kocham tę sukienkę. Zakrywa to, co trzeba, odkrywa, to co trzeba i jeszcze dodatkowo niesamowicie wygodna przy dzieciach. Lekka, zwiewna, w sam raz na lato, czyli na taki dzień, jak dziś.
Na koniec był mały piknik:
Na niesamowicie zielonej trawie - choć aparat oczywiście nieco przekłamał:) - to i tak zieleń aż raziła w oczy.
I oczywiście jeszcze kilka kwiatów:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz