...musi być szaleńczo.
Najpierw powinnam skończyć zazdrostkę, a w zasadzie, na pierwszym miejscu, powinien być motylkowy bieżnik, o którym już na pewno wszyscy zapomnieli. Obiecuję sobie jednak, że po zazdrostce na pewno zabiorę się za motyle. Za długo leżą w moim kuferku.
Dziś jednak wyciągnęłam maszynę do szycia i materiały. Dawno temu - jeszcze kiedy mieszkałam w stolicy - zakupiłam taki:
Już sama nie wiem jakie z nim wiązałam plany. Na pewno jakieś miałam ale to było inne miejsce, inny dom... Plany uleciały, materiał został.
Po południu, kiedy dziewczyny były względnie spokojne, pocięłam go na 4 kwadraty. Wieczorem, podczas pogawędki, podłożyłam i sfastrygowałam brzegi:
Następnie przeszyłam maszyną i zaczęłam obrzucać brzeg ręcznie - igiełką:
Dlaczego tak? Ponieważ chcę każdy kwadrat obrobić koronką szydełkową.
Materiał jest dość twardy, a przy tym delikatny. Boję się, że szydełkiem porobię dziury w momencie przeciągania nitki. Natomiast po ręcznym obrzuceniu brzegów zacznę robić na bazie ściegu koronkę.
Nie należy się tu spodziewać szybkich efektów, bo szyję w tzw. międzyczasie.
Światło dzienne ujrzał też kolejny kupon:
Ten kupiony był chyba jeszcze wcześniej niż poprzedni, aczkolwiek też pochodzi z tego warszawskiego okresu, tyle, że studenckiego. Kwiaty mają się dobrze - nie wyblakły.
Mam nadzieję, że starczy mi tego zapału na realizacje szyciowych planów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz