...kiedy nie mogłam spać, a było to koło 5 rano, zeszłam na dół i zaparzyłam kubek mocnej herbaty. Wróciłam z nim na górę i zakopałam się, we wciąż ciepłej pościeli, razem z książką.
Minęło trochę czasu, wypiłam herbatę, poczytałam książkę i za oknem zaczęło się rozwidniać. Choć niebo zasłane było szarymi chmurami - ołowiane, tak się chyba to opisuje - wybrałam się na spacer i oto kilka fotek.
Było zimno, szron pokrywał wszystko, ludzie siedzieli w domu, bo był to poranek Nowego Roku. I tylko nieliczni - ci którzy musieli jechać do pracy, jak mój mąż, i ci nienormalni - jak ja, niemogący spać, wyszli na zewnątrz.
Nie żałuję jednak tego. Spacerowałam w ciszy i spokoju. Nie spotkałam nikogo. Ulicą nie przejechał ani jeden samochód.
Z szosy skręciłam na drogę prowadzącą między farmami. Tam też było cicho. Dochodziły tylko ciche porykiwania krów.
Żywopłoty, częściowo porośnięte bluszczem, teraz stały oszronione, tworząc mozaikę pędów, liści i owocostanów:
Liście wyglądały, jakby ktoś specjalnie dodał im obwódkę z cukru:
W niektórych miejscach bluszcz tworzył ścianę z baldachów
Zdarzył się nawet kwiat pokryty szronem, zastygły w bieli i opatulony kryształkami lodu:
Nawet stare liście paproci, brązowe, miejscami szczerniałe, teraz nabrały odświętnego wyglądu.
Zwykła pokrzywa wyglądała inaczej...
Bordowe pędy kolczastych jeżyn rozświetlały szarobiały krajobraz
A kilka dni później...
...spadł śnieg:
Do tej pory mam jeszcze w ogrodzie białe resztki zasp, które utrzymuja się, ponieważ temperatury wciąż pozostają poniżej zera.