wtorek, 9 czerwca 2020

Nagroda i moje kwiaty...





Spieszę poinformować zainteresowanych, że Najmłodsza otrzymała nagrodę za wykonane projekty. Maska i domek były na najwyższym miejscu. Iza, pełna tej dumy, prawie szybuje pod sufitem, tak jest nią napełniona. Cieszę się ogromnie, że cała ta praca, którą poświęciła na tydzień poświęcony zajęciom plastycznym, została doceniona. 



Teraz z kolei ja pochwalę się kolejnym etapem rozkwitu kwiatów...


Pierwsze, największe kwiaty piwonii już przekwitły...
 


W trawie pozostało trochę opadłych płatków - wspomnienie piękna i rozmachu....


Teraz wykwitają pąki trochę mniejsze, ale tak samo oszałamiająco pachnące.

Lobelie dopiero zaczynają się rozrastać i pokazywać pierwsze kwiaty. Może dlatego, że zawsze skąpię i kupuję te malutkie sadzonki. Muszą się dopiero dobrze rozkrzewić, zawiązać pąki i wtedy zaczną szaleć.



Póki co, cieszy moje oczy kilka plamek niebieskości...



Pelargonia bluszczolistna przygotowuje się do kwitnienia:



A dzwonki już cieszą oczy:



Aksamitki zaczynają powoli się rozwijać:



W tym roku dobrze dopilnowałam ślimaki i udało się odhodować aksamitki do takiej wysokości, że mam nadzieję na ich przetrwanie. Tym bardziej mi na tym zależy, że wyrosły z własnoręcznie zebranych nasion; latałam po domu z pojemnikami siewek, potem pikowałam... No szlag by mnie trafił, gdyby ślimaki dorwały się do tego w pierwszym tygodniu po przesadzeniu do gruntu!



W aksamitkach najbardziej kocham ich nieprzewidywalność w kolorze. Mogłabym obfocić każdy krzak, bo każdy jest inny. 
Niektórzy nie lubią ich zapachu, nawet nazywają je śmierdziuchami. Ja z kolei uwielbiam ten aromat. 



Dostałam od sąsiadki sadzonkę Wrotyczu maruna(Tanacetum parthenium) tutaj znany jako Feverfew. Stosowany jest jako cudowny środek na migreny i bóle głowy. 
Jest bardzo ekspansywną rośliną, więc oczywiście wylądował w jednym z moich pojemników. 
Wrotycz(lub jak niektórzy zwą go Złocień) maruna jest kuzynem Wrotyczu pospolitego; wygląda nieco inaczej, ale to jednak bliscy kuzyni.



Do kolekcji dołączyła bakopa. Tylko jedna, bo mocno sie rozrasta. Póki co ma 4 gałązki i takie "mocno sie rozrasta" jest określeniem bardzo na wyrost, ale już za jakiś czas...


Mój "dopiero-co-oklejony" pojemnik po farbie. Pojemników dostarcza mi znajomy budowlaniec w ilościch "ile chcesz". Są niezwykle obszerne, co oznacza, że pochłaniaja ogromne ilości podłoża i drenażu. Żeby nie były tak ciężkie, że aż kręgosłup pęka przy przesuwaniu, jako drenaż używam połamanego styropianu lub pogniecionych nieregularnie pojemników po mleku lub wodzie. 
Przyznaję się od razu, że ja na to sama nie wpadłam. Zazwyczaj wypełniałam donice tonami kamieni lub czegoś podobnego, równie ciężkiego, żeby zapewnić drenaż. Pewnego dnia oglądałam program Monty Don'a - angielskiego ogrodnika i to on zasugerował, żeby sobie nie utrudniać życia, a wykorzystać coś takiego, jak styropian na przykład. 



Oklejam więc te wielkie wiadra materiałami - docelowo mają być pomalowane farbą, ale wiadomo, że prowizorka wygrywa - i sadzę rośliny. Ilość podłoża powoduje, że spokojnie rosną tam po kilka lat. Tak jest np. z moją lawendą wąskolistną(angielską) czyli langustifolia, która rośnie w tym samym pojemniku już 5 lat.



W tym roku dorobiłam się takiej oto szałwi:
 


Do tego krwawniki:



....i widziana już wyżej różowa, a teraz żółta, nemezja:



Nieśmiertelniki mają coraz więcej kwiatów:





W cieniu powojnika rosną i dojrzewają poziomki:



Funkia - jedna z największych - osiągnęła już ponad 70cm średnicy:


W rogu, przy szopie, tam gdzie cień największy, rośnie zielona piękność:


...paproć...


W ten sposób dobrnęliśmy do końca :) 


czwartek, 4 czerwca 2020

Szkolne projekty



Kolejny tydzień szkolny mija, tym razem już spokojniejszy. Nauka została zakończona w miniony piątek, książki szkolne oddane w tym tygodniu, więc dzieci myślały że już laba będzie. Niestety nie.... 

Ten tydzień upływa pod znakiem tworzenia... Rozpisane zostały prace na poszczególne dni i dzieciaki mają je przedstawiać na swoim koncie. Podejrzewam, że nauczyciele spodziewali się małego odzewu, więc ustalili, że jest to konkurs między klasami. Pewnie z nadzieją, że u niektórych wywoła to chęć konkurencji... po czym jeszcze dodana została informacja, że wygrane prace nagrodzone zostaną symboliczną kwotą 10euro. Teraz już, tak myślę, spowodowało to zainteresowanie jeszcze większej grupy osób. 

Robiły więc moje dzieci rysunki, tworzyły jakieś twory... 

Monika np. wykonała głowę kota - technika - tylko to, co znajdziesz w ogrodzie lub na spacerze. 

U nas powojnik rozsiał mnóstwo nasion i oto co powstało:



Więcej zdjęć tejże twórczości nie posiadam, ponieważ Monia przechodzi okres negowania swoich umiejętności, talentów... Zdjęcie zrobione na szybko, po kryjomu... Dobrze, że moje niegodne oczy zdołały ujrzeć ekologiczne cudo, a kamera uwiecznić dla potomności.

Iza wycfaniła się i załapała się na temat "maska" ze swoją zaczętą w domu -chyba pół roku temu - maską. Teraz miała powód zeby ją wykonczyć, Jedna strona to pracowicie malowane kwadraty, a druga kamyczki do ozdoby paznokci.


Te kwadraty w którymś momencie prawie przerosły Izę, zwłaszcza, ze chciała to zrobić szybko. 



Potem nadszedł czas na kamyczki... i tutaj, wspólnymi siłami, ułożyłyśmy to w jedna linię. Izka pilnowała kolejności kolorów, jakby od tego zależało jej życie, a przynajmniej wygrana w konkursie :)




Wreszcie rysunek i rybki... Tak możliwie kolorowe, jak się da...




 Rybki to twórczość z cyklu: minuta osiem i zrobione... powstały z rolek po papierze toaletowym. Oczywiście gdyby się pobawić i farbami pomalować, to na pewno kolory byłyby ciekawsze i mocniejsze. 
Tort z pączkiem, to twórczość własna Izabeli.  



Oczywiście mamy też jeden wielki projekt, który powstawał 2 dni z przerwami. Rodził się w bólach frustracji, złości i zniechęcenia, przeplatanych momentami egzaltacji, radości i kolejnych szalonych pomysłów: co by tu jeszcze dodać...





Wreszcie stanął o własnych siłach...



Kilka zdjęć ze szczegółami:



Z domku dla ptaszków Iza jest wyjątkowo dumna... sama wymyśliła i sama zrealizowała od początku do końca.



Ściany z oknami i kwiatami... Klejenie miliona firanek... Izka narzekała, ale nie mówiłby tak, gdyby miała te wszystkie firanki powiesić własnoręcznie.



Firanki powstały z białej bibuły,  pozaginanej tak, aby stworzyć wrażenie upięcia.



Oczywiście wszędzie kwiaty, żeby pozakrywać ściany:



Dach to było wycinanie ponad setki dachówek z tektury. Kiedy Izka policzyła, ile ich ma być, prawie się rozpłakała. Pomogłam jej :) ale tylko trochę. Jak już miała te dachówki, to klejenie klejem na gorąco stanowiło dla niej samą przyjemność. 



Mimo, że projekt był duży i ambitny, całkiem nieźle sobie poradziła. Nauczyła się, że ekierka to jej przyjaciel :) a dokładne policzenie i rozplanowanie elementów, to klucz do sukcesu. 
Najtrudniejsze było zwijanie kwiatków z bibuły. Tutaj musiałam pomóc. 
Teraz zobaczymy, jak spodoba się nauczycielom.

piątek, 29 maja 2020

Lato, lato...



...przyszło, zaczęło się na dobre... Cały ten tydzień cieszymy się piękną pogodą. 

Dzieciaki, po skończonych lekcjach korzystają ze słońca..



...pieką ciasteczka, zaliczajac tym samym zadania szkolne...




Wykonują kolejne prace artystyczne do szkoły.

Widać po nich, że ani im, ani mi już się nie chce robić dodatkowych projektów do szkoły.
 
Iza miała przygotować znak, który reprezentowałby jej profesję w średniowieczu. To miała być piekarnia. Oczywiście poszłyśmy po najmniejszej linii oporu: wydrukowane, wycięte, pomalowane, przyklejone...



Tu dekoracja na niedzielę Zesłania Ducha Świętego - to Moniki zadanie:



I kolejny projekt do przygotowywanego "zakończenia roku szkolnego klas 6". Powinno być jeszcze selfie tejże osoby, ale Monia jest na etapie "nie, nie będzie jej zdjęć".




Ja tymczasem dziergam, zajmuję się ogrodem...


Zakwitła biała piwonia:


Pojawiły się nowe nasadzenia



Zakwitła nemezja



Szałwia zaczyna delikatnie wychylać kwiaty:



Lwia paszcza się trzyma, choć wiatry mocno ją nadwyrężyły. Musiałam ją przywiązać do palika, bo położyła się zupełnie na ziemi.



Na tarasie fuksja przyzwyczaja się do słońca. Już niedługo będzie wystawiona na front.




sobota, 23 maja 2020

Projekty szkolne i nie tylko




Minęło kolejnych "parę" dni, kiedy nie pisałam. Zajęłam się za to swoimi projektami na drutach, a do tego oczywiście dochodzą projekty szkolne.

Dwa tygodnie temu Iza podjęła się nauki Power Point'a(na własne życzenie). Po tłumaczeniu, jak to z grubsza działa, wybraniu kilku zdjęć z miliona, zaczęła pracować sama.
Prezentacja nie była długa, jakies 12 czy 13 slajdów. Uważam jednak, że wyszła jej bardzo ładnie(tu się pochwalę, że nauczycielki były zaskoczone rezultatem, bo dzieci u nas nie uczą się informatyki, więc prac takich na komputerach nie wykonują; to było coś nowego, coś ekstra).
W tym tygodniu Izka wykazała chęci pisania w programie Word.
Dzięki pracy na moim laptopie, używaniu tych programów, samo szkolne zadanie okazało się przyjemnością. Dużo radości sprawiało Izie używanie skrótów klawiszowych, formatowanie tekstu, itp. Myślę, ze dzięki pracy z komputerem wszystko poszło znacznie sprawniej, a przy okazji nauczyła się czegoś nowego i pożytecznego.

Moja starsza córka ukończyła kilka dni temu 13 lat! Z tortem musieliśmy poczekać kilka dni, żeby tata mógł celebrować z nami. Monika jest jednak na tyle duża, że wolała przełożyć tort i mini imprezę na dzień, kiedy będziemy razem. Już nie data jest ważna, a samo bycie razem.


Ja z kolei utonełam w drutach...


Prawie skończyłam mój projekt: poszewka na poduszkę,....który okazał się czymś innym. Zamiast poszewki wyszedł szal.


Dziergało się tak dobrze, że postanowiłam wykończyc cały zapas włóczki. Teraz muszę jeszcze wykończyć brzegi.



Z lewej strony też jest ciekawie, a po zblokowaniu pewnie będzie jeszcze lepiej.



Oczywiście muszę poczekać na włóczkę do wykończenia, więc zaczęłam kolejny szal:



Wzór, podobnie jak poprzedni, to absolutny hit! Najbardziej w nich mi się podoba to, że nie są skomplikowane w liczeniu; powtarzalność jest co 4 rzędy, do tego to tylko przekładanie oczek nieprzerobionych lub narzuty... bajka!




Tutaj wychodzi bardzo ładny efekt 3D



Myślę, że na koniec, po zblokowaniu, będzie pięknie.


piątek, 8 maja 2020

Kolejny tydzień za nami




...kolejne prace dzieciaków zaliczone.

Maj jest tak cudny!!! Pogodę znowu mamy fantastyczną od kilku dni. Tym razem nie muszę już spędzać czasu na malowaniu płota ani innych rzeczy, zajęłam się więc ogródkiem.

Przepikowane wcześniej aksamitki teraz juz porozsadzalam w ogrodzie i pojemnikach. Oczywiście trzeba pilnowac i chronić przed ślimakami, ale zaczynają już rosnąć i widać, że cieszą się z nowych miejsc.

Zdjęcie robione wczesnym rankiem, więc tyle mocnego slońca.



Skoro zwolniło się trochę przestrzeni, przepikowałam maki. Oczywiście nawet gdyby nie było miejsca, to trzebaby było je już przepikować, bo podrosły znacznie. Mam ich pewnie ze 30 sztuk, może trochę więcej i zapewne część trafi do jakichś "szczęśliwców".



Hiacyntowiec już przekwitł, zostało po nim wspomnienie:



Za to nagietki świecą teraz każdego ranka i popołudnia; w zasadzie "świecą" cały czas, bo ich kolor naprawdę wyróżnia się w tej zieleni.



Lwia paszcza z początku tygodnia:


I dzisiaj, po 4 dniach:



Piwonia pęcznieje coraz bardziej:


Czosnek sztyletowaty też już kwitnie, ale ponieważ jakoś nie oszałamia z zewnątrz:



 ...spróbowałam zrobić zdjęcie od dołu:


Poza tymi przedstawionymi kwiatami, rozrasta mi się całe mnóstwo innych, ale o tym innym razem...


Zaczęłam wyciągać moje córki na spacery. Początkowo był sprzeciw, ale już zrezygnowały z protestów i maszerują 40-50 minut dziennie.

Zdjęcie robilam przez okulary przeciwsłoneczne i okazało się, że gdzieś ich nie doczyściłam.. ale dzięki nim widać dzisiejsze obłoczki. Niebo było tak błękitne, że przy każdym zadarciu głowy kichałam :) ja tak mam;)



Koło takich perełek przechodzimy:



W nagrodę, po spacerze, na stole stały już gotowe słodkości: z budyniem, czekoladą, dżemem i puste.



I tak zamknęliśmy kolejny tydzień!


sobota, 2 maja 2020

Ach... pojechałoby się gdzieś...




...choćby do najbliższych Slieve Bloom Mountains... ale nie można. Co prawda z zakazu poruszania się dalej niz 2km od domu już zrezygnowano - teraz możemy pójść do 5km!!! Wow! ale do gór to wciąż za mało.
Dzieci do końca roku szkolnego zostają w domu. Czasem boję się, ze mimo pracy, którą dostają do wykonania, jednak sie uwstecznią. Muszę chyba zaordynować im coś dla lepszej pracy mózgu. Tyle, że i tak będę musiała to potem wyegzekwować... Czasem już mi się nie chce.

Ostatni projekt Izabeli:



Miała wybrać sobie dowolną roślinę i o niej napisać, narysować, itp. 

Kolejny to "coś" z odrzutów, śmieci, czyli recyclingowy projekt: 

 
Iza zrobiła rolex:)

Ja wpadłam w ciąg i piekę bułeczki, paszteciki, kleję pierogi....



Artur zabiera to wszystko do pracy... przynajmniej tyle ma z tego całego zamieszania...



W robótkach też ruch:




Wykorzystałam resztki włóczek bwełnianych i zrobiłam waciki do demakijażu:


Oczywiście waciki wielorazowego użytku.

Do tego dzierga się kolejna poszewka na podusię:



Wzór prościutki - do tego atrakcyjny. Tutaj też leci włóczka, której już raczej nie wykorzystam. Moje córki powyrastały z takich kolorów.