środa, 26 lipca 2017

Craggaunowen, Co. Clare





... czyli drugie miejsce, które funkcjonuje jako skansen. Pierwszym był Irish National Heritage Park, który nas oczarował i można powiedzieć, że skradł nasze serca.  Opis naszej wycieczki Craggaunowen zaczynam od drugiej części, czy raczej partii naszych zdjęć ... jakoś tak wyszlo.

Wycieczka przez las i oto na drodze rekonstrukcja dolmenu - czyli budowli o charakterze grobowca.



Choć nie był jakiś specjalnie duży, to w tym otoczeniu i promieniach popołudniowego słońca przyciągał uwagę.



Sam las... magia... Mogłabym chodzić między tymi drzewami i chodzić...






Zwalone gałęzie, czapy mchów....



Paprocie  -Języcznik zwyczajny - porastały całe połacie lasu. Po angielsku jest znany jako hart's-tongue fern



Co jakiś czas, wzdłuż ścieżki, napotykamy na ułożone tam kamienie, a na nich, pismo celtyckie - ogham







Zbliżamy się do fortu zbudowanego na planie okregu:



...i już jesteśmy w środku:



W jednym z domów było zejście do piwnicy czy raczej podziemnego przejścia, w formie korytarzy. Używane było jako schronienie w czasie napaści na fort, ale głównie jako spiżarnia. Było bardzo dobrze wentylowane, a przy tym pozbawione przeciągów! Temperatura utrzymywała się zawsze w granicach 4 stopni, niezależnie od tej na powierzchni.

Oczywiście nie odmówiłyśmy sobie zejścia:



W forcie pokazano narzędzia i przedmioty służące obróbce wełny. Poniżej dom tkaczki, że tak to nazwę.




Tak wyglądał warsztat:



Kawałek utkanego materiału:



Miejsce farbowania:



W garnku widać kolorową - może zbyt mocne słowo - wełnę:




Moja córka, wsparta głową o poduchę z mchu. Odpoczywa, łączy z naturą czy też przeżywa załamanie wycieczką?


Mech tak gęsty, że spokojnie zagłębiamy w nim nasze dłonie:



Widok fortu z leśnej ścieżki. Tutaj czas się zatrzymał i ta cisza i spokój aż zatykają. Jest wspaniale, po prostu wspaniale:



Najmłodsze dziecię odważnie maszeruje w las....



Gra słońca i cieni:



I na koniec zdjęcie, które zrobiła moja córka:


Część druga, już wkrótce...

poniedziałek, 10 lipca 2017

Glendeer Pet Farm...




...czyli z aparatem i dziećmi wsród zwierząt.

Glendeer Pet Farm to miejsce, gdzie dzieci mogą się jeszcze zetknąć ze zwierzętami hodowlanymi, często ich różnymi rasami. Położone tuż za Athlone, między polami, jest fantastycznym miejscem odpoczynku i rozrywki.


Przy zakupie biletu, dzieciaki otrzymują torebeczki z karmą i się zaczyna!





Torebki są z małą ilością ziarna, bo zwirzęta chyba by pękły z przejedzenia już w połowie dnia :)






Strusie, jak to w ich naturze, jak tylko mają okazję, zabieraja całą torbę z żarciem :) trzeba się pilnować...







Budło z gór Szkocji:





Nie da się ukryć, że poroże imponujące :)



Cała masa ptactwa, które pamiętam z dzieciństwa na wsi, a moje dzieci już tylko z takich wypadów...










Mini skansen, czyli jeden dom z wyposażeniem.









Atrakcją dla dzieci, a odpoczynkiem dla rodziców, jest spacer wśród drzew - szlakiem wróżek:







Do tego jest jeszcze plac zabaw - całkiem dobrze wyposażony, mini labirynt i stoły piknikowe. Jeśli nie masz jedzenia ze sobą, kawiarenka na pewno coś dostarczy(głównie słodkości), aczkolwiek my tym razem spasowaliśmy.

Wszystko to w otoczeniu ciszy mąconej odgłosaim przyrody i... dzieci ;)




czwartek, 6 lipca 2017

Zakończenie roku szkolnego





...było już dawno i praktycznie o nim zapomniałam.

Moje drobne prezenty dla nauczycielek:





Ten był dla szczególnej pani, którą Gosia żegnała już  nieodwołalnie, wszak zaczyna nową szkołę od września:


Gosia, jako jedyna, miała uroczyste zakończenie roku. Dyrektor wręczał dyplomy ukończenia szkoły podstawowej.  Każda absolwentka otrzymała kopię zdjęcia klasowego z nauczycielką. Coś takiego było pierwszy raz - mam na myśli ten portret klasowy.



Zapakowane, żeby się nie rozsypały...



I torebki, które ozdabiałam swoim własnoręcznie wyrzeźbionym stemplem :) Torebki powstały z resztek sztywniejszego papieru pakowego.