czwartek, 9 czerwca 2016
Clara Bog, Co. Offaly
... czyli krótka wycieczka na torfowisko.
Wyjazd był naprawdę krótki, bo niestety w niedzielę nie mogliśmy skorzystać z centrum turystycznego, które podobno ma w ofercie jakieś atrakcje dla dzieci. Poszliśmy zatem na spacer przez torfowisko. W tym celu wyłożono ścieżkę z bali i generalnie należy się jej trzymać, bo prawie każde "stąpnięcie" na grunt poza kładką grozi zapadnięciem się w... czarnozielonej mazi, jaką tworzy torf i ziemia.
Maleńkie miasteczko Clara, przywitało nas w niedzielne południe ciszą i prawie zupełną pustką.
Ulice były praktycznie wyludnione; przemykaliśmy nimi tylko my i jakieś pojedyncze osoby. Nawet samochodów nie było na drogach :)
Po dotarciu na miejsce, dziewczyny ruszyły z kopyta. Miałam tylko cichą nadzieję, ze zostaną na kładce :)
Te białe gwiazdki na zieleni, to Cotton Grass (Eriophorum) znana jako Wełanianka. Czasami mijaliśmy jej większe skupiska:
Nieśmiało wysuwała się Modrzewnica pospolita:
Natomiast wszędzie pełno było rosiczek:
Zdjęcie dość słabe, ale i tak leżałam na kładce, wychylona do połowy nad grząski teren i próbowałam uchwycić ostrość.
Były też storczyki, ale nie zawsze udało mi się dosięgnąć je aparatem.
Poza tym królowała cisza, to znaczy brak było wszelkich odgłosów człowieka; wkoło otaczała nas natura i jej "śpiew".
W licznych "oczkach wodnych" spotkać można było ważki:
Paprocie też znajdowały dla siebie niszowe zakątki:
A poza tym trawy, wrzosy i nisko, wśród nich - torfowce.
Zanim zrobiłam zdjęcia i dotarłam do końca trasy, rodzinka już rozłożyła piknik w bagażniku :)
Moim zdaniem warto byłoby odwiedzić to miejsce jeszcze raz, ale w ciągu tygodnia, żeby móc skorzystać z tego, co proponuje centrum turystyczne.
niedziela, 5 czerwca 2016
Majowe zaległe wydarzenia
Maj jest u nas miesiącem dość bogatym w wydarzenia. Zbiegają się w tym miesiącu nie tylko imprezy rodzinne, takie jak np. urodziny, ale też imprezy okazjonalne, zarówno znowu te w obrębie rodziny, jak i te organizowane przez szkołę.
W tym roku maj zaczęliśmy przyjęciem urodzinowym Izabelki, które trzeba było w jakimś tam stopniu zorganizować, ale o tym już pisałam... Zaraz potem była komunia Moniki, a następnie jej urodziny, które na razie celebrowaliśmy tylko w gronie rodziny.
Oczywiście upiekłam tort, choć przyznam szczerze, że już mi się nie chciało, bo to był 4 w przeciągu 3 tygodni! Zapytałam nawet Monikę, czy woli mój, czy kupiony(z nadzieją, że dziecko wybierze ten ze sklepu), a Monisia co na to? Ano tak: Mamo, kupmy jakiś w sklepie, bo wiem, że jesteś zmęczona, Ja wolę twoje torty, ale nie chcę, żebyś miała tak dużo pracy... chociaż szkoda, że nie będę mieć tego od ciebie....
I co byście na to powiedzieli? Oczywiście, że upiekłam, ten co zwykle, milkyway.
Wyszedł tak jakoś zimowo :)
W dniu urodzin Gosia robiła zdjęcia - niech się wprawia:
Zaraz potem następowały moje urodziny - 38 - obchodzone w zasadzie niezauważalnie i to nie ze względu na wiek :) Jakoś nigdy nie celebrowałam szumnie moich urodzin i tak zostało. Mąż i dzieci sprawili niespodziankę i zakupili tort lodowy :)
I jak już nastapił koniec maja, to nagle zabrakło czasu na wszystko inne, bo trzeba było szybko zacząć ogarniać sprawy wycieczek szkolnych ze szkoły irlandzkiej i biwaku, ze szkoły polonijnej. Do tego testy końcowe w obu szkołach...
Póki co, Monika już zaliczyła szkolną wycieczkę i wszystkie testy. Gosia testy też ma już za sobą, a w tym tygodniu czeka ją wycieczka. Podobnie Izabela, która nie może się doczekać wyjazdu, bo to jej pierwszy!!!!
W ostatni piątek szkoła organizowała loterię i sprzedaż ciasteczek, przygotowanych przez 6 klasy. Wszystkie moje pociechy zostały zaopatrzone w kilka euro i zagospodarowały je tak, jak potrafiły. Największe problemy miała Izabelka, która na koniec dnia stwierdziła, że jest głupia, bo nie potrafiła kupić tego, co chciała; dopiero tłumaczenie, że tak zdobywamy doświadczenie i zapewnienia sióstr, że poszło jej świetnie, dały jakiś rezultat. W końcu ona ma dopiero 6 lat i poradziła sobie całkiem nieźle z kupnem :)
Do tych wszystkich rzeczy trzeba dodać jeszcze przyjęcia urodzinowe, na które dzieciaki dostają zaproszenia. Niby nic, ale wszystko trzeba ogarnąć :) a ponieważ pogoda nas rozpieszczała, spędzliśmy też mnóstwo czasu na dworze. Stąd cisza na blogu i takie ogromne zaległości!
W ogrodzie też szleństwo.
Irysy cebulowe już przekwitły i tylko takie zdjęcia mi zostały:
Zrobiłam je zaraz po rannym deszczu, a potem o nich zapomniałam.
Zakątek w ogrodzie, gdzie powojnik z grupy włoskich pnie się w górę, a nasturcja szybko podąża za nim.
W dole przykucnęły bratki, mocne, intensywnie bordowe...
A od frontu szaleństwo kwiatów powojnika:
Powojnik montana...
Zaczyna wchodzić w pełnię rozkwitu:
I powojnik wielkokwiatowy:
...który czaruje swoim pięknem:
Na dziś tyle, ale do opisania - pozostawiam na deszczowe dni - mam już 3 wycieczki.
Nieoczekiwana przerwa
Zniknęłam na chwilę, ale wszystko za sprawa pogody i oczywiście końcówki roku szkolnego.
Mamy lato od prawie dwóch tygodni! W ostatnich dniach, na naszym patio, termometr wskazywał 32-35 stopni o godzinie 7 wieczorem. Jest fantastycznie, ale też przez to nie spędzam wcale czasu przy komputerze.
Korzystając z pogody jeździmy, odpoczywamy, spędzamy czas na zewnątrz, a z bardziej przyziemnych zajęć - piore cały asortyment zimowy, żeby go wysuszyc "na pieprze" przed zapakowaniem i włożeniem na strych :)
Myślę, że wkrótce już coś napiszę, apóki co znikam, bo dziś czeka nas kolejna wycieczka.
niedziela, 22 maja 2016
Lough Key Forest Park, Co Roscommon
Tydzień temu wybraliśmy się na wycieczkę pod kątem rozrywek dla dzieci. Pojechaliśmy aż do Hrabstwa Roscommon, usytowanego w środkowej, a niektórzy twierdzą - zachodniej, Irlandii, w prowincji Connacht.
Artur znalazł tam miejsce zabaw dla dzieciaków - czyli krótko mówiac, park rozrywek i zabaw: Lough Key Forest Park.
Dzień był piękny na taką wyprawę. Już po przejechaniu jakichś 100km, widoki zaczeły się zmieniać.
Przepraszam za zdjęcia, ale robione były z jadącego autostradą auta i to przez szybe :) Chciałam pokazać tutejsze kamienne murki, okalające poletka:
Zbocza autostrad kwitną kolczolistem:
Oprócz autostrad, poruszaliśmy sie też drogami tego typu(z ograniczeniami prędkości do 80, bądź 100km/h), gdzie co i raz "wyskakiwał" mały, kamienny, wąski mostek:
W końcu dotarliśmy na miejsce i powiem Wam, że jest tam co robić nie tylko w jeden dzień, ale w dwa i więcej:
Jest tam całe mnóstwo tras spacerowych pośród pięknych lasów okalających jezioro. Jedyna opłata, to za parking - po całym dniu 4 euro.
Do tego oczywiście sa inne atrakcje - płatne już oczywiście, a jak dużo, zależy od tego, co kto chce robić.
Można pływać wypożyczona łódką lub zakupić rejs łodzią - chyba 2-godzinny; zapewniam, że jest co oglądać i podziwiać.
Można wypożyczyć rowery, badź inne urządzenia jeżdżące - zapomniałam nazwy :);
jest miejsce rozrywki pod dachem Boda Borg, - zachęcam do obejrzenia filmu - my braliśmy w tym udział, aczkolwiek uważam, że Izabela jest jeszcze ciut za mała, żeby wszystko ogarnąć i czerpać z tego radość, niemożność rozwiązania zagadek wprawiała ją w zdenerwowanie;
jest plac zabaw dla dzieci;
są też pola namiotowe dla tych, co przyjechali na dłużej(absolutnie fantastyczna opcja, bo z chęcią zatrzymałabym się tam na 3-4 dni).
Teraz zapraszam na szybki rzut oka na jezioro Lough Key i okolicę:
Widoczna w oddali Castle Island z małą twierdzą, zbudowaną około 1800r:
Amatorów rejsów i pływania łódkami było wielu:
Naszej wycieczki to jeszcze nie koniec :) Ciag dalszy nastąpi już wkrótce.
czwartek, 19 maja 2016
Maj kwiaty rozsypuje...
...nawet u nas :)
W ogródku wciąż pierwiosnki. Kwitna tak już od stycznia :) oczywiście nie te same kępki, co raz inne, ale kwitną prawie nieprzerwanie.
Poranne, mocne słońce wydobywa ich kolory:
Deszcz "ubiera" kwiaty w perły:
Niektóre, jak orliki, dopiero budzą się ze snu...
Przycięty bardzo ostro rok temu powojnik, zaczyna kwitnąć. Zwiesza nowe pędy na murze.
Popołudniowe słońce wygładza, zmiękcza... zdjęcia są zupełnie inne, niż te poranne.
A natura, w swoich ogrodach, też kipi kwiatami.
Dmuchawce, te perfekcyjne...
...i te, które straciły już część puchu...
...wszystkie są piękne... trzeba tylko to piękno zauważyć, zatrzymać się na moment...
Jaskry, jak maleńkie słońca wśród traw... czasem jeszcze pyłek można znaleźć na jedwanbych płatkach...
I niepozorne "gwiazdki" Babki lancetowatej...
Wszystko to maj przynosi na talerzach zielonej trawy.... Chyba dlatego jest najpiękniejszy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
