niedziela, 16 sierpnia 2015

A w ogrodzie purpura



W tym roku ominęła mnie pełnia kwitnienia groszku pachnącego i purpurowego powojnika, jednego z moich ulubionych. Po powrocie z wakacji już tylko cześć gałęzi była obsypana kwiatami:




Mimoza Meczennica(przepraszam za pomyłkę! nie wiem, o czym myślałam, kiedy pisałam ten post) zaczyna myślec o kwitnieniu, zawiązała mnóstwo pąków, więc zobaczymy, jak to będzie dalej wyglądać:



Jak już wspominałam, groszek prawie przekwitł; co prawda gdzieś tam wciąż wypuszcza nowe pąki, ale jest to na razie jakaś drobnica w porównanniu z tym, co było w pierwszej fazie.




Krokosmia ogrodowa ma coraza więcej czerwieniejących "piórek", które rozwiną się w piękne, ceglastoczerwone kwiaty:



Tymczasem wielkokwiatowy powojnik zdobią pierzaste kulki pozostałe po opadnięciu płatków kwiatowych:



Agapant zaczyna cieszyć oko swym błekitem:



...z dnia na dzień rozwija więcej kwiatów:



...które dodają niebieskiego błysku mojemu kącikowi:



Lwie paszcze są odwiedzane przez trzmiele. Dzięki swemu ciężarowi potrafią zapylić tego typu kwiaty:



....




...płatki odchylają się....


...trzmiel wchodzi do wnętrza...




...zbiera pyłek i już :)



 Przed nami pracowity, wycieczkowy tydzień! Już dziś przylatuje do nas moja przyjaciółka z rodziną i zaczynamy objazd Irlandii. Miejmy nadzieję, że pogoda nam dopisze.

piątek, 14 sierpnia 2015

Warszawa....


Nasz spacer Krakowskim Przedmieściem zakończył się maleńką sesją zdjęciową. Chciałam "przywieźć" trochę stolicy do nas, chciałam, żeby dzieci miały możliwość przeglądania zdjęć i kodowania w głowach pewnych miejsc, które my tak dobrze znamy.





Choć nie wszystkie ujęcia są najszczęśliwsze, to jednak dla nas najważniejsza jest chwila i wspomnienia...




Sama spędziłam w Warszawie 7 lat i w pewnym momencie stała się "moim miastem", które mnie ciągnęło i czarowało. W Warszawie poznałam mojego męża...



Jako studentka, miałam bilet kwartalny, który pozwalał na nieograniczone podróżowanie wszystkimi środkami transportu. Dzięki temu jeździłam, oglądałam, chłonęłam miasto.




Po ponad 10 latach, kiedy wpadałam do Polski tylko na wakacje, kiedy nie miałam czasu na takie spacery, teraz znowu poczułam tę magię! Chodząc po starych uliczkach, budziły się dawne wspomnienia, tym cenniejsze, że dostałam tylko chwilę i próbowałam ją wykorzystać jak najintensywniej. Nawet upały nie były nam straszne!




Stary Rynek ma swój nieodparty urok, nawet jeśli przepełniony jest turystami od rana do późnej nocy. W nocy wygląda trochę inaczej; niby gwarnie, ale spokojniej. Dzieciaki miały okazję zobaczyć oświetlone kamieniczki nocą, bo wracaliśmy około północy z pokazu "Światła wody" na Podzamczu.


Kiedy było się studentem, przychodziło się tu na jedno, czasem, w porywach szaleństwa(wszak ceny były magiczne!), na dwa piwa; pite były niemalże z namaszczeniem i na pewno z wykorzystaniem czasu :)


Przyjemnie zaskoczyło mnie to, że remontowane kamieniczki, nie są zakrywane wielkimi, krzyczącymi reklamami, a dyskretną, zieloną siatką. To wiele zmienia, bardzo wiele.



Generalnie Warszawa zaskakuje swoim rozwojem, rozbudową... Jazda metrem była kiedyś - i nadal jest - czystą przyjemnością. Oczywiście pomijam to, że ranki i godziny szczytu to już zupełnie inna historia :) Druga nitka metra to już totalna rozpusta, jak dla mnie; kiedyś była tylko jedna, zaczynała się na Kabatach, a kończyła w Centrum, trochę później na Placu Bankowym. Teraz biegnie dużo, dużo dalej.




Pewnie patrzę na wszystko nieobiektywnie. Zapewne teraz, mając dzieci, byłabym wściekła, kiedy miałabym codziennie jeździć, tak, jak jeździłam kiedyś, z jednego końca miasta w drugi.... Będąc wolnym, mając na głowie tylko studia i pracę, patrzyło się na wszystko zupełnie inaczej i takie właśnie wspomnienia mam gdzieś głęboko ukryte...

Zapewne moje wspomnienia z Warszawy mogłabym zamknąć w słowach piosenki Czesława Niemena:

"Mam, tak samo jak Ty,
Miasto moje, a w nim
Najpiękniejszy mój świat,
Najpiękniejsze dni
Zostawiłem tam kolorowe sny.




Kiedyś zatrzymam czas
I na skrzydłach, jak ptak
będę leciał co sił
tam, gdzie moje sny
i warszawskie kolorowe dni.



Gdybyś ujrzeć chciał
nadwiślański świt,
już dziś wyruszaj ze mną tam.
Zobaczysz, jak przywita pięknie nas
warszawski dzień...."


wtorek, 11 sierpnia 2015

Recyclingowe pudełka




...w końcu wyschły i można je zaprezentować.


Spodnie jeansowe pocięte, paski posztukowane, żeby nie było tak idealnie gładko...




Wszystkie kanty oklejone delikatnym płótnem(z poszewki) w kolorze podobnym do głównego materiału.
Haft to po prostu za małe jeansy Izabeli. W końcu się przydały :) Najczęściej zbyt małe ubrania oddaję znajomym lub do SH, ale kiedy już mają plamy, dziury, itp., próbuję zrobić coś z nimi.



Stare, porysowane płyty dziewczyny wykorzstały do zrobienia "suncatcherów" czyli łapaczy słońca,w  wolnym tłumaczeniu :) Użyłyśmy kleju PVA, brokatu i kolorowych szkiełek.

Jedna strona:



...i druga:



A tak się jeden z nich prezentuje w ogrodzie:





Monika swój oddała przyjaciółce, pozostał jeszcze jeden do zawieszenia. Niedługo wszystkie pójda prawdopodobnie do sypialni dzieciaków, żeby zawisnąć w oknie.


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Emo... zapomniane przez jakiś czas





Może potrzebowaliśmy takiego "odsapnięcia" od tego parku? W końcu ile można tam jeździć? Od wiosny nie zajrzałam do niego, dziewczyny nawet nie chciały słyszeć o piknikowaniu w tamtych rejonach, ale wczoraj pojechaliśmy w końcu na spacer do pobliskiego Emo.


Dziewczyny szalały, rozrywała je energia...



Starsze miały dużo radości w noszeniu młodej:






Zdjecie przy drzewie/na drzewie/w drzewie, bez którego park się nie liczy....



Na szczęście pogoda była ładna. Ciepło, choć pochmurnie, z przyjemnością wędrowaliśmy alejkami.



Na łące ze skoszoną trawą - już prawie sianem - kolejne wygłupy:






W końcu jezioro...




...i trochę wyciszenia.






Iza, na zmianę z Moniką, trzymały aparat i strzelały foty, stąd nawet ja się pojawiłam na zdjęciach :)



...w towarzystwie każdej z nich, bo jakże inaczej?



I ostatnie ujęcie trawników, łąk i lekko pochmurnego nieba....


czwartek, 6 sierpnia 2015

Znowu recycling



...czyli jeans i pudełka w roli głównej.


Pudełka po proszku oklejają się jeansem, a tymczasem jedna z puszek już wyschła. Monika zażyczyła sobie coś na ołówki, więc dostała taki resztkowy pojemniczek. Dosłownie resztkowy, bo wszystko było dopasowywane z końcówek i kawałeczków.



Z masy solnej, przy okazji zabawy z Izą, wycięłam serduszka i zrobiły się zawieszki, obficie pomalowane brokatowym lakierem:




Wrócę jeszcze do przyjemności czytania. Z Polski przywiozłam dwie książki dla dziewczyn, bardziej chyba dla Gosi, ale młodsze też palą się do słuchania. "Tajemnica gwiezdnego jeziora" to prezent od przyjaciółki, a "Tam, gdzie spadają anioły" to mój wybór.




Dostałam też, od kolejnej zaprzyjaźnionej osoby, specjalnie na moje życzenie, "Spektrum" dr D. Ornisha. Powoli czytam.... bardzo mi się podoba jego sposób podejścia do tematu.



Przywiozłam też, zakupione już dawno temu, "Maria Konopnicka, rozwydrzona bezbożnica", "Czas motyli" i "Gra anioła".


W tej chwili leżą na półce, bo z naszej biblioteki dostałam "Winter of the world"(Zima świata), drugi tom z cyklu Trylogii Tysiąclecia.



Do tego mam zaczętą "The bone clocks" - nie znalazłam tłumaczenia. Książka fascynująca, choć nieco pokręcona. Świat realny przeplata się z nierealnym, a może tylko niewidocznym dla większości ludzi.


Tego samego autora jest chociażby "Atlas chmur" i "Konstelacja".

Tak, teraz tylko czas znaleźć...

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wilanów



Będąc w Warszawie, wybraliśmy się do Wilanowa. Niestety, ze względu na upały pojechaliśmy późnym popołudniem i zanim dzieciaki pobawiły się na placu zabaw, zjadły lody, itp., nad Warszawę nadciągnęła burza, która później, po chwili odsapnięcia, przekształciła się w nawałnicę. Wracaliśmy w pośpiechu, wśród piorunów i grzmotów, w ulewnym deszczu i ciemnościach, bo dzień zamienił się nagle w noc.
Zanim to wszystko nastąpiło, zdążyłam zrobić kilka zdjęć, ale oczywiście Wilanów, a dokładniej pałac i park, zasługują na kolejną, właściwą wizytę.
Kto nie był, nie widział, tego zachęcam mocno. Moja ostatnia wizyta w Wilanowie miała miejsce gdzieś około 2002 roku i już wtedy byłam nim oczarowana. Bardzo żałuję, że nasz wyjazd się tym razem nie udał. Plus jest taki, że moi teściowie mieszkają niemalże po sąsiedzku z Wilanowem, więc wycieczka na pewno nam nie ucieknie.

Na Moście Zakochanych (piękne zdjęcia po kliknięciu na link)wieszane są kłódki. Monika wnikliwie oglądała niektóre z nich i wczytywała się w imiona par.



Pałac zobaczyliśmy tylko z bramy. Wszyscy w pośpiechu opuszczali teren, bo w oddali słychać było nadciągającą burzę.



Nie przeszkodziło mi to próbować chwytać momenty bez turystów w tle...przyznaję, było ciężko, bo co chwila, ktoś wchodził w kadr:)


Kiedy nagła ulewa ustała(schroniłyśmy się w pobliskiej restauracji), wyruszyłam na dalsze "focenie" i całe szczęście, bo tylko tyle zdjęć mi zostało z tego dnia.

Tuż obok pałacu znajduje się przepiękny kościół pw. Św. Anny, wzniesiony na miejscu drewnianego. Ufundował go książę August Adam Czartoryski. Kościół jest przepiękny z zewnątrz, ale i w środku ma się czym pochwalić. Wszyscy przewodnicy turystyczni ciągną do niego, otwarty jest nawet w Noc Muzeów, a młode pary chętnie wybierają go na miejsce rozpoczęcia nowej drogi.



Starałam się zrobić jak najwięcej zdjęć, choć deszcz zalewał mi obiektyw.



Niebo powoli zaciągało się chmurami, ale to dodawało tylko uroku i klimatu zdjęciom:






Niestety, trzeba było się ewakuować, a nie pstrykać foty...


Ten kadr z aniołem to jeden z moich ulubionych:




Dach dzwonnicy prześwitujący przez drzewa....



I sama dzwonnica, której zrobiłam zdjęcie nieco wcześniej...


I z Wilanowa to wszystko... Następnym raze na pewno będzie więcej!