wtorek, 20 grudnia 2011

***













"Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka
nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?

Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
Wyjdź mu naprzeciw. "



                                                                      /P. Bosmans/



Drodzy Czytelnicy


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam przede wszystkim szczęścia. Życzę Wam tego, abyście potrafili je odnaleźć w każdej drobnej rzeczy, w każdym mijającym dniu. Niech szczęście będzie Waszym towarzyszem w nadchodzącym Nowym Roku 2012! 




                                                    Anna

niedziela, 18 grudnia 2011

Spotkanie w polskiej szkole



Chyba ponad tydzień temu uczestniczyliśmy w spotkaniu przedświątecznym, które zostało zorganizowane przez polską szkołę w Portlaoise.

Rodzice zapewnili drobne przekąski, dzieciaki przygotowały coś na kształt akademii bożonarodzeniowej. 


Mam sporo zdjęć, ale wszędzie Gosia jest w towarzystwie innych dzieci, więc nie mogę wstawiać tych fotek na swoim blogu. Zamazywane i zamglone zdjęcia tracą dla mnie urok, zatem poprzestanę na tym jednym z Gosią:




Dzieci miały ubrać się na biało i występować jako aniołki. 


Izabela bawiła się świetnie:




Wspinała się na wszystkie krzesła...




...spacerowała samotnie po sali...





...ewentualnie zajmowała się swoją butlą z mlekiem.





Aż nadszedł czas na powrót do domu.

sobota, 17 grudnia 2011

Coś tam się pojawiło w oknach...


...i nie tylko w oknach.


Na drzwiach tydzień temu zawisł wianek:




Niezbyt wyszukany...




...skromny, ale z ostrokrzewem. To dzięki niemu mam utrzaskany w błocie samochód.





W kuchni, a w zasadzie w jadalni, żyrandol dostał ozdobniki:





Dzwonki, jagódki...





...szyszki...






A na stole, poniżej żyrandola, pierwsza partia ozodobionych pierników:





I kolejna partia:




Dzwonki, śnieżynki:




I kolejny wieczór, kolejna partia:




...oczywiście to jeszcze nie koniec. Na ozdobienie czeka drugie tyle. Za to pierniczki z pierwszych partii powędrowały już do ludzi.

wtorek, 13 grudnia 2011

Dotarło do adresatki...





...więc spokojnie mogę Wam zaprezentować mojego pierwszego, ukończonego na początku czerwca, COSIA.


Szydełkowanie zaczęłam w maju 2010 roku, tuż po narodzinach Izabelki.





Ponieważ mnóstwo czasu spędzałam na kołysaniu jej do snu, ręce miałam w tym czasie zajęte.





Wzór był przyjemny i jak zawsze przy okrągłych serwetkach/ serwetach, pierwsze okrążenia mijają bardzo szybko, robótki przybywa, serce rośnie...





...ale wraz z kolejnymi okrążeniami czas od zakończenia jednego kółka do rozpoczęcia drugiego zaczyna się wydłużać...



Mnie spotkało jeszcze to nieszczęście, że wpadła mi w ręce pierwsza część serii "True blood", a że części w tym czasie było 9 czy 10... sami rozumiecie, serweta poszła w kąt na bardzo długo.




W końcu przypomniałam sobie o niej, zaczęłam robić dalej, ale wpadłamw  kolejny "ciąg" książek H. Mankella i historia się powtórzyła.

Niemniej jednak dotarłam do końca. Przebrnęłam przez te wszystkie ananaski i pikotki!





Następnym razem proszę mi przypomnieć, że nienawidzę ANANASKÓW! Może i wyglądają pięknie, ale z dwojga złego wolę już dziergać pikotki.




Jak widać, naciągać ananasków też nie potrafię. Wszystkie wyszły troche kopnięte, ale starałam się, naprawdę.




Jakie są parametry nici nie mam pojęcia, bo banderola zniknęła już dawno temu. Na pewno jest to bawełna. Biała.





Miała być serwetka, a wyszła mała serweta. Rozmiaru też nie podam, bo już wysłałam. W dodatku tak spieszyłam się z przesyłką, że zapomniałam dołączyć stosowną kartę.




Ta praca została podarowana na nowe mieszkanie, a w zasadzie nowy dom. Dostała ją bliska mi osoba, przyjaciółka, którą poznałam w przedszkolu i wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zostaniemy przyjaciółkami na tak długo.


Marta, mam na dzieję, że dom, w którym już niedługo zamieszkacie będzie tym Waszym wymarzonym, najwspanialszym miejscem na świecie! 
hrabina.ee, wtorek, 13 grudnia 2011

niedziela, 11 grudnia 2011

Wszyscy przygotowują się do świąt



...i widać to na blogach, a u mnie cisza. 

To nie tak, że zupełnie nie myślę o świętach. Nie mam po prostu czasu na szycie, szydekowanie, robienie na drutach i inne tego typu rzeczy. Coś tam dłubię, bo muszę...  Tak, muszę. Nie cierpię robótkowania we wszelkiej postaci, jesli mam to robić na zamówienie. Krew mnie zalewa, kiedy ktoś wyrazi głośno życzenie, że chciałby mieć "coś" w takim i takim kolorze, z takim i takim motywem i... czy ja mogłabym to zrobić?

Lubię robótkowanie, gdy sama podejmuję decyzję kiedy i z jakich materiałów miałabym to zrobić. Nie lubię mieć narzuconych reguł! Podobnie jest w życiu, niestety. Jak widzicie jestem bardzo trudną osobą.


Ale co tam robótki!

Małgosia jeździ do szkoły polskiej i dzięki cierpliwości naszych znajomych wciąż JEŹDZI! Dwa tygodnie temu musiałam przez dwa dni wozić dzieciaki do szkoły i powiem Wam, że to była totalna MASAKRA. Gdyby nie oni, to Gosia chyba nie chodziłaby do polskiej szkoły dłużej, niż przez wrzesień. 

Asiu, Arturze, dziękuję Wam!

Monika zaczęła uczęszczanie do przedszkola w pełnym wymiarze godzin, to znaczy 5 dni w tygodniu po 3 godziny. Płacę za to równą 60-kę, ale siostra dołożyła(żeby Monika była zadowolona) i teraz pełny tydzień Monia jest w przedszkolu. Zadowolona oczywiście.

Izabelka, nasz najmłodszy i najbardziej rozbestwiony szkrab! Mówi mało, bardzo mało, ale rozumie już w dwóch językach. Pocieszna jest niesamowicie! Kocha książki. Nie macie pojęcia ile to dziecko potrafi spędzić czasu oglądając kolorowe strony i wskazując na różne przedmioty. Jej motto brzmi: godzina bez książki, to godzina stracona.


Co w domu? 

W pokoju dziewczęcym ubrałyśmy już choinkę. Są światełka i inne ozdoby. Nasza Bela była zachwycona! Zaraz ściągnęła aniołka i urwała mu głowę! 

W pokoju na dole choinka dostała tylko światełka. Izabelka ma czas na "oswojenie się" z nowym cosiem. Na razie choinka nie wzbudziła emocji. Bela była przerażona faktem, że jej butla na mleko wturlała się pod drzewko! Na szczęście zdołała ją uratować. 

Robimy pierniki. Dekorujemy je, pieczemy... to znaczy najpierw pieczemy, a potem dekorujemy:)) Idzie wolno, ale idzie! A do obdzielenia mamy 1/3 miasta:)

Na święta zaplanowałam indyka i szynkę w wydaniu specjalnym - jeszcze tylko muszę zdobyć przepis, no ale przecież wciąż mam czas. Dana już panikuje, kiedy ja to WSZYSTKO OGARNĘ?!

W tak zwanym międzyczasie samochody... to znaczy Artur doprowadza do ładu swój, żeby nim jeździć i go sprzedać(po karczemnej awanturze, którą mu urządziłam), a ja dostałam swój po kompletnym polerowaniu i woskowaniu. Piękny był! Był, bo dwa dni temu wybrałam się do lasu po świerk i tak się zdarzyło, że polna droga była pełna dziur i błota i... mój renault wrócił zmasakrowany. Tak pewnie oceniłaby jego stan osoba, która polerowała to auto. Według mnie wrócił oblepiony dość solidną warstwą błota, która zabezpieczy go na jakiś czas(do marca?).

Artur dziś przeczytał dowcip, który jest "przepowiednią" jego(ewentualnej) przyszłości:


"- Słyszałam, że mąż rozbił twoje renault? Coś mu się stało?
 - Jeszcze nie, zamknął się w łazience."


Tak... i to chyba na tyle...


Życzę Wam miłego tygodnia!
 

niedziela, 4 grudnia 2011

Impreza



Cóż tu dużo pisać? Było przedstawienie z mikołajem w roli głównej, występ magika i oczywiście słodycze w prezencie dla dzieci.


Kilka zdjęć:






Izabelka wśród dzieciaków:






Suchamy i oglądamy:





W pewnej chwili zostałam sama:




Malunki na twarzach:









Izabelka nie była zainteresowana malowaniem:







sobota, 3 grudnia 2011

Barwy jesieni



Ponieważ nie mam co pokazywać, jeśli idzie o szycie czy inne prace, kilka zdjęć naszej jesieni.


Tej jesieni złoto-żółtej, z opadającymi liśćmi: 




...szeleszczącej brązowo pod stopami:





Ale też tej jesieni zielonej:




...trochę przykurzonej, zszarzałej:





...jednak wciąż pięknej i tak innej niż wszystkie te, które pamiętam z Polski: