niedziela, 11 stycznia 2009

Nasz pomysł na...


Tutaj dodam dopisek z obecnej chwili: dziewczyny dotąd mają album z kartami i wciąż namiętnie go przeglądają.



...karty, które dostają dziewczynki z różnych okazji.


Ponieważ nazbierało się trochę kart z okazji narodzin, urodzin, chrztu, dnia dziecka, itp. postanowiłam coś z nimi zrobić, a nie tylko trzymać w pudełku na półce. Tym bardziej, że dziewczynki bardzo lubią je oglądać i chętnie słuchają co dana osoba do nich napisała.


W związku z powyższym, jakiś czas temu nabyłam album na zdjęcia; taki z grubymi, kartonowymi stronami do wklejania zdjęć, a nie umieszczania ich za folią:






Potem powklejałam karty posegregowane według dat. Najpierw miało tak zostać. Jednak jakiś czas po tym wzięłam akwarele i podmalowałam tło:












Teraz obmyślam napisy - jaką techniką je wykonać i co jeszcze dołączyć do poszczególnych stron.
I marzy mi się jakiś ładny obrazek na okładkę.


Powiecie - głupia zabawa, jakby nie było nic innego do zrobienia. Może racja, może nie. Zawsze zbierałam przesłane karty świąteczne czy też te z innych okazji, bo według mnie to tworzy wspomnienia.

Dawne listy, zapomniane słowa...wszystko to mieszczą dwa zakurzone, tekturowe pudełka. Może kiedyś zrobię porządek także w tych zasobach:) Póki co, tylko życzenia z okazji kolejnych rocznic ślubu znajdują swoje miejsce w albumie ślubnym.

piątek, 9 stycznia 2009

Dzieciowato



Gosia wróciła do przedszkola po przerwie świątecznej, która była dla niej baaardzo długa. Dlaczego? Ponieważ półtora tygodnia przed Świętami zachorowaliśmy wszyscy i to całkiem poważnie - u dzieci zakończyło się to antybiotykiem. W związku z tym, Małgosia od połowy grudnia nie chodziła już do przedszkola. Bardzo to przeżywała na samym początku, potem jakoś zapomniała. 

Wczoraj zapytałam Gosię co robili w przedszkolu a ona, leżąc wyciągnięta na kanapie, mówi: nie mam siły opowiadać, jestem zmęczona. 
Za jakiś czas ponawiam pytanie(Gosia już się bawi), a jej odpowiedź brzmi: nadal jestem zmęczona.

Wniosek: nie chce opowiadać o tym, co jest w przedszkolu, mimo że pędzi do niego z radością. Tak samo dzieje się z synem znajomej. W domu prawie nie ma rozmowy o przedszkolu.


Cały czas obserwuję Monikę i widzę, że szybciej "załapuje" część rzeczy. Wiem, ciągle piszę o tym. Tyle, że dla mnie to jest takie zaskakujące i wspaniałe!
Teraz Monika ma 19 miesięcy i już usiłuje powtarzać za nami słowa 2, 3-sylabowe. Różnie to wychodzi. Zaczęła to robić około 3 tyg. temu. Dotyka grzejnika i mówi "pazi" - parzy; za Gosią powtarza, że coś "lezi" - leży; chce oglądać "baka" - bajkę, albo dostać "kok" - sok, "buka" - bułkę". Tłumaczy Gosi, że pójdą "tedi" - tędy" lub staną "tutaj" - najlepiej i najwyraźniej wymawiane słowo. Poza tym jest "biba" - ryba, "ina" - inna, "koka" - książka.
Zasób słów ma już ogromny tak, że nie sposób je wszystkie zapisać. Odnotowałam te, które pojawiły się ostatnio lub są według nas ciekawe. Dzięki temu wpisowi kiedyś będziemy to sobie przypominać.
Monia uwielbia też pytać "cio to?" i może tak długi czas, pokazując te same przedmioty, części ciała i wsłuchując się w brzmienie głosu.

Pojawiło sie coś jeszcze. Oprócz tego, że Monika siedzi przy domkach z lego i opowiada swoje historie, zaczęła siadać z książkami Gosi, przekręcać strony i opowiadać. Oczywiście mówi w swoim języku ale są to całkiem długie historyjki.


I tak nam powoli upływa czas, a w lutym... odwiedzimy Polskę. Powoli zaczynam o tym myśleć, powoli przygotowuję się na tę chwilę, bo nie byliśmy w kraju półtora roku. 

środa, 7 stycznia 2009

Numer 2






...czyli druga miniaturka:





I jeszcze na delikatnym zbliżeniu:




Kolory dobierałam tutaj sama wedle własnego uznania. Nie trzymałam się schematu, bo nie miałam wszystkich odpowiedników. Ramka wyszyta jest w tonacji zielonej tak, jak zalecali; jedynie odcień dałam inny niż w opisie.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Miniaturka






Niedawno nabyłam nowiutkie numery kilku magazynów i najpierw przejrzałam "na szybko", potem zagłębiłam się w lekturze. Od razu wpadły mi w oko miniaturki z nowego "CS".

Dziś już jedną mam zrobioną:









Kolory dodanych mulin średnio mi odpowiadały więc dobierałam własne nici według opublikowanego zdjęcia. Na razie zastanawiam się też nad drugim rządkiem rameczki - projekt go przewiduje, ja natomiast jeszcze się nie zdecydowałam.

piątek, 2 stycznia 2009

Koronkowy szaliczek






Chyba tak można go nazwać, bo splot wychodzi delikatny, jak koronka. Przy miekkiej włóczce jest po prostu niesamowity w dotyku. Niby same dziury, a kiedy weźmie się do ręki, czuje się mięsistość dzianiny.




Nie robiłam go zbyt długiego, bo osoba, dla której jest przeznaczony, nie nosi długich szalików.


Wykończenie brzegu też pod jej upodobania:


... czyli rządek półsłupków.


Jeszcze zbliżenie wzoru podczas blokowania:



Wzór jest bajecznie prosty, a przy tym efektowny - takie jest moje zdanie.



I jeszcze przez zwinięciem:





I już złożony - gotowy do oddania:




Mam nadzieję, że Ellen będzie z niego zadowolona:)

środa, 31 grudnia 2008

Zamykam rok...






...zaczynając nowe prace.
Jakoś wsiąkłam w szaliczki, szaliki robione z mięciutkiej włóczki: mieszanki akrylu z czymś tam.


Pierwszy zaczęłam z fioletu:



Robiony szydełkiem...


...według tego schematu:






Drugi robiony jest z białej włóczki, która w zasadzie ma taki dziwny odcień(chyba niektórzy nazywają to wanilią?). Dziergam go na drutach niesamowicie prostym wzorem:







Wzór podoba mi się niesamowicie!


I jeszcze pokażę, jak ostatecznie zapakowałam bombki dla Plunketa:


Koszyk był opleciony wstążką z motywami bożonarodzeniowymi, zawiązaną w kokardę na szerszym boku. To niebieskie, to delikatna bibułka, która robiła za tło i zabezpieczała bombki.


I to na tyle w tym roku.

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Odleżały swoje...








...i nadszedł ich czas. Zrobiłam dwa szliczki. Do jednego przymierzałam się od roku, a drugi leżał zaczęty prawie dwa lata.

Oto pierwszy:






To chyba modyfikacja szaliczka boa. Układa się bardzo ładnie i nawet przyszło mi do głowy, żeby zrobić kolejne okrążenie - tak poza schematem. Być może zrobię jeszcze jeden i wtedy spróbuję. Szaliczek jest dość włóczkochłonny, choć nie jestem w stanie określić ile jej wykorzystałam. Na pewno dużo.


Kolejny to typowy szaliczek boa, który kiedyś już tu sie pojawił:






Jest to tzw. "robótka po przejściach", bo zaczęłam szydełkowanie, doszłam do pewnego etapu, skończył się moher. Nie byłam w stanie dokupić identycznego. Porwałam się na prucie i po pierwszych próbach ochłonęłam. Robótka poszła w kąt nabierać mocy i czekać na pomysł.
Jakiś czas temu od Artura babci dostałam włóczkę - tę brązową(najpierw musiałam ją odzyskać z poncza). Ponieważ była puszysta, pruło się ją ciężko, ale dzięki doświadczeniu zdobytemu na niej, moherek poszedł szybciutko.

Następnie połączyłam obie włóczki, robiąc to w kolejności:
1 rząd słupków - moher(tu jest on mało widoczny)
2 rząd słupków - brązowa nić
3 rzad półsłupków - moher
4 rząd półsłupków - błyszcząca włóczka w kolorze moheru


I jeszcze zdjęcia na koszyku:









Po złożeniu niebieski wygląda tak:



...i jest gotowy do wysyłki.