niedziela, 7 kwietnia 2013

Wiklinowa plecionka



Wspominałam już, że próbowałam swoich sił w zwijaniu papierowych rurek. Długo to trwało i efekty były mierne. Straciłam cierpliwośc i wszystko poszło w kąt.
Za jakiś czas zaczęłam jeszcze raz. Porażka na całej linii. Do tej pory nie wiem, co robię nie tak. Raz rurki skręcą się pięknie, a za chwilę papier przestaje poddawać się moim rękom. Może za mało mam cierpliwości?  Nie wiem.

Ze dwa tygodnie temu zaparłam sie i ukręciłam około 150 rurek. Zajęło mi to chyba ze cztery wieczory. Nie sprawdziłam też oczywiście rzadnych technik, tylko zaczęłam plecionkę na wyczucie. Wyszła straszna krzywizna! Sami zobaczcie:




Jak widać, skrzywił się na jedną stronę. Krzywizny nie mogłam opanować szczególnie w momencie dodania nowych rurek do szkieletu. Zastanawiałam się, jak ludzie plotą takie piękne, równe koszyki. Dopiero potem zobaczyłam, że pomagają sobie naszyniami, na których jakby "tworzą" potrzebny kształt. Podejrzewam, że wprawa też robi swoje.




Nie wyszedł też okrągły, a lekko jajowaty.

Żeby go usztywnić, najpierw pokryłam całą powierzchnię zawnętrzną i wewnętrzną, rozcieńczonym klejem PVA. Konstrukcja stała się bardzo twarda.



Potem pociągnęłam jedną warstwą farby akrylowej Dulux, kolor: Ivory.



Tylko dno pozostało "gazetowe", bo farba skończyła się, a nie miałam kolejnej puszki pod ręką.


Reasumując: myślę, że nie będzie to mój ostatni produkt, wszak ćwieczenie czyni mistrza. Myślę, ze poczytam sobie dokładniej o wyplataniu, zamiast zaczynać samej i denerwować się. Popróbuję też innych splotów.

Koszyk zagościł w naszej prywatnej, przysypialniowej łazience, czyli mijscu, gdzie nie będzie zbyt widoczny dla ludzi:)

4 komentarze:

  1. Pierwsze koty za płoty! Widziałam, że co bardziej wprawieni w tej technice, wyplatają bez modelu w środku... podziwiam i zazdroszczę, ja bez niego nie potrafię. Wyplatam na pudełku, słoiku, kufelku, albo szablonie zbitym specjalnie w tym celu z deseczek... O ile wyplatam, bo przyznaję, że bardzo dawno już tego nie robiłam.
    Mój pierwszy koszyczek też był koślawy, ale z każdym kolejnym było lepiej:) Malowałam dwiema warstwami lakierobejcy - też fajnie usztywnia, tylko to robota na cieplejsze dni, na zewnątrz, bo śmierdzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Renya, kiedy zobaczyłam, ze tak krzywo zaczyna wychodzić, to miałam zamiar rzucić, podobnie, jak rzucałam kręcenie rurek. Stwierdziłam jednak, że prawie w połowie szkoda rzucać pracę, bo żal było mi tych rurek właśnie, skręconych w mękach i pocie czoła:) Mam nadzieję, że będzie lepiej...

    Anka

    OdpowiedzUsuń
  3. jak na debiut to super wyszła,

    OdpowiedzUsuń
  4. Ula dziękuję, ale uwierz mi, ile razy chciałam to rzucić! a jak mi zaczęły sie te "patyki" plątać pod palcami, to prawie ze skóry wyszłam:)

    pozdrawiam
    Anka

    OdpowiedzUsuń