niedziela, 24 listopada 2019

Girlanda



Na bazie zwykłych ledowych światełek, z białej organzy, powstała girlanda.







W tym zestawie światełka są białe, określane jako zimne.  Myślę, że kolejną girlandę zrobię na ledach o świetle ciepłym.









Organzę pocięłam na paski około 4-5 cm szerokości i długości ponad metrowej(im dłuższy pasek, tym bardziej pełny kwiat/kula powstaje).



Opaliłam brzegi nad świeczką, żeby się nie siepały.





Następnie przymarszczyłam, fastrygując gęsto wzdłuż jednego brzegu.



Ściągając nitkę, utworzyłam wielowarstwowe koło. Przez jego środek przełożyłam żaróweczkę i zaciągnęłam fastrygę jeszcze mocniej, aby utrzymać powstały kwiat na żarówce. Jeszcze kilka ściegów mocujących...




...i kwiat został dobrze osadzony i umocowany.







Myślę, że całość zajęła minimum 4-5 godzin, bo na sznurze jest 20 żaróweczek.



Girlanda może być ozdobą zarówno świąteczną, jak i poświąteczną.

środa, 20 listopada 2019

Druga połowa listopada


...a więc czas, kiedy zdjęłam ze strychu pierwsze pudełka z rzeczami związanymi z adwentem i zimą.

Niedawno uplotłam z papierowej wikliny długą rurkę:



...która bardzo ładnie się zwija:



...i tak zwinęłam(nie mylić z zakosiłam) piękny papierowy krąg:



Do tego zaplotłam cztery małe osłonki na świece, które przymocowałam do podstawy:



Tak powstała baza do wieńca adwentowego.



Chwilę później uplotłam jeszcze jeden taki krąg, z przeznaczeniem na bazę do ozdoby na drzwi.




Oba krążki musiałam zabezpieczyć. Najpierw klejem PVA, a potem białą farbą. Ten, który będzie szedł na drzwi zewnętrzne jest szczególnie dobrze zamalowany. Mam nadzieję, że to wystarczy, aby deszcz go nie zniszczył.
Teraz czeka mnie kolejny etap - szczególnie przyjemny - ozdabianie.




Jako kolejny projekt powstają zawieszki.

Pierwszy etap, to wycięcie potrzebnych kształtów. Ja wybrałam najprostszy - kółka, ale mogą to być serca, domki, romby, jednym słowem wszystko, na co kto ma ochotę. Kółka skleiłam po dwa, pilnując aby góra jednej strony pasowała do góry z drugiej strony.



Wyrównałam brzegi i nakłułam je w równych odległościach, blisko brzegu.



Potem nastąpił wybór nici - koloru, grubości i obszywanie brzegów:



Tak wygląda zakończony pierwszy etap. Teraz myślę, że można dalej coś kombinować, albo igłą, albo szydełkiem:


niedziela, 10 listopada 2019

Słoneczny poranek...



...skłonił mnie do wzięcia apartu.

Ostatnie kwiaty wyglądają zjawiskowo.


Floks zakwitł mi jak jakiś szaleniec. W tym roku kupiłam  sadzonki i przez całe lato rósł, rósł, żeby teraz zakwitnąć.



Bluszcz ma już owoce, jedne czarne zupełnie:



...inne pokryte szarym nalotem:



Nagietki też kwitną zawzięcie, bardziej, niż latem:



mszyce im nie dokuczają, więc trwa istne szaleństwo:







Nasturcja, której nie zważył przymrozek, też kwitnie:






Ostatnie róże... ich kwiaty stanowią doskonałe schronienie dla owadów:



Lwie paszcze:






Pierwiosnki na nowo wchodzą w okres kwitnienia:





Bluszcz tworzy mozaikę na  ścianie:



Rogownica - czasem zielona, czasem srebrna - rośnie jak puszyste poduchy:



Pietruszka zaczyna kwitnąć:



...a tuż pod nią, przy ziemi, zagnieździły się rojniki:




poniedziałek, 4 listopada 2019

Różności...




Miałam już gotowy wpis, ale sytuacja się trochę skomplikowała. 

Izabela zachorowała na półpaśca. Kilka dni i nocy było prawie wyjętych z życiorysu. Nie ma dużo krostek, ale za to swędzą i przy najmniejszym dotyku boli cała okolica zsypanej skóry. 

Ratowałam się olejkiem eukaliptusowym, który rozcieńczałam i robiłam okłady. Swędzenie ustępowało na jakiś czas i Iza mogła usnąć. Dziś jestem po pierwszej przespanej nocy! Izulka spałą do 11 rano, teraz widać, że zaczyna wracać do zdrwia. 

Zatem ten gotowy wpis miał się zaczynać tak:

  


Różności...
...zaczynające się od zdjęć ptaków.

Słońce zachodziło, a one przysiadły sobie na szczytach domów.












Monika w tym roku kończy szóstą klasę. Od nastania nowego dyrektora, uczniowie ostatniego rocznika otrzymują pamiątkowe bluzy. W cyfry rocznika wpisane są imiona wszystkich dziewczyn.




Jesień, więc czas pachnących świac, kandelków i filiżanek pełnych gorącej herbaty, bądź kawy.





Mój małżonek zmienił pracę po 14 latach pobytu w tej samej firmie.
Teraz nowe miejsce, nowi ludzie, ale wciąż te same dojazdy do Dublina, niestety. W dodatku w Dublinie musiał znaleźć jakiś środek transportu ze stacji, do docelowego miejsca. Rowery miejskie były tam niedostępne, nie było możliwości zostawienia ich i odfajkowania czasu.
Musiał więc kupić sobie swój własny rower.

Najpierw jeździł naszym starym, ale po miesiącu mu ukradli. Nawet zamki i łańcuchy zniknęły. Kupił drugi, używany, gdzie wartość zamków była większa niż samego roweru.
Ostatecznie stwierdziłam, że to nie ma sensu. I tak przyszedłby moment, kiedy rower by zniknął. Najlepszym wyborem był składak, który można przewozić pociągiem nawet w godzinach szczytu. I tu zaczął się problem...

W Irlandii nie mieli składaków dla mężczyzny o posturze i wadze Artura. I nie zamierzali też sprowadzać takiego. Nie byli wcale zainteresowani.
Mąż znalazł odpowiedni rower w USA, napisał do nich i okazało się, że mają sklepy stacjonarne w Polsce, Anglii, ale oczywiście nie w Irlandii. Podali mu namiary na swoich przedstawicieli.
Ostatecznie kupiliśmy rower w Anglii.




Rower jest mocny - robiony pod wojsko - i składany do małych rozmiarów w 5 minut lub krócej, chociaż w stanie rozłożonym to prawdziwe "bydlę". Od tamtej chwili już śpię spokojnie, nie myśląc o tym, czy mąż zastanie swój pojazd na parkingu, czy nie.



Kupiłam sobie kwiat doniczkowy - asparagus. Wieki całe był w moim domu rodzinnym, W ogóle pamiętam, że czasach mojego dzieciństwa to był najczęściej widywany kwiat, który stał zawsze w domach na wysokich, drewnianych kwietnikach.



Przyszedł sezon na cyklameny. Mam dwa: jeden stoi w kuchni na stole:



...drugi, czerwony, w pokoju nad kominkiem. I niechcący wyszło patriotycznie :)



Tymczasem na tarasie fuksja dobija do końcówki sezonu. Zimne nocki już dają znać o sobie i widać to po drzewkach, aleroślina jeszcze walczy i kwitnie:



Przeczytałam książkę "Krwawy las". Tematyką jest walka legionów rzymskich na terenach plemion germańskich. Opisy dosyć mocne, słownictwo też. Wyczytałam, że jest to pierwsza część, będę zatem szukać kolejnej.

Druga książka, też pozostająca w tematyce starożytnego Rzymu, jest zupełnie inna. "Śledztwo setnika" to powieść rozgrywająca się w czasach tuż po ukrzyżowaniu Chrystusa. Rzymski setnik, który prowadzi śledztwo dla Piłata, knujący intrygę Herod...



Oprócz tego przeczytałam "The historian", i "Dziewczyny z Syberii"


Poruszające historie kobiet, które będąc młodymi dziewczynami, czasem dziećmi jeszcze, znalazły się na zsyłce. Do książki dołączone są zdjęcia z ich rodzinnych albumów.

Kolejna książka to opowieść o historyku, który poszukuje prawdy o hrabim Drakuli. Książka wiedzie przez kraje Europy takie jak Rumunia(ale to jakby oczywiste zważywszy na to, skąd pochodził Vlad Tepes), Węgry i Bułgarię. Na chwilę wyjeżdżamy też do Turcji... Wszystko po to, by iść po śladach osławionego Drakuli.
Odwiedzamy monastyry środkowo-wschodniej Europy i Hagia Sofia w Stambule(dawnym Konstantynopolu)...

Książka niezwykle wciągająca. Ponad siedemset stron, ale przeczytałam w wolnym czasie w trzy dni.