piątek, 5 kwietnia 2013

Wciąż się czegoś uczę



Teraz na przykład obsługi bloggera. Jeszcze wiele rzeczy jest dla mnie zagadką, ale powoli rozszyfruję. Dziękuję za wszelkie podpowiedzi! Jesteście nieocenieni!


Skoro już potrafię wstawić starsze wpisy we właściwym miejscu na "osi czasu", mogę też pisać na bieżąco.


Sprawa najważniejsza:

Gosia ma już przekłute uszy. Prosiła o to już chyba od roku, ale Artur absolutnie nie wyrażał zgody. W końcu namówiłam go, że może po komunii to zrobimy? Trochę zmiękł, ale nie do końca. W momencie, kiedy Gosia osiągnęła takie sukcesy w szkole - i nadal osiąga - ostatecznie przekonałam małżonka i wyraził zgodę. W sumie to nie wiem o co tyle krzyku! W końcu niemowlakiem Młoda nie jest(a i takim przekłuwają uszy), stara się, naprawdę się stara, więc... dostała prezent.
Sama wybrała sobie rodzaj kolczyków, ja określiłam tylko przedział cenowy - wybrałam jedne z najtańszych, bo kiedy uszy się już zagoją, to w domu mam cały ogromny zapas moich malutkich(bo tylko takie tutaj dziewczynki mogą nosić w szkole) wkrętów. Gosia już nie może się doczekać, kiedy dorwie się do moich "skarbów" i zacznie wybierać.

Izabela starsznie cieszy się na przedszkole! Od samego słowa "przedszkole", już zaczyna skakać z radości,a kiedy tylko widzi Sheilę - nauczycielkę - dopytuje się, czy już może z nią iść, do niej iść. Na razie jest zachwycona, ale ja bym na tym nie opierała przyszłości.

Monika zaczęła trochę jeździć na rowerze bez kółek. Mam na myśli bez bocznych kółek. Rowerek jest troszkę za mały dla niej, uderza kolanami w kierownicę i przez to traci równowagę. Na swoim dużym natomiast nie chce próbować. Nic to, może jakoś ją przekonam? Zachętą może będą wspólne wycieczki rowerowe? Zobaczymy.


Mój renault stoi na parkingu i kusi, żeby coś z nim zrobić. Było już kilku oglądających, dwóch jest chętnych na zakup, ale jednemu z nich żona zakazała kupowania kolejnego samochodu... Wciąż nie ściągnęłam paliwa z baku, a to przecież ponad 30 litrów. W hondę całość się nie zmieści, bo ma za mały bak, a w moim aucie to zaledwie połowa zbiornika:) Musze skołować jakiś karnister i zrobić to w najbliższym czasie.
Sąsiedzi co przechodzą, to kiwaja głową nad moim autem i dopytują co dalej? Ben - jeden z najbliższych sąsiadów - szuka chętnych do zakupu wśród znajomych, głosząc wkoło, jakie to piękne, zadbane i wspaniałe cacko, a do tego tanie jak barszcz.
Z hondą próbujemy się zaprzyjaźnić, ale ciężko to idzie. Wiecie, nigdy nie musiałam się zastanawiać, jak spakuję wielkie zakupy, np. 2 metrową drabinę, stolik, jakieś inne meble. Płaciłam, niosłam do auta i pakowałam. Teraz niespodzianka: nie ma miejsca! Pojechaliśmy po nową deskę do prasowania(wzięliśmy dzieci, bo wciąż trwa przerwa wielkanocna, na szczęście ostatni dzień!) i okazało się, że włożenie jej do hondy nie będzie już takie proste... tak, co kombi to kombi.
Artur rozgląda się za kolejnym, ale niestety, tegoroczne fundusze nas bardzo ograniczają i będę musiała zrezygnować z hondy accord w kombiaku. Już decydowaliśmy się chyba na 3 czy 4 auta, ale za każdym razem było "coś". Ciekawe czy nie wyląduję z kolejnym renault, bo mąż jakoś skłania się w ich stronę:) Są obszerne w środku, niezwykle komfortowe w jeździe, i raczej tanie w obsłudze(serwisie i naprawach). Jeśli mielibyśmy takie samo szczęście, jak z pierwszym, to dlaczego nie?

Zabrałam się za papierową wiklinę. Już od kilku miesięcy próbowałam skręcać te rurki, ale nijak mi nie szło. Teraz zaczęło coś wychodzić, ale wciąż co któraś odpada. Dużo, dużo cierpliwości trzeba mieć do tego!


Tak na koniec napisze jeszcze, że strasznie tęsknię za wiosną. Jest zimno, strasznie zimno, jak na tę porę roku. Optymistyczne prognozy zapowiadają ciepło po połowie kwietnia. Oby!!!

2 komentarze:

  1. U mnie było to samo z kolczykami! Ja bardzo chciałam, mama się przychyliła, a tato zdecydowanie sprzeciwiał... Dlaczego? Do dziś nie rozumiem.W końcu przekłułyśmy w konspiracji, a gdy się wydało, była wielka awantura. Na szczęście czas leczy rany;)
    Ale za to moja córka wystawiła na ogromną próbę cierpliwość nie tylko dziadka, ale i naszą - uszy ma przekłute w kilku miejscach, w tajemnicy przekłuła sobie pępek (była awantura, ale czas leczy rany;)), ale gdy znów w tajemnicy i wobec naszego zdecydowanego sprzeciwu, przekłuła sobie język, to zrobiłam jej taką awanturę, jakiej świat nie widział... i kazałam kolczyk ściągnąć. Po prawie roku powtórzyła numer, ale tym razem już odpuściłam, pocieszając się, że gorzej byłoby, gdyby zamiast kolczyków wolała tatuaże...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie tatuaże sa gorsze i w tym wypadku jest to naprawdę pocieszające. Artur bardzo, bardzo był oporny, a w końcu jakoś przeszło:) Co będzie dalej, nei wiem, bo w szkołach mają zakaz - do pewnego wieku, przkłuwać w kilku miejscach uszy; potem jednak... wolę teraz nie myśleć o tym.

    pozdrawiam

    Anka

    OdpowiedzUsuń