Prace nad bieżnikiem na chwilę utknęły. Pozostał mi jeszcze ostatni kolor do zrobienia i na nieszczęście wzięłam książkę do ręki....
Bieżnik w tej chwili prezentuje się tak:
Teraz jeszcze zostało "kilka" rozetek w kolorze kremowym - tym samym, którym są łączone rozety kolorowe.
Potem tylko upranie, krochmalenie i koniec.
Zapewne wszystko byłoby już zrobione, bo prace posuwały się bardzo szybko. Jednak, jak wspomniałam wcześniej, dorwałam się do książek. I wpadłam w ciąg...
Najpierw kupiłam kolejną książkę jednego z moich ulubionych autorów kryminalnych, więc rzecz oczywista - musiałam przeczytać.
Potem znalazłam "Ptaki ciernistych krzewów", więc kupiłam z zamiarem przeczytania po angielsku. Wersję polską przeczytałam chyba na etapie szkoły średniej :)
I na koniec Anita Shreve. Obecnie kończę czwartą jej książkę.
Poza czytaniem były jeszcze sprawy życia codziennego. I oczywiście pieczenie i smażenie.
Monika bardzo chciała faworki, więc za jej namową zrobiłam dwie porcje ciasta, które potem pomogła mi przerobić. Taki trochę wcześniejszy "tłusty czwartek". Będzie jeszcze druga tura, kiedy przyjedzie Małgosia, a ona przylatuje już w sobotę.
Mam nadzieję, że nie będzie tego sztormu, który zapowiadają na sobotę właśnie.... może się opóźni, albo minie nas... W innym wypadku może się okazać, że Gosia nie wyleci z Polski, albo utknie w Amsterdamie. Miejmy nadzieję, że jednak wszystko pójdzie dobrze.
Skoro już piszę, to jeszcze wspomnę o kwiatach, które już się pojawiły.
Po przerwie zimowej bratki zaczynają już kwitnienie






