Właśnie nie wiem, jak nazywa się to, co zrobiłam, a zrobiłam czekoladowo-kawowe kulki. Pierwszy raz, może nie pierwszy, ale najbardziej zapamiętany, był w sklepie ikea, gdzie kilka lat temu mąż zakupił dla mnie słodkości do herbaty. Były to spore kulki, nazywane tam czekoladowymi bombami. Zasmakowały mi tak bardzo, że za każdym pobytem w tym miejscu, zawsze je zamawiałam. Jakiś czas temu zniknęły bezpowrotnie.... może ze względu na nazwę :)
Wczoraj zaczęłyśmy z dziewczynami przygotowania do przyjęcia halloweenowego, a zatem robienie przekąsek, słodkich, dodam tylko. Miały być paluchy czarownicy, kapelusze czarownicy, jakieś rogalikowe robaczki... Podczas zastanawiania się, czym wypełnić wafelki na lody - to część kapelusza czarownicy - do głowy wpadły mi właśnie te ciastka z ikei.
Zaczęłam się zastanawiać, co takiego mi w nich smakowało, co wpłynęło na taki ich odbiór? Zgromadziłam składniki wedle tego, co powstało w głowie:
- herbatniki - zmielone
- migdały - zmielone
- czekolada gorzka - rozpuszczona z masłem(następnym razem dodam chyba troszkę mleka)
- trochę cukru
- ze dwie łyżki zmielonej kawy
- aromat rumowy
Wszystko to wymieszałam, żeby powstała gęsta masa, spróbowałam.... i to byl ten smak! czekolada, kawa i rum, do tego konsystencja migdałów z herbatnikami.
Razem z dziećmi napełniłyśmy rożki, a nie było to łatwe:
...które wieczorem zostały - również przez dzieci - oblane czekoladą i zaklejone od dołu okrągłym herbatnikiem:
Rano znalazły się w koszyczku i czekają już na przyjęcie:
Ponieważ masy zostało mi całkiem sporo, ukleiłam z niej kulki, które obtoczone zostały w wiórkach kokosowych - tu też dobrze współgrają smaki; następnym razem obtoczę jednak w kakao:
Dopiero dziś przyszło mi do głowy, a gdyby zapytać google o przepis z czekolada i kawą mieloną(to się nazywa refleks)? Co wyszło: trufle, między innymi oczywiście. Nie wiedziałam, że tak można je określić. Z pewnością jednak jest to lepsza nazwa do publikacji niż pierwowzór zawierający słowo bomba :) Komentarz męża był jednoznaczny: tylko nie zdziw się później, jak twój komputer będzie sprawdzany, skoro wstawiasz przepisy na takie rzeczy :) Odpowiedziałam mu, że przecież pierwowzór znalazłam w szwedzkiej ikei :)
Jak było, tak było, kulki smakowały. Dla nas chyba pozostaną jednak kulkami. Po prostu.
Z czekolady pozostałej po sklejaniu kapeluszy, oblałam dwa jabłka. To dopiero początek, bo na przyjęcie muszę mieć ich jeszcze kilka.
W związku z tymi przygotowaniami, moje robótki leżą w takiej postaci:
Trzy rzeczy, z któych dwie muszą być szybko skończone, bo jeszcze jedna, nie zaczęta nawet, stoi w kolejce, a termin goni!