Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lough Boora Parkland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lough Boora Parkland. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 grudnia 2014

Wycieczka sprzed dwóch lat,

Lough Boora Discovery Park
Jest to miejsce warte odwiedzenia, warte tego, aby niespiesznie przewędrować lub przejechać jego teren. Powyżej link dla zainteresowanych.

Jest to miejsce nieodłącznie związane ze sztuką nowoczesną.

Sztuka....

  ...każdy z przedmiotów, czy mijanych miejsc na torfowisku, to sztuka. Wszystko to zostało stworzone przez artystów, którzy swoje natchnienie czerpali właśnie z torfowiska.


Pierwsza z rzeźb to "Bog wood road"



Powstała z pni czarnego dębu, które leżały porozrzucane na terenie torfowiska. Autor opisuje swoje emocje, kiedy to spacerując wśród tutejszego krajobrazu oczami wyobraźni widział pradawny las zasiedlający całą tę ziemię. Tylko surowe krajobrazy, deszcz, wiatr bawiący się z naturą... Ponad powalonymi pniami dębów wyrastały nowe i nowe, które brały tę ziemię w posiadanie.

Kolejna rzeźba:






Autor postrzega całe torfowisko jako krajobraz poprzecinany poziomymi liniami: tory kolejowe, którymi poruszały się wagony wyworzące torf; drogi maszyn tu pracujących, wyrobiska, nawet woda, płynąc cięła przestrzeń kolejną linią. Stąd jego rzeźba nie mogła być inna: długi, 100 metrowy, geometryczny pojemnik wypełniony zebranym torfem. To miejsce limitowało ilość materiałów, którymi autor mógł się posłużyć przy tworzeniu. Torf, tak delikatny i poddający się zarówno siłom natury, jak i człowiekowi, a jednoczesnie jest jądrem, wokół którego toczy się całe życie torfowiska, rdzeniem, który jest najważniejszy.





Japońska artystka połączyła swą rzeźbę z naturą, twierdząc, że sztuka i natura są nierozerwalne, przechodzą jakby jedna w drugą. Drzewo było małe, ale stopniowo, rosnąc, staje się większe i większe, i wkrótce znacznie przewyższy to, co człowiek stworzył.


Czwarta "Debowy most":









Powstał z dębów rosnących na torfowiskach oraz sterej konstrukcji mostu. Torfowisko ma podobno około 4000 lat.


60 stopni

To tytuł kolejnej pracy, której pomysł zrodził się w głowie artysty spacerującego tędy i podziwiającego krajobraz i cienie rzucane na trawy. Wykorzystał więc materiały ściśle związane z tym miejscem: podkłady kolejowe, stal i nieużywane już tory. Powstały trzy ogromne trójkąty, łączące nowe ze starym(drewno i stal) i rzucające wyraźne cienie, niezależnie od pory roku i wysokości słońca nad horyzontem.




Koła - tytuł kolejnej pracy.Trudno ten zamysł opisać w jednym zdaniu. Wszystko skupia się wokół  idei koła życia. Baza  rzeźby to 12 ostrzy, które mają przypominać pług przygotowjący ziemię do nowego cyklu. Pionowe stalowe pręty to symbol rośliny, nowego życia, jego pędów dożących do światła.




Na samym szczycie pręty wyginają się w koła, jakby obciążone owocami, ziarnem(czerwone kółka) W ten sposób koło życia się zamyka i to ma symbolizować ta rzeźba.



Zbieżność

Linie kolejowe, pociągi, drogi... wszystko to znowu powraca w pracy kolejnego artysty, który używając drewna i stali pokazuje schodzenie się przeszłości i teraźniejszości torfowiska; tych którzy tu pracowali przed laty i tych, którzy teraz się tutaj relaksują. Zbieżność artzmu i ciężkiej pracy, przyrody i wytworów rąk ludzkich...




System nr 30
Nie do końca rozumiem, co autor miał na myśli. W każdym razie z jego tłumaczeń wynika, że użył metalu do przedstawienia systemu wydobywania torfu. Cała maszyneria, która weszła, aby ułatwić wycinanie kostek, usunęła w cień pracę fizyczną człowieka. Nastąpiło jakby odbicie od podłoża. Potem maszyny były usprawniane i następowało kolejne "odbicie", coś na kształt kaczki puszczonej na wodzie kamieniem. Ostatecznie ten symboliczny kamień zawisł w powietrzu, a torfowisko przestało funkcjonować jako miejsce pozyskiwania opału.






Pasaż
Ostatnia z rzeźb. Przejście między torfowiskiem - bankiem opału, a przyrodą, lasem, który to otacza. Tym pasażem jest tunel zbudowany z blachy, wysypany żwirem, łączący czystą, nieskażoną przyrodę i miejsce, gdzie działalność człowieka ukształtowała krajobraz.






I na koniec... zdjęcia opuszczonych wagonów, rdzewiejąca kolejka, wszystko to, co tak związane jest z tym torfowiskiem:









Wpis powstawał ponad dwa lata. Jak widać, zdjęcia są z 2013 roku. Zebrać jednak wszystkie informacje, ogarnąć to, wgryźć się w udziwnione czasem tłumaczenia artystów.... potrzebowałam na to chwili.

wtorek, 17 września 2013

Jesień w aparacie



Będąc na torfowiskach, zauważyliśmy już wyraźne oznaki nadchodzącej jesieni. Przyroda szykuje się do zimowego snu. W powietrzu fruwają nasiona, rośliny brązowieją, żółkną...









Nabrzmiałe nasionami, tworzyły swoistego rodzaju obrazy...




...które pod wpływem wiatru szybko zmienią swe oblicze.




Znaleźliśmy też grzyby:



Nie wszystko jednak było żłótobrązowe. Część przyrody wciąż cieszy się słońcem, które chwyta swoimi liśćmi, a potem przetwarza we wciąż piękne kwiaty:






Motyle wciąż fruwają - mogę dodać, że w olbrzymich ilościch! - i mają co robić.


 W pewnej chwili byliśmy dosłownie otoczeni motylami; jeszcze nigdy nie znalazłam się w miejscu, gdzie krążyłoby ich aż tyle! To było jakby przejście do innego świata. Słoneczna polana, strumień, pełno czarnych jeżyn,a  wśród tego bzyczenie owadów, kolorowe skrzydła motyli i mieniące się tęczowo ważki, stojące jakby w powietrzu. Magia!



Kiedy dochodziliśmy już do parkingu, otoczył nas nagle szum trzcin, kołyszących się w delikatnym wietrze:



Na kolejne takie chwile przyjdzie nam poczekać kilka miesięcy:) Póki co zaczynam wyjmować świece i lampiony, żeby móc zacząć rozświetlać wieczory.

czwartek, 12 września 2013

Lough Boora Parklands. Co. Offaly



Ponieważ lubimy sobie pospacerować, szczególnie w lekko dzikich okolicznościach przyrody, staramy się zawsze znaleźć miejsca, gdzie będziemy mogli spędzić kilka godzin na włóczeniu się między łąkami, lasami czy innymi atrakcjami natury.
Takim idealnym miejscem jest Lough Boora Parkland.  Kto życzy sobie znaleźc informacje, wystarczy kliknąć na nazwę.

Jak można określic to miejsce najkrócej? Miłośnicy spędzania czasu na wolnym powietrzu na pewno znajda tu coś dla siebie. Można wybrać się na spacer, pojechać rowerem(wypożyczalnia rowerów funkcjonuje na miejscu; są też przyczepki dla dzieci), łowić ryby...Są oczywiście stoliki piknikowe, są trasy przewidziane na dłuższe i krótsze wycieczki. Wszystko to na terenie torfowiska... 
Jest oczywiście możliwość poznania historii sprzed wielu lat(tam nie dotarliśmy, niestety), jest też coś dla oka i duszy - rzeźby - dość modernistyczne w mojej opinii; o sztuce opowiem następnym razem. Dziś zapraszam na spacer przez wrzosowiska.


W końcu zobaczyłam trochę więcej wrzosów, niż tylko kilka krzaczków. Śmieszne to może, ale po tylu latach na Wyspie, wciąż nie mogłam trafić na moment, kiedy Góry Wiclow są pokryte fioletem. Już kilka osób mi wspominało, jak pięknie to wygląda i za każdym razem trafiałam na początek lub na samą koncówkę kwitnienia. Zatem tutaj miałam taką leką  namiastkę fioletowych połaci.



Oczywiście torfowe zbocza w zestawieniu z wrzosami, to coś wspaniałego.



Most, o którym napiszę w kolejnym poście.


Izabela, zaopatrzona w swoje krakersy, wędrowała całe kilometry bez jęczenia. Zachwycała się kamykami, krzaczkami i kwiatuszkami, że o robaczkach i wszelkich insektach nie wspomnę.




Były momenty, kiedy wkraczaliśmy w pustkę. Niby droga usypana, widoczny szlak spacerowy czy ścieżka rowerowa, ale wszędzie tylko odgłosy natury i nic więcej. No, może poza okrzykami naszych pociech.



W końcu zobaczyłam sitowie na żywo. Do tej pory tylko wyobrażałam je sobie, a tam, rosło wszędzie. Zdaje się, że to z tego, wczesną wiosną, Irlandczycy plotą krzyże Św. Brygidy.



Wzdłuż drogi płynęła sobie rzeczka; malutka, bo malutka, ale za to pięknie obrośnięta roślinnością:



Bardzo modernistyczny most, który posłużył nam jako miejsce odpoczynku i pikniku:



Każda rzecz na tym szlaku miała swoje miejsce i przeznaczenie. Nawet to żelastwo, między którym biega najmłodsza. Szerzej napiszę o nim w kolejnej notce, bowiem metalowa konstrukcja to rzeźba z przesłaniem:



Krótki odpoczynek na starym pniu:



Woda, lasy...



Niebo, trawy...



...i moja rodzina, gdzieś w oddali.



Pogoda znowu nam dopisała: bardzo ciepło, lekki wiaterek...



Dziewczyny zachwycały się pałkami wodnymi:



...których rosło całe mnóstwo. Połyskiwały brązem wśród morza zieleni:



Reczka kręciła zakolami, tworząc urocze zakątki:



Stara droga wiodąca na nieczynne już torfowisko:



I nasz krótki odpoczynek połączony z piknikiem







Przed oczmi Artura rozpościerał się taki widok:



I ostatni odcinek wycieczki - 6 km wśród lasów




W pewnej chwili Izabela poczuła chęć odpoczynku:


Obawialiśmy się, że najmłodsza nie pokona trasy, która w sumie liczyła 10km. Artur niósł ją jakieś 200 metrów, po czym mała pobiegła przed siebie.

Wkoło widać było już nadchodzącą jesień. Rośliny kołysały na wietrze kłosy na wpół puste, nasiona fruwały wkoło nas, gdzieniegdzie żółte liście brzozy wirowały w powietrzu.



Nie muszę chyba mówić, że dzieciaki poczuły napływ sił w momencie, kiedy ujrzały bliski koniec spaceru?



Spacer, wraz z odpoczynkami, zajął nam około 3 godzin, może troszkę więcej. Dzieciaki były zmęczone, my zadowoleni. Chciałabym pojechać tam raz jeszcze, ale nie sądzę, żeby to się udało. Zawsze, kiedy obiecuję sobie powrót w jakieś miejsce, nigdy do tego nie dochodzi.