środa, 28 lutego 2018

Śnieżnie w Irlandii


Od kilku dni trąbili w całym kraju o nadchodzącej "Beast from the East", czyli "Bestii ze Wschodu", która przynieść miała burze śnieżne, zawieje(miejmy nadzieję, że potem zamiecie po sobie :) ) i spadek temperatur do.... tu zdania się wahały.... d -6 do -15!
Od poniedziałku ludzie zaczęli robić zapasy; we wtorek, kiedy pojechałam po zwyczajowy chleb i mleko, znajoma zapytała mnie, czy ja nie przygotowuję się na apokalipsę? W marketach zaczął się szał. Cała sól do sypania wykupiona, woda, chleb i mleko..., nawet w polskim sklepie podobno zabrakło części z tych produktów:)
Dziś, około 5 rano, odwiozłam A. na stację kolejową; śnieżyło już solidnie, bo wycieraczki ledwo nadążały ze zgarnianiem śniegu z szyby. Na drogach leżało go około 10cm, ale nie jeździł prawie nikt.

Poniższe zdjęcie zrobiłam już o 7 rano - stąd ten kolor. Widać na stole grubość opadów.



W Irlandii - chyba całej - ogłoszono status czerwony i wszystkie szkoły, przedszkola, zostały zamknięte.

Dzieci nie narzekają, bawią się na dworze. Już trzeci raz zmieniam im ubrania...




Ponieważ śnieg się nie klei, dziewczyny wymyśliły bałwana na ścianie. Rzucały śniegiem i w ten sposób powstały rysunki:














Kwiaty w ogrodzie śpią pod obfitą kołderką:



Wczoraj zdążyłam jeszcze zrobić płotek wkoło żonkili, żeby się oparły o niego w razie śniegu. W tamtym roku nie zrobiłam tego i wygięły się do ziemi, część się przełamała i już nie miała siły się podnieść więc zgniła w pąkach.

czwartek, 22 lutego 2018

Nie powinnam zaglądać do SH...




...tak sobie wciąż powtarzam. Kiedy znajduję tam skorupy, po prostu nie potrafię ich nie kupić. Nabywane przez lata, pojedyncze sztuki, zaczynają tworzyć kolekcję i zestawy...



Na przykład filiżanki z tego zdjęcia. Mam już kilka z chińskim motywem - środkowa. Z różami trafiły mi się pierwszy raz(w dodatku ze spodkami!) i tworzą komplet z zestawem talerzy obiadowych i deserowych z takim właśnie motywem, które kupiłam ze cztery lata temu. Ta po lewej - dołączy do niebieskiej, angielskiej kolekcji. Jako jedyna jest ozdobiona także w środku:



Obok leżał taki komplecik - chyba do śmietanki - nie mogłam go zostawić...


Przy okazji wizyt Irlandczyków, zawsze musi być mleko do herbaty, więc takie rzeczy są u mnie w użyciu.



Kiedy wstąpiłam do drugiego SH i zgarnęłam filiżanki z wystawy, babeczka tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że o mnie pomyślała w momencie, kiedy je wystawiała w oknie. Zastanawiała się, czy przyjdę...



Trzecią wzięłam z rozpędu, choć już nie ma tego "czegoś", co lubię. Jedynie kształt za nią przemawiał.



Komplet poniżej już kiedyś był w moim ręku i poszedł dalej :)



Ten komplet jest przeuroczy:



...i na razie z niego najczęściej korzystam:



Wnętrze ma bogato ozdobione:




Przy okazji pokażę tshirty, które przygotowałam dla dziewczyn na święto Św. Patryka:



Jak już wpadłam na pomysł namalowania im koszulek, to wyciągnęłam wszystkie 3, które po wielokrotnym używaniu na WF, zostały odłożone do tego typu działań właśnie.
Dwie wykorzystałam na zielone święto, a trzecią ozdobiłam ot tak.



Monika stwierdziła, że obetniemy rękawy i trochę ją skrócimy. Będzie wtedy odpowiednia na wakacje.


Farby kupiłam w lidlu - 4 kolory:czerwony, żółty, zielony i niebieski. Na ebay-u dokupiłam czarny, biały i srebrny.
Rok temu już malowałam nimi koszulki i muszę powiedzieć, że jak na nasze intensywne i częste prania, kolory wytrzymują świetnie.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Troszkę szycia



...i kilka zdjęć - jak co roku o tej porze - żonkilowych.

Zaplanowałam sobie całe mnóstwo prac na ostatnie dwa tygodnie i, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nie zrobiłam nawet czwartej części.

Zdołałam uszyć tylko trzy podkładki na stół. I to wymęczyłam je strasznie, choć nie o szycie chodzi, bo ono szło migiem. Jakoś nie po drodze mi było z tym projektem.



Materiał śliski, ale po spięciu szpilkami nie było większych problemów.

 Kolory zmieniają się, zależnie od światła, więc zdjęcia takie sobie w mojej opinii.



Ponieważ podkładki u mnie są używane non stop, a co za tym idzie, wciąż prane i prane, te uszyte dwa lata temu - chyba dwa lata temu, już poszły w odstawkę.



Oczywiście trzy, to stanowczo za mało. Musi być przynajmniej 6 i mam nadzieję, że za te kolejne zabiorę się już wkrótce.



W ogródku kwitną bratki; wybrałam te miniaturowe, ponieważ kwitną dłużej i obficiej. Ich rozwinięte kwiaty nie poddały się przymrozkowi ani śniegowi, który niespodziewanie spadł.



Niezapominajki wysunęły już pierwsze pąki, a niektóre z nich nawet się rozwinęły:



Pierwszy krokus - ten najodważniejwszy, zaczyna rozchylać kwiat.



I miniaturowe żonkile. Dwa dni temu w pąkach, a dziś...



Za kilka dni będzie w tym kącie ogródka żółta, lśniąca poducha kwiatów:



Tymczasem wieczorami jeszcze mogę zapalić świeczkę, bo atmosfera ku temu sprzyja.


wtorek, 6 lutego 2018

Kolor... światło...




Żółte żonkile - pierwsze w tym roku; z tym, że nie z mojego ogrodu :) tylko ze sklepu. Rozwinęły się momentalnie i rozświetlają nasz pokój już kolejny dzień.



Na parapecie zaczynają kwitnąć tulipany. Widać, że cebulki nie były pierwszego sortu. Nawet nie drugiego, podejrzewam. Cieszą jednak oczy, bo o tej porze roku, chyba każdy kwiat raduje duszę.



Pomiędzy cebulkami wetknełam zaszczepki pelargonii i zdaje się, że już zaczynają rosnąć.



Zakończyłam prace nad kompletem podkładek. Będą jak znalazł na prezent, gdyby taki był potrzebny.



Do tego wpadły mi pod szydełko dwa wzory:



Leżały od lat i czekały na swoją kolej.



I ostatnie prace: poduszki ozdobne.



Haft nie jest mój. Nabyłam go z drugiej ręki i musiałam naprawić przęsełka.



Praca była mrówcza i średnio przyjemna, wszak łatwiej jest haftować od początku, niż naprawiać porwany haft.
Warto jednak było poświęcić trochę czasu, bo efekt mnie zadowala, nawet bardziej, niż zadowala.



I tak dobrnęliśmy do końca obecych robótek. Niedługo kolejne, bo wyciągnęłam maszynę do szycia.

czwartek, 1 lutego 2018

Czerwona bawełna



...która leżała w pudełku, w końcu znalazła swe przeznaczenie. Powstały z niej bieżnik i mini serweta na stół. Do niczego innego nie widziałam zastosowania dla tej nici; nie lubię robić ubrań z bawełny, bo wychodzą beznadziejne, rozlazłe i brzydkie.




Bieżnik i serweta będą przynajmniej wykorzystane.



Nie zauważyłam nawet, że powiesiłam serwetę do góry nogami i róża zwisa smętnie głową w dół.


I jeszcze w domu z tematycznym świecznikiem...






Tulipany już coraz wyższe i coraz ich więcej. Zapomniałam, gdzie je powtykałam i teraz to takie niespodzianki. Nie robię zaznaczeń w ogrodzie, podobnie, jak nie robię notatek, kiedy dziergam... taka już moja natura.




Jeszcze przebiśniegi: