piątek, 22 września 2017

Kwiaty ogrodu letniego


....czyli malwy. W tym roku zakwitła u nas pierwsza. Poprzednie zginęły w "szczękach" żarłocznych ślimaków.





W czasie wakacji jakoś zapomniałam o tych zdjęciach. Dopiero teraz, przeglądając dysk, natknęłam się na nie.



Bardzo lubię malwy za ich łatwość w obsłudze. Same sobie radzą, czasem wymagają lekkiej podpory, żeby się nie położyć na ziemi....i w zasadzie tyle.





Kolorów wśród malw jest całe mnóstwo; do tego odmiany puste, pełne.... wysokie, średnie... osobiście wolę te wysokie.




Nasturcje... kolejne królowe ogrodów i przy okazji świetne pułapki na mszyce :) które po prostu ciągną do ich kwiatów, tym samym oszczędzając inne rośliny.



Wnętrze kwiatu malwy;



Jak lato, to i liliowce.... w swoim ogrodzie mam już trzy odmiany.



W tym roku lawenda zakwitła obficie. Dwa razy zbierałam kwiaty.



I nasze poziomki, które owocowały jak szalone. Monika była zachwycona tym, że co kilka dni zbierała sobie owocki.



Na koniec 4-letni krzaczek bratka. Rośnie cały czas w tym samym miejscu i kwitnie ciągle i ciągle na nowo:


niedziela, 17 września 2017

Irish National Heritage Park, Co. Wexford



Kolejny nasz wyjazd do skansenu irlandzkiego w Wexford.

Bagna, rzeki, jeziora, czyli wszystkie miejsca związane z wodą, były w dawnej Irlandii uznawane za święte. Tutaj składano ofiary(z ludzi, zwierząt, czy cennych przedmiotów) w nadzieci na wyproszenie łask. Obecny zwyczaj wrzucania monety do fontanny czy studni, to według tutejszych historyków, pozostałośc po ofiarach dla "bogów wodnych".




Nową budowlą jest okazała wiata. Podobne znajdowały się w portach Wikingów; korzystano z nich także we wczesnym średniowieczu. Były to miejsca pracy ówczesnych stolarzy. Wikingowie wykorzystywali je do budowy swych łodzi.
Zbudowana w tutejszym skansenie wiata, będzie miejscem prowadzonych kursów, takich jak kowalstwo, rzeźbienie w drewnie, kamieniu, tworzenie łuków i wielu innych. Wiata ma w ostatecznej formie być budowlą ze ścianami, pokrytą gontem- czyli takim schronem. Zarząd parku ma nadzieję na szybką realizację projektu.




Młyn wodny...



Piec do suszenia ziarna




I jesteśmy na terenie dawnego zakonu... Domki zakonników małe, skromne, niemalże wtopione w naturę.




Figury woskowe bardzo realistyczne. Kiedyś stałam przez dłuższą chwilę, intensywnie wpatrując się, czy mnich jest żywy, czy nie :)





Ten spory budynek to ówczesny refektarz...



... z przepięknym dachem:






Gosia unikała zdjęć jak ognia; uchwyciłam ją - prawie - w wejściu kościoła:



Średniowieczna betoniarka :) obsługiwana przez 3 ludzi. Dwie osoby kręciły belkę,a  trzecia dosypywała zaprawę i wlewała wodę.








W forcie spędziliśmy troszkę czasu. Posiedzieliśmy na ławeczce, kiedy dzieciaki dorwały się do mojego aparatu i porobiły trochę zdjęć.











Na terenie parku paliło się kilka ognisk. Tu, w forcie, też było jedno. Snujący się dym dodawał klimatu otaczającym nas budynkom.






Dziewczyny w kamiennym kręgu odprawiają rytuały przywołania słońca.... żartuję :)



Schroniska budowane "na szybko" z dostępnych materiałów. Umiejętność taka była ważna ze względu na częste przemieszczanie się ówczesnych ludzi.



Crannog - osada(fort) na wodzie.









W osadzie Wikingów zrobiłam kilka fotek Monice i wodzie :)











Później udaliśmy się do twierdzy Normanów. Gosia wędrowała z tatą; widok już rzadki...



Z okolic okrągłej wieży, zrobiłam zdjęcie łodzi Wikingów, zakotwiczonej daleko na wodzie.



Aparat oparłam na ogrodzeniu, żeby przybliżyć obraz. Jednak ogrodzenie, to nie statyw...



I tak dojechaliśmy do końca wycieczki. Potem zaliczyliśmy jeszcze obiad, który zjedliśmy tuż przez zamknięciem obiektu :)
Wrzesień jest już czasem, kiedy w skansenie zamiera życie rękodzielnicze i rzemieślnicze. Nie ma strzelania z łuku - A. i dzieciaki rozczarowali się niepomiernie!; w osadzie Wikingów panowało jeszcze chyba największe ożywienie: trwał tam kurs tworzenia grotów strzał i włóczni z krzemienia. Nie jestem pewna, ale chyba prowadził go Polak:), a w kolejnej chacie panie przędły wełnę na  -wzorowanych na dawne - kołowrotkach.
Pani w restauracji powiedziała nam, że wrzesień to koniec sezonu, przynajmniej takiego intensywnego. Nic to... pewnie za rok wybierzemy się tam ponownie.

poniedziałek, 11 września 2017

Wakacje część druga...



...czyli wspominamy słońce i piękne widoki, które utrwaliłam podczas jazdy autem. Mimo, że to małżonek był kierowcą, a ja skupiłam się na zdjęciach, nie zawsze kadry wyszły dobrze. Z tym, że to przecież nasze wspomnienia, a nie prace konkursowe :)





Czas żniw, więc na polach kombajny i paki słomy; w zasadzie to już nie paki, czy paczki, jak pamiętam z czasów dzieciństwa, a walce ciągnące się po horyzont.



Krajobrazy tak inne niż tutejsze, a przecież też kipiące zielenią:



Inne pola, inne lasy...






Architektura sakralna - czasem ta nowocześniejsza, czasem starsza...




Brzozy.... a zaraz niedaleko, pasące się stada krów.



Tego dnia niebo było usiane pięknymi obłokami:



Błękit, z natury chłodny, aż syczał pod wpływem żaru słońca...



Gniazda bocianie. Moje dzieci, pierwszy raz widziały takie na żywo, dwa lata temu. Tym razem też wypatrywały ich po drodze.



Stary dom w Augustowie, tak mi się wydaje... tu, gdzie nowoczesność ściera się z przeszłością




...urzekły mnie te serduszka w oknie:



Jazda po tej stronie ulicy jakoś szybko przestała być "dziwna":




To już zdaje się Suwałki. Ktoś poznaje? :)


Kiedy tak zachwycałam się tymi domami, tymi wzorami z cegieł, pstrykałam kolejne zdjęcia i zastanawiałam się, jak to dokładnie robiono po kolei, A. skomentował, że chyba minęłam się z powołaniem. W budowlance może powinnam pracować? Tam na pewno by mnie tego nauczyli :)
Ale czyż nie jest to piękne?