niedziela, 27 lipca 2014

Plaża w Duncannon, Co. Wexford



W tym tygodniu mieliśmy zupełnie inne plany na weekend. Wczoraj wyjechaliśmy rano na spacer w góry, ale po przejechaniu około 20-25km zaczął siąpić deszczyk. Akurat tam miało być słonecznie!, stąd nasza wczesnoranna decyzja. Zatrzymaliśmy się na poboczu i po bardzo krótkiej naradzie, zawróciliśmy do domu. Żeby nie był to tak zupełnie zmarnowany dzień, poszliśmy z dziećmi do centrum rozrywkowego, które mieści się pod dachem.

Dzisiaj za to wybraliśmy się na plażę. W naszym miasteczku i okolicy - bliższej i dalszej - zanosiło się na deszcz, za to w hrabstwie Wexford pogoda dopisała. Tylko na początku było lekko pochmurnie i chłodnawo, co wspomagał dość silny wiatr.



Kiedy przybyliśmy na miejsce, morze cofnęło swoje wody bardzo daleko, odsłąniając około kilometra pięknej plaży.



Miejsca było dość sporo, mimo że zjawiliśmu się po 12; do tego, pełnia szczęścia - można było zaparkować na plaży, co nam, rodzicom, bardzo ułatwia życie. Nie trzeba dźwigać ton potrzebnego ekwipunku przez pół kilometra, z najbliższego parkingu!



Dziewczyny od razu z samochodu wyskoczyły z okrzykiem: pływanie! Silnik jeszcze nie zaczął stygnąć, kiedy ruszyły w kierunku wody:



Chłodny wiatr ostudził trochę nasz zapał do pływania...



Póki chmury krążyły po niebie, ja zajęłam się zdjęciami, a dzieciaki, zbieraniem muszli:


W pewnej chwili zrobiło się naprawdę zimno, ale po wejściu do wody, okazało się, że jest ona zaskakująco ciapła! A może to już nasza skóra była tak zdrętwiała z zimna?



Piasek układał ciekawe wzory na całej odsłoniętej powierzchni:



...ukazywał bogactwo dna Morza Celtyckiego:









W pewnej chwili zaczęło się przejaśniać i to zachęciło nas do totalnego zanurzenia.




...a kiedy zrobiło się naprawdę ciepło, przyjemnie było bawić się z falami. Niestety, nie mogłam wejść na głębszą wodę, bo ratownicy cały czas krążyli i zawracali wszystkich ze względu na przypły, który właśnie się zaczął, a także na bardzo silne prądy, których tam nie brak.




Mimo wszystko udało się nam - tylko dziewczynom, popluskać w morzu. Artur, jako jedyny, nie zanurzył się w wodzie. Zamoczył jedynie nogi trochę powyżej kolan.



Przypływ następował dość szybko i zalewał coraz większe powierzchnie...



Kiedy odjeżdżaliśmy, woda prawie osiągnęła swe pierwotne miejsce na plaży.



 Oprócz muszli i kamyków, tym razem przywieźliśmy tonę piasku w samochodzie. Wiatr bezlitośnie podrywał całe chmury drobnego pyłu i ciskał nam w oczy, usta, zacinał po nogach... Zaczęłam się domyślać, jak straszna może być burza piaskowa, skoro tutaj było to naprawdę nieznośne! Piach był w jedzeniu, piciu, na kocach, wciskał się przez najmniejsze szczeliny auta, a kiedy otworzyło się drzwi, wpadał całymi tumanami. Po raz pierwszy mam namiastkę plaży w środku samochodu, który od sufitu do podłogi pokryty jest żółtoszarymi drobinkami!


2 komentarze:

  1. Byłam kilkakrotnie na irlandzkich plażach, ale nie odważyłam się wchodzić do wody, tylko stopy zanurzałam, dla mnie zawsze było stanowczo za zimno... Zresztą nad naszym polskim morzem miałam to samo;) A potem się nasłuchałam o tych prądach zdradliwych i już całkiem mnie to zniechęciło;)

    OdpowiedzUsuń
  2. wypad wspaniały, a piasek? odkurzysz,

    OdpowiedzUsuń