poniedziałek, 22 stycznia 2018

Medal i udziergi



Monika brała udział w międzyszkolnych zawodach lekkoatletycznych. Był to jej pierwszy taki wyjazd. Zdobyła trzecie miejsce i.... przyjechała rozczarowana!





Do grupowego zdjęcia nawet nie założyła swojego medalu! U niej jest albo wszystko, albo nic.



Najmłodsza się popłakała, że Gosia już ma medal, teraz Monika, a ona nie zdobyła żadnego. Dopiero siostry pocieszyły ją, że przecież ona jest dopiero w pierwszej klasie i jeszcze ma dużo czasu. Udało się. Iza już nie przeżywa braku krążka:)

W przerwie między deszczami, obfociłam moje drutowe udziergi tak, jak należy.


Wełniane kolorowe skarpetki z resztek









Wreszcie połączyłam końce szalika, żeby uzyskać pętlę:



Wyszedł kolorowy zawijaniec. Myślę, że będzie dla Izki.



A teraz działam szydełkiem... Efekty wkrótce.

środa, 17 stycznia 2018

Przebiśniegi już się bielą...





... wśród listków bluszczu i zeszłorocznych liści.



Zatem jest już nadzieja, na lepsze, jaśniejsze, dni...



Choć do prawdziwego ciepła, to jeszcze daleka droga!



Przyciągnięty z dziczy pieniek, porasta mchem i pokrywa się porostami coraz bardziej:



Za chwilę zniknie wśród listków bluszczu, który płoży się tam po ziemi.



Wynalazłam wzór, który już od lat, nie żartuję, miałam zacząć. Po dwóch okrążeniach słupków układających się ukośnie, powstała podkładka pod kubek. Większej raczej robić nie będę. Gdybym chciała wyszydełkować wszystkie okrążenia, według wzoru, powstałaby serwetka raczej niż podkładka.



Bardzo przyjemna w robocie serweteczka i wydaje mi się, że efektowna.

 Do tego, co bardzo lubię, już bez blokowania układa się płasko na stole. Wystarczy jej minimalne usztywnienie.

piątek, 5 stycznia 2018

Dwa tygodnie bez dzieci...




...minęły jak z bicza strzelił. W niedzielę lecę po nie do PL i w niedzielę też wracamy.


Oczywiście prawie każdy życzył nam udanego wypoczynku, relaksu bez dzieciaków, miesiąca miodowego niemalże. Nawet Monisia przed wyjazdem zadała pytanie: mamo, a mieliście miesiąc miodowy? - Nie, a dlaczego pytasz? - To teraz będziecie mieć!-powiedziała zadowolona.
Rzeczywistość była trochę inna, co nie znaczy, że gorsza. Inna, po prostu.


Zabraliśmy się za zmianę koloru na korytarzu. Miałam tam ciemny fiolet i żółty. Malowałam to kilka lat temu, może 4-5. Teraz stwierdziłam, że już mam dosyć tych kolorów. Postanowiliśmy zmienić na coś spokojnego, stonowanego....



I mamy teraz delikatną, jaśniutką - czego na tym zdjęciu nie widać - szarość.
Malowanie zajęło nam kilka dni, bo aby pokryć fiolet, trzeba było 3 warstwy białej farby i dwie szarej. Z żółtym też nie było lepiej, po 3 warstwach zniknął.


Wieczorami, kiedy odpoczywały mi ręce po malowaniu, dziergałam. Tak powstały prawie 3 pary skarpetek z resztkowych włóczek. Pozostało pochowanie nitek końcowych i początkowych.



Powstał też szalik-pętla, z tym, żeby to była pętla, to trzeba jeszcze połączyć końce :)



Od znajomej Irlandki dostałam zestaw dwóch "lampek" do kandelków. To nie mój styl, kompletnie. Nie wiedziałam co z tym zrobić, bo było szkaradne. Teraz wygląda lepiej, bo obdarłam to z plastikowych gałązek świerku i chamskich koralików, mających imitować jagody ostrokrzewu. W pierwotnej wersji raniło oczy, naprawdę.



W wolnej chwili postanowiłam rozmątować koraliki i zobaczyć, co potem będzie można wymyślić.



W tej chwili już zaczyna coś przypominać, ale nie wiem, czy ostatecznie zdecyduję się zatrzymać ten zestaw i się bawić w uzdatnianie, czy po prostu oddam.



Ogród też nie próżnował. Pierwiosnki już wypuszczają nowe rozety liści:



Malwy też budzą się do życia i to mnie niepokoi, bo tylko patrzeć, jak tabuny ślimaków pogalopują w ich kierunku i zeżrą do gołej ziemi. Na samą myśl, krew się we mnie burzy.


Tulipany, hiacynty, żonkile... wszystko wysadza główki. Jak nic trzeba się brać za suszenie i kruszenie skorupek jajecznych.



Przebiśniegi oczywiście już wypełzły całym stadem; w zasadzie od połowy grudnia zaczęły wychylać pąki i sprawdzać, co słychać na zewnątrz, więc teraz są całkiem spore, w porównaniu z innymi roślinami.



Na poniższym zdjęciu - stare z nowym:


...czyli metalowe naczynia na kwiaty i imbryczek.




Zniszczone są dość mocno, ale nie tak, żeby ich urok zaginął.







Widzę w nich bukiety kwiatowe...