sobota, 23 maja 2020

Projekty szkolne i nie tylko




Minęło kolejnych "parę" dni, kiedy nie pisałam. Zajęłam się za to swoimi projektami na drutach, a do tego oczywiście dochodzą projekty szkolne.

Dwa tygodnie temu Iza podjęła się nauki Power Point'a(na własne życzenie). Po tłumaczeniu, jak to z grubsza działa, wybraniu kilku zdjęć z miliona, zaczęła pracować sama.
Prezentacja nie była długa, jakies 12 czy 13 slajdów. Uważam jednak, że wyszła jej bardzo ładnie(tu się pochwalę, że nauczycielki były zaskoczone rezultatem, bo dzieci u nas nie uczą się informatyki, więc prac takich na komputerach nie wykonują; to było coś nowego, coś ekstra).
W tym tygodniu Izka wykazała chęci pisania w programie Word.
Dzięki pracy na moim laptopie, używaniu tych programów, samo szkolne zadanie okazało się przyjemnością. Dużo radości sprawiało Izie używanie skrótów klawiszowych, formatowanie tekstu, itp. Myślę, ze dzięki pracy z komputerem wszystko poszło znacznie sprawniej, a przy okazji nauczyła się czegoś nowego i pożytecznego.

Moja starsza córka ukończyła kilka dni temu 13 lat! Z tortem musieliśmy poczekać kilka dni, żeby tata mógł celebrować z nami. Monika jest jednak na tyle duża, że wolała przełożyć tort i mini imprezę na dzień, kiedy będziemy razem. Już nie data jest ważna, a samo bycie razem.


Ja z kolei utonełam w drutach...


Prawie skończyłam mój projekt: poszewka na poduszkę,....który okazał się czymś innym. Zamiast poszewki wyszedł szal.


Dziergało się tak dobrze, że postanowiłam wykończyc cały zapas włóczki. Teraz muszę jeszcze wykończyć brzegi.



Z lewej strony też jest ciekawie, a po zblokowaniu pewnie będzie jeszcze lepiej.



Oczywiście muszę poczekać na włóczkę do wykończenia, więc zaczęłam kolejny szal:



Wzór, podobnie jak poprzedni, to absolutny hit! Najbardziej w nich mi się podoba to, że nie są skomplikowane w liczeniu; powtarzalność jest co 4 rzędy, do tego to tylko przekładanie oczek nieprzerobionych lub narzuty... bajka!




Tutaj wychodzi bardzo ładny efekt 3D



Myślę, że na koniec, po zblokowaniu, będzie pięknie.


piątek, 8 maja 2020

Kolejny tydzień za nami




...kolejne prace dzieciaków zaliczone.

Maj jest tak cudny!!! Pogodę znowu mamy fantastyczną od kilku dni. Tym razem nie muszę już spędzać czasu na malowaniu płota ani innych rzeczy, zajęłam się więc ogródkiem.

Przepikowane wcześniej aksamitki teraz juz porozsadzalam w ogrodzie i pojemnikach. Oczywiście trzeba pilnowac i chronić przed ślimakami, ale zaczynają już rosnąć i widać, że cieszą się z nowych miejsc.

Zdjęcie robione wczesnym rankiem, więc tyle mocnego slońca.



Skoro zwolniło się trochę przestrzeni, przepikowałam maki. Oczywiście nawet gdyby nie było miejsca, to trzebaby było je już przepikować, bo podrosły znacznie. Mam ich pewnie ze 30 sztuk, może trochę więcej i zapewne część trafi do jakichś "szczęśliwców".



Hiacyntowiec już przekwitł, zostało po nim wspomnienie:



Za to nagietki świecą teraz każdego ranka i popołudnia; w zasadzie "świecą" cały czas, bo ich kolor naprawdę wyróżnia się w tej zieleni.



Lwia paszcza z początku tygodnia:


I dzisiaj, po 4 dniach:



Piwonia pęcznieje coraz bardziej:


Czosnek sztyletowaty też już kwitnie, ale ponieważ jakoś nie oszałamia z zewnątrz:



 ...spróbowałam zrobić zdjęcie od dołu:


Poza tymi przedstawionymi kwiatami, rozrasta mi się całe mnóstwo innych, ale o tym innym razem...


Zaczęłam wyciągać moje córki na spacery. Początkowo był sprzeciw, ale już zrezygnowały z protestów i maszerują 40-50 minut dziennie.

Zdjęcie robilam przez okulary przeciwsłoneczne i okazało się, że gdzieś ich nie doczyściłam.. ale dzięki nim widać dzisiejsze obłoczki. Niebo było tak błękitne, że przy każdym zadarciu głowy kichałam :) ja tak mam;)



Koło takich perełek przechodzimy:



W nagrodę, po spacerze, na stole stały już gotowe słodkości: z budyniem, czekoladą, dżemem i puste.



I tak zamknęliśmy kolejny tydzień!


sobota, 2 maja 2020

Ach... pojechałoby się gdzieś...




...choćby do najbliższych Slieve Bloom Mountains... ale nie można. Co prawda z zakazu poruszania się dalej niz 2km od domu już zrezygnowano - teraz możemy pójść do 5km!!! Wow! ale do gór to wciąż za mało.
Dzieci do końca roku szkolnego zostają w domu. Czasem boję się, ze mimo pracy, którą dostają do wykonania, jednak sie uwstecznią. Muszę chyba zaordynować im coś dla lepszej pracy mózgu. Tyle, że i tak będę musiała to potem wyegzekwować... Czasem już mi się nie chce.

Ostatni projekt Izabeli:



Miała wybrać sobie dowolną roślinę i o niej napisać, narysować, itp. 

Kolejny to "coś" z odrzutów, śmieci, czyli recyclingowy projekt: 

 
Iza zrobiła rolex:)

Ja wpadłam w ciąg i piekę bułeczki, paszteciki, kleję pierogi....



Artur zabiera to wszystko do pracy... przynajmniej tyle ma z tego całego zamieszania...



W robótkach też ruch:




Wykorzystałam resztki włóczek bwełnianych i zrobiłam waciki do demakijażu:


Oczywiście waciki wielorazowego użytku.

Do tego dzierga się kolejna poszewka na podusię:



Wzór prościutki - do tego atrakcyjny. Tutaj też leci włóczka, której już raczej nie wykorzystam. Moje córki powyrastały z takich kolorów.

czwartek, 30 kwietnia 2020

Poduszka zamiast kocyka



Z szydełka spadła poduszka, a nie kocyk. Przeliczyłam się z ilością zużywanych nici. Na szczęście w porę się zorientowałam, że na jakikolwiek kocyk to na pewno mi nie wystarczy włóczki. Szczęście w nieszczęściu, okazało się, że po złożeniu na pół zrobionego dotąd kawałka, pasuje on idealnie na poszewkę na jaśka.



Na szybko ułożyłam poduszki i zrobiłam zdjęcia, choć takie poranne słońce nie jest szczególnie przyjazne sesjom, szczególnie tym robionym telefonem.


Z tych cukierkowych kolorów nie zostało mi już nic, z czego jestem absolutnie zadowolona.




poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Chwila odpoczynku



...którą małżonek dostał z pracy zaowocowała tym, że w końcu wyciągneliśmy nasz zapas puzzli.

Rozłożyliśmy się na stole kuchennym i zaczęliśmy zabawę. W kilka godzin, raz z większym, raz z  mniejszym zapałem i udziałem dzieci, złożyliśmy całość.


To tylko 1000 części, ale pociętych tak sprytnie, że większość nie zawierała kluczowych wskazówek co przedstawia.

Udało się. Teraz, przy kolejnym wolnym czasie, czeka następny tysiąc - jednorożce.

Chwilę potem zalało nam sufit na korytarzu i pokoju dziennym, bo wyzionął ducha zbiornik z gorącą wodą na piętrze. Plama jest "fantastycznie" duża.


Na korytarzu podobnie to wygląda... Czekamy teraz aż wyschnie i trzeba będzie malować.


Ponieważ pogoda dopisuje, w czasie kiedy mąż jeździł do pracy, ja odnawiałam płot i taras. Mycie, a w zasadzie szorowanie tarasu i malowanie środkiem zabezpieczającym, to moje coroczne zajęcie. Płot odnawiam okazyjnie, co kilka lat.
Wyszorowałam wszystko szczotką ryżową, jeden dzień schło, a potem, przez kolejne 2 dni pokrywałam to warstwami farby.


Na poniższym zdjęciu płot już pomalowany - kolor jest jasnoszary, ale w cieniu wygląda to trochę inaczej - natomiast taras jeszcze czeka...



I całość:




Choć praca nie jest lekka, to za każdym razem, rok w rok, cieszy mnie efekt.


Izabelka miała urodziny w kwietniu. Na zdjęciu jej tort z różami, które robiłam dzień wcześniej. Bałam się, jak masa cukrowa utrzyma się przez noc na bitej śmietanie, ale niepotrzebnie. Róże wytrzymały w super kondycji:




Zdjęcia słabiutkie, ale przynajmniej jakieś są:)


Izabela dostała prezent od swojej przyjaciółki. Wisiał na płocie :)


Jeśli idzie o mnie... zabrałam się za wykańczanie robótek.

Na pierwszy plan poszła poduszka:


Robiona jest ze specjalnym przeznaczeniem. Brakuje jej koronki dookoła, ale to już wkrótce.

Do tego koc, który leżał i czekał, w końcu jest gotowy.



Połączyłam w nim mnóstwo wlóczek, które dostałam, a które do niczego nie chciały pasować.



Tak się zapędziłam, że w którymś momencie zauważyłam, że zabraknie mi kolorów, a koc będzie ni to mały, ni to duży...
Wstawiłam więc ażur na brzegach. Trafiłam na niego na stronie Lion Brand Pattern, w sekcji Lion Brand Notebook: 80 blankets. Wzór to Adyson Afgan



Wzór fal jest prosty i szybko się go robi.



Ja zabawiałam się kolorami:






Wzór do tego stopnia wpadł mi w oko, że robię kolejny, tym razem mały - może dla dziecka? w kolorach, które mi zostały i w miarę pasują do siebie.



Na szydełku mam jeszcze inne rzeczy, ale to innym razem...

czwartek, 16 kwietnia 2020

Odezwała się znowu...





...moja tęsknota za ziemią, za możliwością sadzenia, przesadzania... mój malutki ogródek nie daje takiego pola do popisu, ale robię co mogę.

Jakiś czas temu wysiałam kilka rodzajów nasion i póki co przepikowałam aksamitki i liatrię, a maki wciąż czekają.

Siewki pikowałam do wytłaczanek po jajkach. Dolna część jest osadzona w górnej, która tworzy podstawkę. Dzięki temu mogłam podziurkować i zrobić "moduły" z odpływem.  Na poniższym zdjęciu zaraz po przepikowaniu...



Ponieważ w nocy zdarzają sie minusy, a poza tym ślimaki kochaja aksamitki, wędruję z tymi roślinkami w tę i z powrotem... dom, taras, dom, taras...



Aksamitki wybitnie się poprawiają, bo po 5 dniach zaczynają niemalże rosnąć w oczach.:



Przyjęła mi się sadzonka barwinku. Kiedy ją wkładałam do ziemi miała dwa listki:



Cieszę się też ogromnie, że ukorzeniła się Miodunka plamista(Pulmonaria officinalis). Myśłałam że nie prztrwa zimy:



...a ona nawet delikatniutko zakwita:



W donicach, przezimowały niczym nie osłonięte fuksje. Teraz przycięłam je prawie do korzenia:



Zaskoczeniem było też przezimowanie nagietka, całej rośliny. Nawet zakwitł mi na przełomie grudnia i stycznia. Teraz już silnie się rozkrzewił i będzie czarował kwiatami... już niedługo.:



Pierwszy pąk się nieśmiało rozchyla.






Piwonie - kilka dni temu wyglądały jak potargane miotły:



...a dziś... pąki jak należy:



Podobnie margerytki:



Zawciąg nadmorski biały(Armeria maritima 'Alba') w końcu się zadomowił:





I na koniec szafirek, któremu kwiaty zaczynąją się wypełniać:) Żartuję. Mam dwie takie roślinki. Czyżbym kupiła i zapomniała? Możliwe.