Wycieczka rodzinna do parku w Carlow.
Pojechaliśmy dość wcześnie, dzięki czemu na miejscu spokojnie znaleźliśmy parking. Ludzi mało, spokojnie, cicho... poza śpiewem ptaków nie było słychać nic.
Były z nami tylko dwie córki, bo średnia pojechała z przyjaciółką na trzy dni zabawy do Woterford, nad wodę.
Po drodze zatrzymaliśmy się przy dziecięcym placu zabaw. Dziewczyny poszły się huśtać, a my, pośród traw i mleczy, odpoczywaliśmy. Potem jeszcze zaliczyliśmy - już wspólnie - siłownię na powietrzu.
W lesie trochę zdjęć robiła Iza, trochę ja.
Było wczesne popołudnie, może po 14-tej. Światło stało się miękkie i przyjazne zdjęciom. Słońce podświetlało delikatne liście kwitnących traw, które aż prosiły się o fotkę.
Chwilę zatrzymaliśmy się na mostku. Z jednej strony był zalany słońcem, a po drugiej - tonął w cieniu:
Po niespełna 4km spaceru dotarliśmy do parkingu. Oboje z A. czuliśmy niedosyt, dzieci też nie były zmęczone. Taki spacer to zdecydowanie zbyt krótka sprawa dla naszej rodziny.