poniedziałek, 1 lutego 2016

Książki, książki...

Wpadłam w kolejny maraton czytania. Za mna są "Prezenterki" i seria kryminałów autorstwa Asa Larsson.

"Prezenterki" może nie wszystkich zainteresują, ale mnie jak najbardziej. Pierwsza część książki porusza tematy samej telewizji, tego jak to wszystko się zaczynało od samych podstaw. Aż trudno uwierzyć, że ludzie wątpili w powodzenie tego "pudełka", twierdzili, że się nie przyjmie. I popatrzecie co mamy teraz! Wszystko to czytałam z zainteresowaniem, ale i tak druga część książki wciągnęła mnie jeszcze bardziej.
Postaci prezenterek nierozerwalnie związane z tamtymi czasami. Jako dzieciak nie lubiłam, kiedy się pojawiały w telewizji, bo dla mnie było to tylko gadanie bez sensu - wiadomo, dziecko czekało z utęsknieniem na te 10 minut wieczorynki!
W książce pokazane są historie jednych z najpopularniejszych w tamtych czasach kobiet, być może historie trochę ukoloryzowane, a może nie? Wydaje mi się, że takich prezenterek teraz już nie ma. Może dlatego, że sama telewizja przeszła przeobrażenie, czasy się zmieniły, a może już po prostu nie ma takich ludzi?
Książka dla mnie i dla jeszcze starszych osób, bo jakoś nie widzę np. młodszego pokolenia zainteresowanego tą tematyką.


 


Seria kryminałów z główną postacią Rebeką Martinson. Książki wstawiłam w przypadkowej kolejności, ale czytać najlepiej po kolei.

  


Kryminały, które wciągają od pierwszej niemalże chwili i trzymają do ostatniej. Dobrze napisane, bez zbędnych opisów obrzydliwych scen, czy czegoś w tym rodzaju. Nienawidzę książek czy też filmów, które bazują na pokazywaniu ekstremalnych obrzydliwości dla samego wywołania dreszczyku grozy. Moja wyobraźnia jest chyba zbyt rozwinięta i w tak plastyczny sposób widzę wszelkie sceny, że zwyczajnie zbiera mi się na wymioty, natomiast napięcia związanego z przebiegiem akcji nie czuję już wcale.


Teraz czytam "Dzikie wybrzeże. Skrajem Ameryki Południowej" Johna Gimlette, "Royal duty Paula Burrella"(w samochodzie - ale nie podczas jazdy :)) i "W rajskiej dolinie wśród zielska" Jacka Hugo-Badera. Wracam też do jego poprzedniej książki: "Dzienników kołymskich" i czytam to, co podkreśliłam poprzednim razem.




Więcej o poszczególnych pozycjach następnym razem.

19 komentarzy:

  1. Prezenterki byłyby świetną pozycją dla mojej Mamy! Ona lubi takie wspominki z PRL-u. Ale to w końcu nic dziwnego - to czasy jej dorastania, a to zawsze najlepiej się wspomina. Gdy ja się urodziłam telewizor już stał w pokoju, ona pamięta czasy, gdy na telewizję szło się do bogatszych sąsiadów więc dla niej własny telewizor w domu to było jedno z ważniejszych wydarzeń w życiu:-).
    Też nie lubię nadmiernego epatowania okrucieństwem, krwią, czy innymi obrzydliwościami. Nie tylko w książkach, w filmach również, nigdy na przykład nie zaciekawiły mnie modne swego czasu horrory z gatunku gore (Cube czy Piła).
    Twoje podróżnicze rekomndacje zapisuję. I to nie tylko dlatego, że podobają mi się okładki:-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytam takie książki, bo w jakiś sposób też pamiętam PRL, choć nie taki głęboki. My mieszkaliśmy na wsi, więc nie wiem czy przez to było wszystko bardziej czy mniej odczuwalne. Telewizor był zakupiony jak ja miałam chyba z 5-6 lat. Malutki, z czerwona obudową... ale to był wypas!!!! Miał jeszcze dodatkowo takie pudełko - stabilizator to się chyba nazywało; bez tego nie szło oglądac.

      Usuń
  2. się rozczytałaś, masz swój czas na czytanie, mnie juz minął, 1 szt przeczytałam w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak czasem wpadam w taki ciąg; dobrze, że nie alkoholowy ;)

      Usuń
  3. "Prezenterki" bardzo mnie zainteresowały, poszukam w mojej bibliotece! I nie pominę kryminałów, jako ich miłośniczka. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie tylko, czy kryminały też przypadną Ci do gustu. W końcu nie każdemu to samo się podoba :)

      Usuń
  4. Zaintrygowałaś mnie tą Asą Larsson, chyba ją sobie wypożyczę któregoś dnia. Właśnie sprawdziłam zasoby mojej biblioteki no i jest jedna pozycja "Black Path". Była jeszcze inna książka, ale ktoś wypożyczył i już nie zwrócił.

    Lubię skandynawską literaturę, a to głównie za sprawą Camilli Lackberg, którą namiętnie czytam :) Czytałam też Stiega Larssona, ale choć miał ciekawą trylogię Millenium, to jednak czasami nużyły mnie te jego rozwlekłe i chyba też niepotrzebne opisy np. zakupów. Zdecydowanie wolę Camillę. Już tak bardzo przyzwyczaiłam się do bohaterów jej cyklu o Fjallbace, że traktuję ich jak swoich znajomych i zawsze z przyjemnością czytam, co tam u nich nowego ;)

    Przedwczoraj zamówiłam sobie w którejś z polskich tanich księgarń dziesięć książek za jedyne 20 euro, i już nie mogę się doczekać, kiedy położę na nich ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypożycz i zobaczymy :) Tak, jak wspomniałam, można czytać dowolnie, z tym, że wtedy wchodzimy jakby w środek życia głównej bohaterki.
      Lackberg też czytałam, ale jakoś część tylko, bo chyba przedobrzyłam z kryminałami i miałam dosyć:)ale czytało się ją dobrze.
      A co to za książeczki? seria jakaś, czy różne?
      ja przymeirzam się do zakupu Cejrowskiego, ale to jeszcze chwilkę mi zajmie, bo teraz nagle okazuje się, że dziewczyny podrosły i musze dokupić mundurki i buty... ech, życie :)

      Usuń
  5. Książki przeróżne, między innymi słynna "Miłość w czasach zarazy". Dam Gabrielowi Garcii Marquezowi jeszcze jedną szansę, bo czytana parę lat temu "Zła godzina" okazała się naprawdę zła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do niego się trochę zniechęciłam, a to za sprawą "Stu lat samotności", któe dostałam chyba w 6 klasie podstawówki i zaczęłam czytać! Teraz mam na półce "Miłość..." ale póki co kilka lat temu obejrzałam film, a książka stoi. Musze zrobić do niej podejście, jak już zakończę "W rajskiej dolinie..." i "wybrzeże..".
      Może na Marqueza trzeba mieć nastrój? albo trafić na odpowiedni moment w swoim życiu?

      Usuń
    2. A te "Sto lat samotności" to nie za ciężkie dla szóstoklasisty? Może trzeba mieć nastrój, a może po prostu trzeba lubić jego styl pisania i tematykę. Przekonam się jak już przeczytam "Miłość..." Wiem jednak, że niektórzy się nim zachwycają. Moja koleżanka wręcz zalicza go do swoich ulubionych pisarzy.

      A co do komentarza z poprzedniej notki, to muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie tymi technikami relaksacyjnymi i "The Spectrum", mimo że generalnie nie przepadam za poradnikami mówiącymi, jak żyć.

      Usuń
    3. "Sto lat.." to na pewno nie książka dla 6-klasisty i pewnie stąd mój problem z autorem. Takie kiedyś dawali, nie zastanawiając się czasem nad tematem :) Muszę podejść do tej "miłości.."
      Ja dostałam "spektrum" od mojej przyjaciółki z PL. Kupiła je dla siebie, ale oddała mi żebym już sobie czytała. To nie jest nawet taki poradnik, bo sama też jakoś nie przepadam za tego typu rzeczami. Najbardziej zaintrygowało mnie samo jedzenie, jak bardzo mżemy nim wpłynąć na nasz organizm i relaksacja(bo wysiłek fizyczny to wiadomo :)) Teraz, po tygodniu yogi mogę spokojnie powiedzieć, że zasypiam od razu, budze się o 5 i jestem wypoczęta. Może to chwilowe? nie wiem, ale póki co cieszę się bardzo. Od 5 do 7 mam dużo czasu dla siebie :)

      Usuń
    4. Ja dostałam "Wierną rzekę" Żeromskiego [zdublowaną zresztą, bo już wcześniej, jako dziecko, dostałam ją od mamy, na której zrobiła duże wrażenie] i książki Paulo Coelho. Chyba też jakąś książkę Whartona... A może sama ją sobie kupiłam, już nie pamiętam. A tak w ogóle, to uważam, że wręczanie uczniom nagród w postaci książek to bardzo fajny pomysł.

      Ja też tak chcę! To znaczy w środku tygodnia budzę się często kilka minut przed budzikiem w telefonie, ale już w weekend nie ma tak łatwo. Mój wewnętrzny zegar nie jest taki głupi, jak mogłoby się wydawać ;)
      Z zasypianiem to ja praktycznie nigdy nie mam problemu - chyba, że przed snem wypiję dwa wielkie kubki mocnego Lyonsa ;) Z pobudkami jest gorzej. Chciałabym sama się budzić [i to w dodatku wypoczęta i "naenergetyzowana"] o mniej więcej tych samych porach, w każdy dzień.

      Usuń
    5. Pomysł dawania książek, jako nagród, jest wspaniały - przynajmniej ci co czytaja taką mają opinię :) W szkole polonijnej dziewczyny też dostają książkowe nagrody i bardzo jestem z tego zadowolona.
      "Wierna rzeka" została przeze mnie przeczytana gdzieś w 6-7 klasie właśnie i choć część rzeczy była dla mnie za dorosła, to i tak podobała mi się jako taka. Generalnie Żeromski był jednym z moich ulubionych autorów. Czytałam nawet to, co było poza lekturami :) I jak już przy tym jestem, to Młoda Polska i Dwudziestolecie Międzywojenne, to po prostu jedne z lepszych książek w mojej opinii.

      P. Coelcho odkryłam dopiero gdzieś w szkole średniej - wpadła mi w ręce jego książka "Alchemik" i mnie oczarowała. Potem poszła cała seria, jak tylko się pojawiało coś nowego, to już... a później mi przeszło.

      Oj, Taito, w weekend to ja też robię sobie dłuższe spanie :) ale ostatnio, zamiast 10-11(tak, bo od kilku lat już dzieci dają nam tyle pospać!) wstałam 8.30 twierdząc, że musi już być późno :)
      Nie twierdzę, że mi to tylko po jodze, może kilka czynników się uaktywnia? nie wiem, ale generalnie dobrze jest.

      Usuń
  6. Wspaniale, że tyle czytasz... Aż Ci zazdroszczę! W Holandii bardzo brakuje mi książek. Niestety nie mamy tu polskiej księgarni, czasem wymieniam się literaturą z innymi Polkami na obczyźnie. Zaległości czytelnicze nadrabiam w Polsce, bo moja mama pracuje w bibliotece (dobrze zaopatrzonej na dodatek;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie zaopatruję się w Irlandii - chyba że w książki anglojęzyczne, ale to głównie w SH za grosze :) Cała reszta leci z PL albo w paczkach, albo w bagażach. Poza tym mam czytnik i na nim sporo pozycji
      Nie zazdrość, na pewno znajdziesz jakieś możliwości.

      Usuń
  7. Ja z tej powyższej listy chętnie przeczytał bym coś Hugo-Badera. W głowie on mi siedzi już od jakiegoś czasu, ale zawsze sobie odkładałem na później. Jakie są to książki? Jaki ma styl pisania? Zaciekawiły mnie te ,,Dzienniki Kołymskie''. Mam w domu opasłą księgę o łagrach kołymskich Warłama Szałamowa, więc jako taki pogląd sobie na temat Kołymy wyrobiłem. Swoją drogą polecam tę książkę, bo jest świetna, jedna z legendarnych pozycji o Kołymie.

    Generalnie, jako bloger podróżniczy :) lubię właśnie książki podróżnicze. Także chętnie przytuliłbym Dzikie Wybrzeże :) Warto się pochylić?

    OdpowiedzUsuń
  8. Hugo-Bader ma dobry, plastyczny, ale też konkretny język. Obie książki niby pisane podobnie, ale zdecydowanie inaczej je odbieram. "Dzienniki.." pochłonęłam piorunem, "W rajskiej dolinie..." idzie wolniej, ale nie dlatego bynajmiej, że nudna. Musze mieć więcej czasu, żeby wchłonąć to, co przeczytam. Na pewno nie ma w jego książkach nudy. A język... a powiedzonka z tamtych terenów... to, co powoduje, że moja słowiańska dusza drga, nawet kiedy czytam o okropieństwach. Może nei jestem dziś w nastroju do pisania o książkach, bo jakoś ciężko mi znaleźć słowa.
    Twoją propozycję książkową odnotuję na swoją listę "książek zaplanowanych"

    "Dzikie wybrzeże" wciąga mnie egzotyką, opowiadaniami o losach ludzi - i białych, którzy podbijali, i tubylców, zarówno tych którzy rządzili i tych, któzy byli najniżej. Ponownie podróż przez dziwicze momentami tereny.
    W mojej opinii czyta się wolniej niż poprzednie pozycje(szczególnie początek był nieco nurzący) ale nie znaczy że jest gorsza. Jest zupełnie inna i przez swą egzotyczność trochę idzie w odstawkę, tzn. wolniej ją czytam.

    Wszystkie książki, o które pytasz mają czarnobiałe fotografie. Książkom Badera dodaje to prawdziwości, tak ja bym to określiła. W "Dzikim wybrzeżu" troszkę brak mi czasem kolorowej fotografii.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na tego Hugo-Badera czaję się od lat, szczególnie na Dzienniki właśnie. Przy kolejnym zamawianiu książek kupię. Nie podałem Ci tytułu tej książki od Szałamowa: OPOWIADANIA KOŁYMSKIE :) 737 stron, 106 rozdziałów-opowiadań. Jeśli lubisz historię to będzie Ci się podobało.

    Wczoraj przeglądając Facebooka natrafiłem na profil Marcina Mellera. Polecał on tam pewną książkę. Po krótkim researchu doszedłem do wniosku, że nie głupio było by ją mieć. SHANTARAM (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/291636/shantaram). Ma 800 stron, ale chyba warto by się z nią zaznajomić :)

    Dobrze, że w ogóle mają te Twoje książki fotografie, bo np. Wyprawa Kon-Tiki nie ma żadnych, nie licząc tej na tylnej okładce, rysuneczku z przodu i jednej mapie w środku. No ale mam wydanie z 1968 roku :)I z drugiej strony wyobraźnia chodzi bardziej.

    OdpowiedzUsuń