środa, 25 kwietnia 2018

Bray, Co.Wicklow



Niedzielna wycieczka trasą Bray-Graystones wzdłuż wybrzeża klifowego. Cóż mogę tu pisać poza tym, że pogoda była piękna, a dzięki temu widoki wspaniałe?


Już chwilę po wkroczeniu na szlak i spojrzeniu wstecz ukazauje się nam Bray w innej postaci.





Trasa nie była trudna, ale też nie polecałabym jej rodzinom z wózkami, bo na dalszym etapie spaceru trzeba będzie nosić wózek na barkach.


Dołem ciągną się tory kolejowe i pociągiem właśnie wróciliśmy do Bray, bo dla moich dzieci był to pierwszy dłuższy spacer po zimie. Nie chcieliśmy ich zniechęcać.



Pogoda dopisała - wszak była to długo oczekiwane ocieplenie, dla tubylców objawiające się jako upał. Nad morzem nie można było nazwać tego gorącem, wszak wiatr urywający głowę dawał się we znaki i zdecydowanie obniżał temperaturę.




Woda ujawniała różne odcienie, grając z promieniami słońca.



Sporo ludzi "wyszło" na kajaki:














Wjazd do jednego z tuneli, którymi poruszają się pociągi.






Spojrzenie w górę:
















Było sporo turystów, choć my przyjechaliśmy tam we wczesnych godzinach. Minęła nas wycieczka z Francji, potem ludzie mówiący po niemiecku i chyba hiszpańsku. W końcu Monika nie wytrzymała i skomentowała: już nie mogę! Nikt tu nie mówi normalnie!(czyli po angielsku:) )









Obiecaliśmy sobie z A., że wrócimy tam w wakacje sami i przejdziemy trasą w górę. A tym, którzy chcą pooglądać piękne zdjęcia, polecam zajrzenie do galerii

niedziela, 22 kwietnia 2018

Kiedy pogoda sie zmienia...



...wszystko wydaje się piękniejsze, człowiekowi chce się coś robić, a o tej porze roku, nawet w małym ogródku, jest co robić.




Mój taras wymaga renowacji i to natychmiastowej, jeśli mamy tam spędzać czas. Musze go znowu umyś, czy raczej wyszorować, potem zabezpieczyć środkiem przed deszczami i tym wszystkim co nam szykuje pogoda.Część meblin ogrodowych jest wciąż na strychu, więc zbieram się w sobie, żeby tam wejść i je zdjąć.
 Dzięki lepszej pogodzie zaczynam systematycznie prać i odkładać najcieplejsze ubrania zimowe. Czas też zacząć przeglądać to, co potrzebne nam na lato. Dziewczyny już chcą mieć przygotowane letnie mundurki na WF; tu znowu uśmiecha się strych....



Na powyższym zdjęciu moje pelargonie z których pobierałam sadzonki i te nowe, już ukorzenione.
Wszystkie hartują się na tarasie. Nie przygotowywałam zbyt wielu zaszczepek, bo potem nie mam co z nimi robić. Poza tym zawsze muszę myśleć o tym, że podczas naszego urlopu ktoś to będzie podlewał, zatem próbuję ograniczyć mój ogród w pojemnikach.

Wracając do ogrodu... Wysiałam już nasiona i teraz czekam na wschody; czekam w zasadzie od tygodnia i myślę, że część nasion jednak nie wzejdzie. Nie wiem dlaczego w sklepach sprzedają taki szajs!




Na tarasie, jak widać, w tej chwili panuje bałagan. Pojemniki, pojemniczki, wszystko to czeka, aż przysposobię ogromne wiadra po farbie do tego, aby mogły być obsadzone kwieciem.


Tymczasem w donicy z żonkilami już dawno kolor zaniknął, padły kwiaty. Za to z głębi wyrastają funkie.


Fiołki kwitną cały czas, więc systematycznie zbieram je i suszę.



Niezapominajki zaczynają już się pięknie niebieścić.



A bratki po prostu szaleją!!!! o nich będzie osobny wpis, bo warte są uwiecznienia.



Szachownica w tym roku wyjątkowo buja:





I w końcu tulipany...

Chyba nic tu pisać nie trzeba.




















środa, 18 kwietnia 2018

Zaległe prace



...czyli delikatny, wiosenny szal na szyję, który powstał ze spódnicy.



Odcięłam ją w połowie, może troszkę wyżej, przymierzyłam czy dam radę owinąć się tym dwa razy i zaczęłam obrabiać szydełkiem



Jako spódnica, jakoś mi nie leżała; może koloy, może fason... nie wiem. Zobaczymy jak sprawdzi się jako wiosenna apaszka.



Do półsłupków dołożylam szerokie łuki, chyba ze dwa rzędy i na końcu takie niby-wachlarzyki. Ponieważ robiłam to z głowy i w dodatku w odstępach czasowych, wszystko jest nieregularne. Co jakiś czas wachlarzyk zmienia kształt, ale w sumie, w całości, tego tak bardzo nie widać.



Kończę też drugą parę skarpetek. Pierwsza była zupełnie gładka. Druga ma na wierzchu delikatny ażur, taki najprostszy: dwa z jednego i dwa razem.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Dublińskie ZOO




Wiosna, lepsza pogoda to i zaczynamy myśleć o wyjazdach. Ostatnia sobota miała być nie tylko w miarę ciepła, ale i słoneczna; słoneczna, to może zbyt mocne słowo, ale jak na tutejsze warunki, nie można narzekać.
Już w piątek zaplanowaliśmy wyjazd do dublinskiego ZOO. Skoro zaplanowaliśmy - dwie młodsze zrezygnowały z pójścia na urodzinowe przyjęcia do swoich koleżanek z klasy, na rzecz wyjazdu - to A. zakupił bilety online, żeby było szybciej i przyjemniej i następnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę.
W ZOO nie byliśmy od dwóch lat, a jak pisałam już kiedyś, co roku pojawiało się coś nowego, coś co urozmaicało wizyty. Teraz też tak było.

Ot, choćby repliki drzew, które połączone są linami, po których przechodzą sobie małpy. To była dla mnie nowość.



Jak widać na zdjęciach, zbyt wiosennie jeszcze nie jest. Na zdjęciach z 12 kwietnia 2006 roku jesteśmy w ZOO ubrani w letnie rzeczy. Co za różnica :)


Na wybiegu dla fok, czy raczej basenie, zrobiono możliwość obsewacji tych zwierząt pod wodą.  Coś pięknego, kiedy tak z gracją pływają!



Flamingi urzekły Izabelkę, która zafundowała im całą sesję zdjęciową.



PO raz pierwszy udało się nam zobaczyć panterę śnieżną, która była tam zawsze, ale zawsze też ukrywała się gdzieś w swojej małej jaskini. Teraz leżała, ba, dwie leżały w pełnym słońcu i leniwie rozglądały się dookoła.
 

Przy okazji dowiedzieliśmy się, dlaczego pantera śnieżna ma taki długi i dość szeroki ogon. Otóż w mroźne dni, leżąc, owija nim sobie pysk, jak szalikiem. Chroni to ją przed ostrym wiatrem i mrozem.


Piękna, prawda?


W pawilonach z krajów tropikalnych, akwateraria też można podglądać do samego dna, czego wcześniej nie było.



Pojawiło się wiele interaktywnych zabawek, typu spreparowanych skór gadów, węży, itp., które można dotykać. Izę zafascynował szkielet węża, a potem bawiła się, naciskając przycisk i słuchając jak wypchany grzechotnik grzechocze końcówką ogona.



W kolekcji znajduje się czaszka hipopotama z dublińskiego zoo, który umarł po tym, jak jeden ze zwiedzających wrzucił mu jabłko; zwierzę udusiło się gdyż cały owoc utkwił mu w gardle. To pokazuje dokładnie, dlaczego nie wolno karmić zwierząt!

Repliki dinozaurów zafascynowały dzieciaki.









I na koniec nasza trójka już nie maluchów: