Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co Wexford. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co Wexford. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2025

Wells House and Gardens, Co. Wexford

 


Pojechaliśmy tam po raz drugi, tym razem we dwoje, bez dzieci. Już nie pamiętam jak to się zdarzyło, że dzieciaki, czytaj: dorosłe panny, nie pojechały z nami. 

Poprzedni wypad TUTAJ, rok 2013.


Lipiec, trochę pochmurny dzień, trochę deszczyku, ale wypad udany. 


Już na wjeździe zmiany, bo parking powiększony, obsadzony kwiatami. Wejscie udekorowane wiszącymi, bardzo stylowymi koszykami.






Był to początek lipca, niezbyt ciepłe lato, więc petunie jeszcze nie rozwinęły skrzydeł. 




Poszliśmy najpierw do tzw. "walled garden", czyli ogrodu otoczonego murami. 
Jest to zawsze zaciszne miejsce - biorąc pod uwagę wietrzną naturę Irlandii - pełne kwiatów, ziół, często krzewów, a nawet drzew owocowych, zależnie od rozmiaru ogrodu.




Przepiękne Pysznogłówki(Monarda didyma), ze swoim pięknym aromatem:



Akurat były w pełni rozkwitu.



Na ich tle, ale nie tylko, srebrny Stachys bizantina - bylina absolutnie rewelacyjna na słoneczne, suche miejsca. 



Część róż  przekwitła i pracowała nad drugim rzutem kwiatów, ale niektóre - jak ta: w pełni kwitnienia.



Karczochy - ogromne. Piękne ze względu na srebrzyste liście, jak i jadalne kwiaty, a w zasadzie pąki.


Dipsacus, który należy do rodziny ostów, stanowi nie tylko piękną strukturalną rośline na rabatach bylinowych, ale też pięknie zasusza się. 



Ogród pełen był przekwitających ozdobnych czosnków- tutaj Allium christophii - moj ulubiony:
 

Średnica jednej kuli może dochodzić do 15cm lub więcej. Łatwe do zasuszenia, więc kolejny plus.


Po ogrodzie kwiatowo-ziołowym, poszliśmy do parku, gdzie ze zwalonych drzew, wyrzeźbiono przeróżne postacie. Często pniaki nie zostały usunięte, a bezpośrednio w nich tworzono rzeźby. 

Nie wzięłam ze sobą aparatu, więc zdjęcia tylko z telefonu.

















Na koniec wylądowaliśmy w restauracji, w otoczeniu Klonów japońskich i Paproci drzewiastych:






sobota, 28 sierpnia 2021

Wyjazd nad morze

 


Ponieważ od tygodnia mamy znów lato i wysokie temperatury, wybrałam się w poniedziałek nad morze. Był to ostatni moment dla Izy, która już w środę zaczęła szkołę. 

I tu taki mały wtręt... jak co roku o tej samej mniej więcej porze, wraca do nas piękna pogoda. Dzieci idą do szkoły, a my mamy lato. Nie mogło być inaczej i teraz:)





Wyjazd był planowany przez dziewczyny od ponad dwóch dni, więc w poniedziałek rano już o 8 byłyśmy w drodze. Monika była moim nawigatorem i spisała się w tej roli świetnie.

Na miejscu byliśmy już przed 10, bo autostrady były puste. Plaża też była praktycznie pusta o tej porze.



Ogromne przestrzenie tylko dla nas :)



Woda była bardzo zimna, ale nikomu to nie przeszkadzało. 



Odpływ był w trakcie, więc co jakiś czas wiekszy i większy kawałek plaży pozostawał odsłonięty.






Pogoda była idealna, gorąco, ale niezbyt. Do tego przyjemna bryza.... 






Miałyśmy nawet szansę wykorzystać swoje kapelusze w tym roku. 


Natomiast w ogrodzie... 

Zbiory pomidorów i to dość obfite.








W kwiatowym ogródku pojawiły się astry. 



Wsadziłam je do donic z piwoniami, które w tym roku właśnie wykopałam i umieściłam w pojemnikach.



Żeby nie stały takie puste donice, dołożyłam astry i teraz piwonie spokojnie się ukorzeniają i aklimatyzują, a astry rozwijają pąki.



Floksy dalej kwitną i to dość obficie: 



I wilec wspina się coraz wyżej:



Rankiem wygląda przepięknie, nie na darmo nazywają go tutaj 'morning glory' czyli w wolnym tłumaczeniu ' chwała poranku'.



I jeszcze busz utworzony przez kosmosy:



niedziela, 17 września 2017

Irish National Heritage Park, Co. Wexford



Kolejny nasz wyjazd do skansenu irlandzkiego w Wexford.

Bagna, rzeki, jeziora, czyli wszystkie miejsca związane z wodą, były w dawnej Irlandii uznawane za święte. Tutaj składano ofiary(z ludzi, zwierząt, czy cennych przedmiotów) w nadzieci na wyproszenie łask. Obecny zwyczaj wrzucania monety do fontanny czy studni, to według tutejszych historyków, pozostałośc po ofiarach dla "bogów wodnych".




Nową budowlą jest okazała wiata. Podobne znajdowały się w portach Wikingów; korzystano z nich także we wczesnym średniowieczu. Były to miejsca pracy ówczesnych stolarzy. Wikingowie wykorzystywali je do budowy swych łodzi.
Zbudowana w tutejszym skansenie wiata, będzie miejscem prowadzonych kursów, takich jak kowalstwo, rzeźbienie w drewnie, kamieniu, tworzenie łuków i wielu innych. Wiata ma w ostatecznej formie być budowlą ze ścianami, pokrytą gontem- czyli takim schronem. Zarząd parku ma nadzieję na szybką realizację projektu.




Młyn wodny...



Piec do suszenia ziarna




I jesteśmy na terenie dawnego zakonu... Domki zakonników małe, skromne, niemalże wtopione w naturę.




Figury woskowe bardzo realistyczne. Kiedyś stałam przez dłuższą chwilę, intensywnie wpatrując się, czy mnich jest żywy, czy nie :)





Ten spory budynek to ówczesny refektarz...



... z przepięknym dachem:






Gosia unikała zdjęć jak ognia; uchwyciłam ją - prawie - w wejściu kościoła:



Średniowieczna betoniarka :) obsługiwana przez 3 ludzi. Dwie osoby kręciły belkę,a  trzecia dosypywała zaprawę i wlewała wodę.








W forcie spędziliśmy troszkę czasu. Posiedzieliśmy na ławeczce, kiedy dzieciaki dorwały się do mojego aparatu i porobiły trochę zdjęć.











Na terenie parku paliło się kilka ognisk. Tu, w forcie, też było jedno. Snujący się dym dodawał klimatu otaczającym nas budynkom.






Dziewczyny w kamiennym kręgu odprawiają rytuały przywołania słońca.... żartuję :)



Schroniska budowane "na szybko" z dostępnych materiałów. Umiejętność taka była ważna ze względu na częste przemieszczanie się ówczesnych ludzi.



Crannog - osada(fort) na wodzie.









W osadzie Wikingów zrobiłam kilka fotek Monice i wodzie :)











Później udaliśmy się do twierdzy Normanów. Gosia wędrowała z tatą; widok już rzadki...



Z okolic okrągłej wieży, zrobiłam zdjęcie łodzi Wikingów, zakotwiczonej daleko na wodzie.



Aparat oparłam na ogrodzeniu, żeby przybliżyć obraz. Jednak ogrodzenie, to nie statyw...



I tak dojechaliśmy do końca wycieczki. Potem zaliczyliśmy jeszcze obiad, który zjedliśmy tuż przez zamknięciem obiektu :)
Wrzesień jest już czasem, kiedy w skansenie zamiera życie rękodzielnicze i rzemieślnicze. Nie ma strzelania z łuku - A. i dzieciaki rozczarowali się niepomiernie!; w osadzie Wikingów panowało jeszcze chyba największe ożywienie: trwał tam kurs tworzenia grotów strzał i włóczni z krzemienia. Nie jestem pewna, ale chyba prowadził go Polak:), a w kolejnej chacie panie przędły wełnę na  -wzorowanych na dawne - kołowrotkach.
Pani w restauracji powiedziała nam, że wrzesień to koniec sezonu, przynajmniej takiego intensywnego. Nic to... pewnie za rok wybierzemy się tam ponownie.