Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzory na ścianach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wzory na ścianach. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 października 2012

Czas na rysunki






Gosia dostała swój pokój. Malutki, taka kliteczka, ale jej własny.

Pomalowaliśmy już ściany, teraz przyszedł czas na coś dodatkowego na tych ścianach. Zaczęłam wstępne przygotowania.



W tej chwili powstaje szkic:




...zastanawiam się nad kompozycją całości...




...przymierzam szablony, odrysowuję, a co z tego wyjdzie? 





Zobaczymy... może nawet już niedługo. Może nawet przed wylotem do Polski.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Malowanie domu idzie coraz lepiej




Czyżby dlatego, że w planach mamy opuszczenie go? Być może proroctwa siostry się spełnią i w momencie, kiedy już wszystko będzie takie, jak byśmy chcieli, przyjdzie czas na zamalowywanie moich wypocin. Chyba że właściciele zażyczą sobie pozostawienie malowideł na ścianach:) ale nie sądzę.


Pod poprzednim postem padło kilka wypowiedzi na temat poszukiwań domu. 
Ivory pisze, że w porównaniu z cenami u nich, u nas jest bardzo tanio. No tak, ale ceny nieruchomości spadły tutaj strasznie! Dom kupiony kiedyś za 230tys. w tej chwili warty jest 85-90tys. To taki jeden, wyrwany przykład, bo oczywiście wszystko zależy jeszcze od ilości ziemi, od położenia, sąsiedztwa, odległości od miasta, itp. 
Ten, który oglądaliśmy, jest stary, ale ma zrobioną nową izolację na zewnątrz - to jego niewątpliwy plus, patrząc na ostatnie zimy i ogólnie, na tutejszy wietrzny klimat. Do tego ma duży ogród i usytuowany jest na uboczu, w spokojnej okolicy, niemalże na łonie natury. I powiem Wam, że gdybyśmy nie musieli po wyłożeniu całej tej kasy starać się o pozwolenia na budowę, żeby zwiększyć łazienkę i ewentualnie dobudować jeszcze jedną sypialnię, to pewnie byśmy już się nad nim zastanawiali, ale... No właśnie. Nie mamy takich możliwości, więc wolę obejrzeć domy, które już mają gotowe 4 sypialnie, więcej niż jedną łazienkę i kosztują o kilkadziesiąt tysięcy mniej. Na przykład taki dom(klikamy, jeśli kogoś interesuje). Ja wiem, że 3 pokoje to sporo(tu piszę odnośnie wypowiedzi Uli), ale tutaj sypialnie są na ogół małe(jeśli są ogromne, to nas na pewno nie stać na taki dom) i dlatego ważne jest, aby było ich 4. Do tego ja lubię przestrzenie w kuchni, która powinna być jasna; ważna jest pralnia czy generalnie pomieszczenie gospodarcze - tak to nazwijmy. 

I jeszcze jedno, jak wspomniała Persjanka, zamierzam postawić na intuicję choć w jakiejś części. Wiem, że dom, który mi się nie spodoba, nie będzie mi się podobał i później, a przecież nie wymienię go za kilka lat! Nie spieszy się nam z kupnem, więc czy to będzie w tym miesiącu, w następnym, za pół roku czy rok, to nie gra roli. Ważne, żebyśmy dostali to, czego szukamy. 


A teraz moje malowanki korytarzowe Wam przedstawię, bo dobrnęłam do końca. Wyobrażacie sobie?! Nie wiem nawet, ile już to trwało, a nie chce mi się bloga przeszukiwać. Pewnie siedem miesięcy stuknęło, może nawet więcej:) Najważniejsze, że to już koniec. 


Widok ogólny z dołu:




I jeszcze z bliższych i dalszych odległości:



Pojawiły się kwiaty i liście w większej ilości, a do tego wszystkiego motyle i motylki. Całość to powtórzenie, a w zasadzie wolna interpretacja, motywu z lustra na dolnym korytarzu.





Kwiaty malowałam odręcznie tak, jak mi się kreska postawiła. Motyle najpierw rysowałam, wycinałam szablon, a potem malowałam.





Prawie każdy motyl jest inny; prawie, bo w kilku miejscach powtórzyłam motyw, jeśli karton jeszcze mi się nie rozpływał pod wpływem farby.




Niektóre motyle mają skrzydła jednolite, inne mają środki zamalowane tylko raz, żeby dało to jakiś tam odcień, wzór, cokolwiek...

Nad rozmieszczeniem nie zastanawiałam się, bo chciałam, żeby było totalnie przypadkowe. To, czym się kierowałam, to zagęszczenie owadów(i drobnych liści) w miejscach najbardziej narażonych na zabrudzenie.


Stąd też wypłynęła myśl o drzwiach do schowka:



Najpierw miały być całe żółte, ale w miejscu uchwytu, nawet na brązowej płycie, były już ślady. Zatem kilka  szablonów więcej i...
 


...strategiczne miejsce zabudowane.


Ogłaszam zatem wszystkim: zakończyłam malowanie korytarza!!!


Teraz szafki w pokoju dziewczyn czekają na swoją kolej; a i łazienka, którą już wygipsowałam w wyłupanych miejscach, wyszlifowałam i pomalowałam w 1/3 może. Pozostało dokończyć. Tutaj obejdzie się bez szaleństw, bo chciałam po prostu odnowić poplamione ściany. Artur wybrał odcień "Moonlight", który nie wiem dlaczego skojarzył mi się ze złamaną bielą. Taki obraz miałam w głowie, stąd przeżyłam szok otwierając puszkę, bo uderzyła mnie czysta biel. Niby logiczne: światło księżyca żółte nie jest:)

Największym wyzwaniem będzie kuchnia, jeśli dotrę do tego momentu:) 

sobota, 21 stycznia 2012

A u nas wciąż zmiany



Coś dodajemy do domu, przemalowujemy, przestawiamy...


Od dwóch dni nasz pokój dzienny funkcjonuje jako skład płyt:





Wszelkie rozmiary, długości...




Wszędzie panuje bałagan, trociny unoszą się w powietrzu, płyty zasłaniają kominek..


Pierwszy efekt to wisząca półka na książki, wmontowana w stelaż domu. Wszystko obliczone na ilość książek, które posiadamy i przeliczone na energię dzieci; uwzględniony został też współczynnik ich katastroficznej pomysłowości:



Półki w trzech biblioteczkach zostaną wzmocnione dodatkowymi deseczkami, boki będą skręcone na dodatkowe śruby.

W pokojach dziewczyn - nie zdążyłam jeszcze zrobić zdjęć - stanęły po dwie szuflady wsuwane pod ich łóżka. W przyszłym tygodniu dojdą półki na ścianach - też wmontowane w stelaż domu - wiadomo dlaczego:)) 


Tymczasem na jadalnianym żyrandolu wisi sobie to:



Elementy z narożnej półeczki, którą systematycznie rozkręcam i maluję poszczególne jej elementy i elemenciki. Praca dość przyjemna, aczkolwiek rozciąga się w czasie, bo kolejne warstwy trzeba szlifować i malować, i szlifować, i znów malować. Warte jednak to wszystko efektu końcowego.


W międzyczasie - jak zwykle u mnie - powstaje równie powoli, w niemalże ślimaczym tempie, malowidło na ścianie:



Powtórzenie motywu z lustra, z tym, że malowane z pamięci, więc każdy krzak będzie inny; Praca trwa już miesiąc, a gdyby policzyć początek, kiedy postawiłam pierwszą fioletową kreskę na korytarzu... to pewnie dłużej niż pół roku.
Siostra prorokuje, że w momencie, kiedy będziemy się wyprowadzać z tego domu, na pewno zakończę malowanie wszystkich pomieszczeń:) Zobaczymy. Może uda mi się troszkę wcześniej?

wtorek, 27 grudnia 2011

Wszystkiego po trochu




Tuż przed świętami nabyłam włóczkę Romance po promocyjnej cenie: 50 centów za motek. Wzięłam wszystkie, bo urzekł mnie piękny, błękitny kolor. Do tego ta wyjątkowa miękkość. Miałam w planach wydzierganie szala, więc nawet dwa razy się nie zastanawiałam. 7 ostatnich motków stało się moją własnością. 

I zaczęłam dziergać... to znaczy szydełkować, bo najpierw wymyśliłam szalik z dropsa - ten najbardziej popularny, kwiatuszkowy. Po zrobieniu 15 oczek łańcuszka początkowego zarzuciłam plany na jakikolwiek szalik z tej włóczki, robiony szydełkiem. Najgładsze szydełko nie pomogło, bo chwytało wszystkie puchy z sąsiadujących nitek. 
Przerzuciłam się na druty i tu już wybrałam wzór najłatwiejszy. Poszło! Całe szczęście, że miałam 7 motków, bo robiłam z podwójnej nitki. Nabrałam chyba ze 40 oczek - żeby wyszedł szal, jak należy. Oto co powstało:




długość - 2,5m szerokość - 45cm




druty chyba 5, jesli dobrze pamiętam




Lekki i wyjątkowo puszysty, cieplutki... aż mi żal, że powędrował:(


W międzyczasie skończyłam włóczkę pstrokatą i powstał niezbyt długi - szkoda - ale też mięsisty i ciepły szalik. Ten został w domu. Włóczka wyrobiona prawie do końca. Zostało ok. 40cm






W kolejnym międzyczasie kończyłam ścianę przy drzwiach wejściowych:




Kwiat był malowany dwa razy. Pierwszy nie został zaakceptowany przez siostrę i zamalowywałam go chyba 4-roma warstwami żółtej farby! Druga wersja rośliny została przyjęta:)
Dodam jeszcze w tym akapicie, że całość holu już pomalowana na żółto. Poradziłam sobie nawet z kilkumetrową ścianą(mam na myśli wysokość), bo zamocowałam pada na kiju od szczotki. Sprawdziło się idealnie. Dopóki pad miał czystą obudowę, nie brudził sufitu, kiedy malowałam na styku ściana/sufit. Nie musiałam odklejać nic taśmą malarską. Dla mnie super sprawa!


Potem już były święta, a w zasadzie czas na przygotowywanie jedzenia:





Szynka według przepisu irlandzkiego. Dobra, ale nie rewelacyjna. Robiona na bulmersie, który dla mnie jest obrzydliwy w smaku. Dowiedziałam się o tym dopiero wtedy, gdy podlałam nim szynkę i wstawiłam do piekarnika. Po upieczeniu nie było AŻ TAK ŹLE, ale nie było też zachwytów. Nic to. Pierwszy i ostatni raz.

Zrobiłam też Missisipi mud cake  i tego nie żałuję. Jeśli ktoś lubi, podkreślam LUBI, gorzką czekoladę, to to ciasto jest idealne. Wilgotne, ciężkie, mocno czekoladowe. W sumie nic dziwnego. Do środka wpada prawie całe opakowanie kakao i duża czekolada, do tego druga na polewę. Artur go nie lubi, moja siostra i ja kochamy.





Poniżej prezentuję czapki wydziergane dla moich córek przez sąsiadkę Kristine:



Kiedyś wpadłam do niej i zobaczyłam jak dzierga jedną z wielu; powiedziała, że ma wiele ich do zrobienia, bo wszystkie wnuki chce nimi obdzielić. Jak widać, moje dzieci też się załapały:

I prezentacja czapek na ulubionym stworku Izabelki:





Dziś na byłoby na tyle:))
hrabina.ee, wtorek, 27 grudnia 2011

piątek, 7 października 2011

Postępy...

...w malowaniu. Powolne, ale są!  Ba, nawet udało mi się odtworzyć i pomalować pierwszą warstwę  motywu roślinnego, który mam na lustrze:





Zdjęcie pochodzi ze strony ikea 


U mnie wygląda on tak:






Małe zbliżenie:




Teraz muszę położyć jeszcze jedną warstwę farby, żeby wyrównać cienie.

Pomalowałam już prawie wszystko fioletem i nadeszła kolej na żółty tam, gdzie go jeszcze nie ma. I oczywiście motyw roślinny, który będzie powtórzony - tym razem w wersji fioletowej na żółtej ścianie - wzdłóż schodów, czyli tam, gdzie mi dzieciaki najwięcej palcują.
Myślę, że takie rozwiązanie będzie w miarę sensowne, bo purpurowe maziaje będą doskonałym maskowaniem dla brudnych palców, które na pewno odbiłyby się na żółtej ścianie.

sobota, 17 września 2011

Po dwóch tygodniach



...są już widoczne postępy w malowaniu. Ba, nawet udało mi się odtworzyć i pomalować pierwszą warstwę  motywu roślinnego, który mam na lustrze:





Zdjęcie pochodzi ze strony ikea  


U mnie wygląda on tak:






Małe zbliżenie:




Teraz muszę położyć jeszcze jedną warstwę farby, żeby wyrównać cienie. 

Pomalowałam już prawie wszystko fioletem i nadeszła kolej na żółty tam, gdzie go jeszcze nie ma. I oczywiście motyw roślinny, który będzie powtórzony - tym razem w wersji fioletowej na żółtej ścianie - wzdłóż schodów, czyli tam, gdzie mi dzieciaki najwięcej palcują. 
Myślę, że takie rozwiązanie będzie w miarę sensowne, bo purpurowe maziaje będą doskonałym maskowaniem dla brudnych palców, które na pewno odbiłyby się na żółtej ścianie. 

wtorek, 2 sierpnia 2011

Nowy stary pokój




Pokój dziewczyn, a w zasadzie sypialnia, która miała ściany w kolorze magnolii, teraz zmieniła swoje oblicze. 


Przedstawiam kilka ujęć:



Proszę na razie nie patrzeć na plamy na suficie - to nowe gipsowania po tym, jak robiliśmy podłogi na strychu; niestety, w miejscu przybicia gwoździ odpadły gipsy.




Namalowałam ten wzór na suficie, żeby pozakrywać maźnięcia różową farbą. 






Wzór wymyślałam na bieżąco, nie szkicowałam, nie robiłam nic przed samym malowaniem. Szło tak, jak mi ręka machnęła.





I nawet jestem zadowolona z efektu. 




Tak pomalowanych rogów jest trzy; przydałoby się jeszcze to samo zrobić nad szafą, ale nie mam weny.



Pokój ma dwa kolory przewodnie: pudrowy róż i delikatny niebieski. Pomysł taki znalazłam w katalogu dulux:



Do tego znalazłam naklejki z kwiatami, dziewczyny dostały naklejki przestrzenne z motylami, a przy okazji wizyty w ikei dokupiliśmy im lampki - ozdobne bardziej niż funkcjonalne:




Zasłonki pozostały te same - białe w delikatne kwiatuszki:




Rozjaśniają pokój i dodają mu delikatności:




Na oknach oczywiście motyle, których układ zaaranżowały już dziewczyny:




I na koniec - bukiet bibułkowych kwiatów, okupiony wiązkami przekleństw i wściekłością. Ani Gosia, ani Monika, nie potrafiły tego wcale robić, ja nie mam aż takich pokładów cierpliwości. Niemniej jednak coś tam wyszło:


Stoi na półce z książkami i wzbudza podziw koleżanek Małgosi:)


niedziela, 31 lipca 2011

Nowy stary pokój



Pokój dziewczyn, a w zasadzie sypialnia, która miała ściany w kolorze magnolii, teraz zmieniła swoje oblicze. 


Przedstawiam kilka ujęć:



Proszę na razie nie patrzeć na plamy na suficie - to nowe gipsowania po tym, jak robiliśmy podłogi na strychu; niestety, w miejscu przybicia gwoździ odpadły gipsy.




Namalowałam ten wzór na suficie, żeby pozakrywać maźnięcia różową farbą. 






Wzór wymyślałam na bieżąco, nie szkicowałam, nie robiłam nic przed samym malowaniem. Szło tak, jak mi ręka machnęła.





I nawet jestem zadowolona z efektu. 




Tak pomalowanych rogów jest trzy; przydałoby się jeszcze to samo zrobić nad szafą, ale nie mam weny.



Pokój ma dwa kolory przewodnie: pudrowy róż i delikatny niebieski. Pomysł taki znalazłam w katalogu dulux:



Do tego znalazłam naklejki z kwiatami, dziewczyny dostały naklejki przestrzenne z motylami, a przy okazji wizyty w ikei dokupiliśmy im lampki - ozdobne bardziej niż funkcjonalne:




Zasłonki pozostały te same - białe w delikatne kwiatuszki:




Rozjaśniają pokój i dodają mu delikatności:




Na oknach oczywiście motyle, których układ zaaranżowały już dziewczyny:




I na koniec - bukiet bibułkowych kwiatów, okupiony wiązkami przekleństw i wściekłością. Ani Gosia, ani Monika, nie potrafiły tego wcale robić, ja nie mam aż takich pokładów cierpliwości. Niemniej jednak coś tam wyszło:


Stoi na półce z książkami i wzbudza podziw koleżanek Małgosi:)