czwartek, 19 kwietnia 2012

Malowanie domu idzie coraz lepiej




Czyżby dlatego, że w planach mamy opuszczenie go? Być może proroctwa siostry się spełnią i w momencie, kiedy już wszystko będzie takie, jak byśmy chcieli, przyjdzie czas na zamalowywanie moich wypocin. Chyba że właściciele zażyczą sobie pozostawienie malowideł na ścianach:) ale nie sądzę.


Pod poprzednim postem padło kilka wypowiedzi na temat poszukiwań domu. 
Ivory pisze, że w porównaniu z cenami u nich, u nas jest bardzo tanio. No tak, ale ceny nieruchomości spadły tutaj strasznie! Dom kupiony kiedyś za 230tys. w tej chwili warty jest 85-90tys. To taki jeden, wyrwany przykład, bo oczywiście wszystko zależy jeszcze od ilości ziemi, od położenia, sąsiedztwa, odległości od miasta, itp. 
Ten, który oglądaliśmy, jest stary, ale ma zrobioną nową izolację na zewnątrz - to jego niewątpliwy plus, patrząc na ostatnie zimy i ogólnie, na tutejszy wietrzny klimat. Do tego ma duży ogród i usytuowany jest na uboczu, w spokojnej okolicy, niemalże na łonie natury. I powiem Wam, że gdybyśmy nie musieli po wyłożeniu całej tej kasy starać się o pozwolenia na budowę, żeby zwiększyć łazienkę i ewentualnie dobudować jeszcze jedną sypialnię, to pewnie byśmy już się nad nim zastanawiali, ale... No właśnie. Nie mamy takich możliwości, więc wolę obejrzeć domy, które już mają gotowe 4 sypialnie, więcej niż jedną łazienkę i kosztują o kilkadziesiąt tysięcy mniej. Na przykład taki dom(klikamy, jeśli kogoś interesuje). Ja wiem, że 3 pokoje to sporo(tu piszę odnośnie wypowiedzi Uli), ale tutaj sypialnie są na ogół małe(jeśli są ogromne, to nas na pewno nie stać na taki dom) i dlatego ważne jest, aby było ich 4. Do tego ja lubię przestrzenie w kuchni, która powinna być jasna; ważna jest pralnia czy generalnie pomieszczenie gospodarcze - tak to nazwijmy. 

I jeszcze jedno, jak wspomniała Persjanka, zamierzam postawić na intuicję choć w jakiejś części. Wiem, że dom, który mi się nie spodoba, nie będzie mi się podobał i później, a przecież nie wymienię go za kilka lat! Nie spieszy się nam z kupnem, więc czy to będzie w tym miesiącu, w następnym, za pół roku czy rok, to nie gra roli. Ważne, żebyśmy dostali to, czego szukamy. 


A teraz moje malowanki korytarzowe Wam przedstawię, bo dobrnęłam do końca. Wyobrażacie sobie?! Nie wiem nawet, ile już to trwało, a nie chce mi się bloga przeszukiwać. Pewnie siedem miesięcy stuknęło, może nawet więcej:) Najważniejsze, że to już koniec. 


Widok ogólny z dołu:




I jeszcze z bliższych i dalszych odległości:



Pojawiły się kwiaty i liście w większej ilości, a do tego wszystkiego motyle i motylki. Całość to powtórzenie, a w zasadzie wolna interpretacja, motywu z lustra na dolnym korytarzu.





Kwiaty malowałam odręcznie tak, jak mi się kreska postawiła. Motyle najpierw rysowałam, wycinałam szablon, a potem malowałam.





Prawie każdy motyl jest inny; prawie, bo w kilku miejscach powtórzyłam motyw, jeśli karton jeszcze mi się nie rozpływał pod wpływem farby.




Niektóre motyle mają skrzydła jednolite, inne mają środki zamalowane tylko raz, żeby dało to jakiś tam odcień, wzór, cokolwiek...

Nad rozmieszczeniem nie zastanawiałam się, bo chciałam, żeby było totalnie przypadkowe. To, czym się kierowałam, to zagęszczenie owadów(i drobnych liści) w miejscach najbardziej narażonych na zabrudzenie.


Stąd też wypłynęła myśl o drzwiach do schowka:



Najpierw miały być całe żółte, ale w miejscu uchwytu, nawet na brązowej płycie, były już ślady. Zatem kilka  szablonów więcej i...
 


...strategiczne miejsce zabudowane.


Ogłaszam zatem wszystkim: zakończyłam malowanie korytarza!!!


Teraz szafki w pokoju dziewczyn czekają na swoją kolej; a i łazienka, którą już wygipsowałam w wyłupanych miejscach, wyszlifowałam i pomalowałam w 1/3 może. Pozostało dokończyć. Tutaj obejdzie się bez szaleństw, bo chciałam po prostu odnowić poplamione ściany. Artur wybrał odcień "Moonlight", który nie wiem dlaczego skojarzył mi się ze złamaną bielą. Taki obraz miałam w głowie, stąd przeżyłam szok otwierając puszkę, bo uderzyła mnie czysta biel. Niby logiczne: światło księżyca żółte nie jest:)

Największym wyzwaniem będzie kuchnia, jeśli dotrę do tego momentu:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz