sobota, 2 grudnia 2017

Wpadamy w wir




....świątecznych przygotowań.

Z tej okazji przyciągnęłam(przesadzam, przywiozłam w bagażniku) taki pniaczek, w celu wykorzystania do dekoracji. Przeliczyłam się jednak... Okazało się, że półmetrowy pień, to trochę za dużo, jak na nasze mieszkanie. Wywędrował do ogrodu i chyba ma się dobrze. Pokażę go przy innej okazji, bo z tym mchem i porostami, wpasował się idealnie w otoczenie.



Za to ciemiernik - Helleborus niger - dostał swoje tymczasowe miejsce na półce w pokoju dziennym. Niedługo rozwinie kwiaty, a na wiosnę powędruje na stałe do ogrodu. Opiszę go wtedy szerzej, bo wart jest uwagi za swą niezwykłość i prostotę obsługi.
     


W związku ze szkolnymi jasełkami, Iza przyszła z życzeniem, żebym wymyśliła coś, bo ona będzie owieczką.... Z pomocą przyszedł internet i wzór ze strony Repeat Crafter Me Jeszcze nie skończyłam projektu, a Monika poprosiłą o taką samą....



...zatem jako wypełnienie, w celu uzyskania kształtu do zdjęcie, posłużyła czapka Moni. Projekt jest absolutnie fantastyczny i przy tym prosty do wykonania(i szybki)



Pobawiłam się papierową wikliną....




i na jutro już mam wieniec adwentowy. Bazę wykonałam inaczej, bez tych skośnych splotów. Zwyczajnie owinęłam rurkami koło zrobione z pogniecionych gazet. W ten sposób szybciej uzyskałam krążek. Potem tylko doplotłam - tym razem według wzoru - podstawki pod świece.



Dołożyłam jodłę i ostrokrzew i to wszystko.... skromnie, ale tak, jak tym razem mi się spodobało. Ostrokrzew robi tu cały efekt, bo jest po prostu piękny!!!! Kolejna roślina warta uwagi za nieskomplikowaną obsługę.




Narysowałam też kilka kartek świątecznych, posiłkując się wzorami z netu i dodając coś od siebie.














sobota, 18 listopada 2017

Jesień pełna spokoju



 Po październikowych szaleństwach, listopad pozwala na chwilę wytchnienia. Chłodne dni sprzyjają pieczeniu chleba częściej, niż tylko od czasu do czasu.




Znalazłam odpowiadające nam proporcje mieszanych mąk i razowy chleb na zakwasie wychodzi naprawdę razowy...



Rośnie sobie spokojnie w naszym chłodnym mieszkaniu przez całą noc, a czasem i kolejne pół dnia....



Zakwas w słoiku też pracuje...



W innych słoikach powstają kiszonki; poniżej buraki, które po kilku dniach nabierają wspaniałego posmaku, nie wspominając o kolorze.




Poza tym coś tam dłubię i robię, np. kolejna parę skarpet zrzuciłam z drutów, a narzuciłam oczka na następną.



Przygotowuję pierwiosnki na święta. Wykopałam kilka krzaków z ogrodu, podzieliłam i posadziłam do malutkich pojemników. Pierwiosnki na dworze zaczynają przygotowywać się do intensywnego kwitnienia, zawiązują pąki, które będą sie systematycznie rozwijać. Teraz jest czas, żeby je "ogarnąć" do czasu przedświątecznego.



Żeby kwiatki - na razie mało atrakcyjne - jakoś wyglądały w domu, stworzyłam mini kompozycję.



Okleiłam pojemniki po jogurtach, dodałam siateczkowy materiał do koszyka i zestaw kwiatowy gotowy.



Teraz będzie się rozwijał i kwitł.



Powstała też próbna "galaktyka" na bluzce. Następna - mam nadzieję - będzie lepsza. Już mam jako takie rozeznanie co i jak robić, jak mieszać farby, itd...


sobota, 11 listopada 2017

Takie tam...




...listopadowe zajawki.

Ze złocistej włóczki najpierw zrobiłam szydełkowy łańcuszek....




...by później okleić nim duże pojemniki po majonezie i w ten sposób otrzymać coś na kształt donic...


...które potrzebne były na drzewka fuksji. Dwie dorodne rośliny już zamieszkały w domu; na razie, na znak protestu, zrzuciły wszystkie liście. Zostały zatem przycięte dość mocno i jedna właśnie zaczyna powoli rozwijać nowe pędy.

Wracając do doniczek... idealnie wpasowały się w naszą kolorystykę.




Z resztek włóczek dziergają się skarpetki....



....niektóre już się wydziergały.




Kolory niezwykle przypadły mi do gustu. Muszę spróbować takiej mieszanki w czymś innym:






Jak listopad, to oczywiście powoli włącza się myślenie o świętach... szczególnie o ozdobach i kartach...
Pierwsze przymiarki do prac z dziećmi... wzory z internetu.

 


Wszystko jeszcze w fazie testów.



Tymczasem w ogrodzie kwitną mi niezapominajki....


...a na niebie gości czasem taki krążek:

piątek, 3 listopada 2017

Skarby...


... na które natknęłam się zupełnie przypadkiem, szukając białych, ciekawych pojemników na kolekcję kaktusów do pokoju Gosi.

W koszyku leżały szarawe szmatki, które by nie zwróciły mojej uwagi, gdyby nie szydełkowy rożek, wyłaniający się z tych szarości.

Wyjęłam wszystko i po chwili zastanowienia wybrałam to, co w mojej opinii, dało się uratować. Plamy były do usunięcia, ale pleśń oblekająca część obrusów... - z doświadczenia wiem, że czasem jest nie do pokonania. O pleśni zaś w Irlandii wiemy dosyć dużo, bo mamy ją pod ręką, że tak się wyrażę.




Za mój zakup zapłaciłam grosze(przepraszam centy...), z czego byłam niezmiernie zadowolona, miałam bowiem na uwadze to, że być może część trzeba będzie i tak wyrzucić, jeśli nie da się doprać zabrudzeń.







Przez kilka dni wszystko moczyło się w roztworze sody, potem dodałam do tego octu i tak czekało sobie na swoją kolej do pralki.








Słońce też pomogło w wybielaniu....





...i w zasadzie zniknęły wszystkie plamy, biel stała się znowu biała, a krochmal pomógł wydobyć z płótna i haftów, to co najpiękniejsze.


Zdjęcia robiłam kilka dni po prasowaniu, więc obrusy już nie są takie gładkie :)








Oprócz "bielizny stołowej" nabyłam też kryształy, które uwielbiam! Tak, kryształy są moją słabością... kryształowe mogę mieć wszystko....



Koło tego zestawu chodziłam ponad tydzień.



Stwierdziłam, że przecież mi to nie potrzebne... więc nie kupiłam pierwszego dnia, ani przez kolejne...



Tydzień później dalej czekały... zakurzone, oblepione tłuszczem i nie wiem czym jeszcze, więc, powiedzmy szczerze, mało atrakcyjne. Widać nie przyciągnęły niczyjej uwagi.



Kupiłam... za całe 15 euro:) a potem zafundowałam im kąpiel w wodzie po gotowaniu ziemniaków, po czy kolejną w sodzie z octem i wodą. Później tylko wytarłam je do sucha i już są...