niedziela, 22 maja 2016

Lough Key Forest Park, Co Roscommon



Tydzień temu wybraliśmy się na wycieczkę pod kątem rozrywek dla dzieci. Pojechaliśmy aż do Hrabstwa Roscommon, usytowanego w środkowej, a niektórzy twierdzą - zachodniej, Irlandii, w prowincji Connacht.
Artur znalazł tam miejsce zabaw dla dzieciaków - czyli krótko mówiac, park rozrywek i zabaw: Lough Key Forest Park.

Dzień był piękny na taką wyprawę. Już po przejechaniu jakichś 100km, widoki zaczeły się zmieniać.




Przepraszam za zdjęcia, ale robione były z jadącego autostradą auta i to przez szybe :) Chciałam pokazać tutejsze kamienne murki, okalające poletka:



Zbocza autostrad kwitną kolczolistem:






Oprócz autostrad, poruszaliśmy sie też drogami tego typu(z ograniczeniami prędkości do 80, bądź 100km/h), gdzie co i raz "wyskakiwał" mały, kamienny, wąski mostek:



W końcu dotarliśmy na miejsce i powiem Wam, że jest tam co robić nie tylko w jeden dzień, ale w dwa i więcej:


Jest tam całe mnóstwo tras spacerowych pośród pięknych lasów okalających jezioro. Jedyna opłata, to za parking - po całym dniu 4 euro.
Do tego oczywiście sa inne atrakcje - płatne już oczywiście, a jak dużo, zależy od tego, co kto chce robić.

Można pływać wypożyczona łódką lub zakupić rejs łodzią - chyba 2-godzinny; zapewniam, że jest co oglądać i podziwiać.

Można wypożyczyć rowery, badź inne urządzenia jeżdżące - zapomniałam nazwy :);

jest miejsce rozrywki pod dachem Boda Borg, - zachęcam do obejrzenia filmu - my braliśmy w tym udział, aczkolwiek uważam, że Izabela jest jeszcze ciut za mała, żeby wszystko ogarnąć i czerpać z tego radość, niemożność rozwiązania zagadek wprawiała ją w zdenerwowanie;

jest plac zabaw dla dzieci;

są też pola namiotowe dla tych, co przyjechali na dłużej(absolutnie fantastyczna opcja, bo z chęcią zatrzymałabym się tam na 3-4 dni).

Teraz zapraszam na szybki rzut oka na jezioro Lough Key i okolicę:









Widoczna w oddali Castle Island z małą twierdzą, zbudowaną około 1800r:





Amatorów rejsów i pływania łódkami było wielu:







Naszej wycieczki to jeszcze nie koniec :) Ciag dalszy nastąpi już wkrótce.

czwartek, 19 maja 2016

Maj kwiaty rozsypuje...




...nawet u nas :)

W ogródku wciąż pierwiosnki. Kwitna tak już od stycznia :) oczywiście nie te same kępki, co raz inne, ale kwitną prawie nieprzerwanie.



Poranne, mocne słońce wydobywa ich kolory:



Deszcz "ubiera" kwiaty w perły:



Niektóre, jak orliki, dopiero budzą się ze snu...



Przycięty bardzo ostro rok temu powojnik, zaczyna kwitnąć. Zwiesza nowe pędy na murze.



Popołudniowe słońce wygładza, zmiękcza... zdjęcia są zupełnie inne, niż te poranne.



A natura, w swoich ogrodach, też kipi kwiatami.

Dmuchawce, te perfekcyjne...



...i te, które straciły już część puchu...



...wszystkie są piękne... trzeba tylko to piękno zauważyć, zatrzymać się na moment...



Jaskry, jak maleńkie słońca wśród traw... czasem jeszcze pyłek można znaleźć na jedwanbych płatkach...



I niepozorne "gwiazdki" Babki lancetowatej...



Wszystko to maj przynosi na talerzach zielonej trawy.... Chyba dlatego jest najpiękniejszy...

poniedziałek, 16 maja 2016



Kilka fotek z komunii Moniki.

Na zdjęciach panuje bałagan, ale w takiej chwili jakoś o nim nie myślałam.






Gosia nam uciekła i rodzinna fotka nie jest kompletna.



Moja siostra była wcześniej w kościele, zdążyła więc zrobić zdjęcia kiedy panował tam spokój i pustka.



Dzieci przygotowały swoje zdjęcia i zostały one umieszczone w pięknej oprawie, na tablicy:







I teraz... drobna sesja w parku w Emo. Ciężko było mi wybrać kilka zdjęć, więc jest ich nieco więcej.









O ile bolerko, które wydziergałam jeszcze dla Gosi wykorzystaliśmy w kościele, to pelerynka została nałożona do zdjęć.




































piątek, 13 maja 2016

Przerwa na zjazd rodzinny już się skończyła




Na początku maja mieliśmy zjazd rodzinny z okazji I Komunii naszej Moniki. Przyjechało "kilka" osób: rodzice z obu stron, moja siostra, siostra męża ze swoja rodziną, chrzestny Moniki razem z żoną, a na przyjęcie dołączyli nasi irlandzcy przyjaciele. W sumie zebrało się 30 osób i powiem szczerze, że momentami było trochę pracy, ale o tym innym razem...

Tuż przed komunią, w szkole dziewczyn, zorgnizowano dzień międzynarodowy i wszyscy, którzy chcieli, mogli przyjśc w strojach ludowych danego kraju, bądź w kolorach flagi.
Gosia z góry zapowiedziała, że nie pójdzie ubrana na biało czerwono, bo to nudne, już raz taki strój nosiła. Monika z kolei nie miała nic przeciwko temu.
Ponieważ czasu dostaliśmy bardzo mało, uratowała mnie szkoła polonijna, bo wypożyczyłam spódnice i korale do stroju ludowego. Wianki uplotłam sama z tego, co akurat miałam pod ręką, więc do końca takie typowo polskie nie są, ale cóż... trzeba było improwizować.
Monika stwierdziła, że skoro już są spódnice, to też taką chce. Oto moj dziewczyny na ludowo:



Monia najpierw nie chciała żadnego zdjęcia...




a potem jednak zapozowała...



Dziś na tyle, bo dalej się ogarniam powizytowo i letnio jednocześnie.