niedziela, 28 września 2014

Clara Valey, Co. Wicklow.



Jedna ze wspanialszych wycieczek - spacer w rezerwacie przyrody w Dolinie Clary. Ponieważ jest to część hrabstwa Wicklow, już od początku wszystko zapowiadało się świetnie.


Jadąc, wciąż i niezmiennie, podziwiam roślinność. Na poboczach często rosną olbrzymie paprocie - na zdjęciu te widoczna po prawej stronie. Zachwycają mnie za każdym razem; taka masa zieleni, a przy tym taka "koronkowa" i zwiewna:



Ponieważ sama wychowywałam się na nizinach, krajobraz górski - choćby tylko z niewielkimi wzniesieniami, zawsze bardzo mi się podoba, stąd tyle zdjęć:




Tego dnia niebo było lekko zachmurzone, słońce co jakiś czas wychodziło zza chmur i oświetlało zbocza gór, tworząc tym samym malownicze scenerie.




Przejażdżka po parku przyrodniczym w Wicklow zawsze jest pełna "ochów" i "achów". Artur, znając moje maniakalne robienie zdjęć, nawet odsuwa szyby w trakcie jazdy, żebym tylko mogła zrobić lepszą fotę.




Ostatecznie dotarliśmy do miejsca postoju. Właściciel trawnika pozwolił nam zaparkować przed swoim domem i pójść na szlak. Potem jednak Artur zdecydował sie podprowadzic samochód bliżej trasy spacerowej. Nie zrobiliśmy tego na początku, ponieważ nie byłam pewna, czy samochody jeżdżą tym mostem; jest wąziutki, akurat na auto i jego lusterka:) nic poza tym się nie zmieści. Jak przystało też na tutejsze mosty, wjeżdża się na nie prosto z zakrętu(często z obu stron, jak było w przypadku tego). Obaj kierowcy nie widzą, czy z naprzeciwka ktoś nadjeżdża, czy też nie i w razie takiego "spotkania w pół drogi", ktoś musi się wycofać. Na szczęście nie ma z tym problemu.



I już na trasie, i pierwsze omszone drzewa i kamienie;




...często mijaliśmy powalone pnie, malowniczo obrośnięte zielenią:




Monika uwielbiała zbaczać z trasy i zagłębiać się w las:



Po jednej stronie drogi widoczny był wyraźny spadek zbocza. dołem płynęła rzeka Clara



...którą tutaj już znacznie lepiej widać:




W dalszej części, zaczęła zakręcać, łączyć się z mniejszymi strumieniami, wesoło szumieć...




Poziom wody był jednak dość niski i spokojnie można było zejść niżej i robić zdjęcia:



Wielkie głazy często leżały na brzegach, a niektóre były naprawdę ogromne i wybitnie szmaragdowe!




Generalnie zieleń otaczała nas wszędzie i mimo końcówki sierpnia i suchej pogody, wciąż była niesamowicie żywa:



W końcu dziewczyny zdecydowały się na krótki odpoczynek, powiązany z posiłkiem. Wszystko w otoczeniu szumu wody i drzew:




Niektóre miejsca były totalnie opanowane przez paprocie, które tworzyły niemalże równe, gładkie dywany:




Woda lśniła w promieniach słońca, które zdecydowalo się wyjść zza chmur na stałe...



...zrobiło się naprawdę gorąco, a przed nami było jeszcze około 5km drogi, tym razem wspinającej się wyżej i wyżej...



Izabela, razem z siostrami, ruszyła ochoczo, nie wiedząc jeszcze co ja czeka za kolejnym zakrętem....
ale o tym napiszę za chwilę:) Dodam tylko, ze była to dla niej najtrudniejsza i najdłuższa wycieczka tego lata.

sobota, 20 września 2014

Jeżynobranie



Już tradycyjnie, jak co roku, wybrałyśmy się z dziewczynami na jeżyny. Najpierw było ich tylko trochę, każda jak na wagę złota, a później corz więcej i więcej... W pewnej chwili wszystkie trzy zaangażowały się w zbieranie i po jemnik zapełniał się całkiem szybko.






Niektóre jeżyny były już czarne jak smoła, kiedy inne dopiero rozwijały pąki:




Ścieżka prowadziła wśród wysokich paproci:



Izabela nawet miała "moment", kiedy chętnie zapozowała:



Mimo zieleni, która wciąż nas otacza, widać oznaki nadchodzącej jesieni...




Rośliny rozsiewają nasina...




...zaczątki nowego życia...






czwartek, 18 września 2014

Powojnikowa niespodzianka



W ogrodzie już jesiennie, coraz mniej kwiatów i kolorów. Mój ogród z tyłu wciąż jeszcze trochę daje z siebie:






Wciąz kwitna lwie paszcze, powojnik i wiciokrzew. Ten ostatni rozsiewa miodowa woń rankami; tym bardziej wyczuwalną, bo zawieszoną w porannej mgle.





Wiciokrzew zdobią tez intensywnie czerwone owoce; na szczęście, w tym roku, nie muszę się bać, że dzieci zaczną je próbować.




Tymczasem, wśród kwiatów fioletowego powojnika, wypatrzyłam cos nowego...


Jak się okazało, zakwitł mi w tym roku - po raz pierwszy! - powojnik 'Jan Paweł II'



Całe lato jego pędy przerastały fioletowego...




...aby nas teraz zaskoczyć!



Z przodu domu produkuja się fuksje:


...ich kwiaty, jak wiszące lampiony, przyciągają uwagę wszystkich dzieci.




Zaczyna też kwitnąć aster, a obok, dołączyła do niego żółciutka chryzantema.



Mam nadzieję, że niedługo będą cieszyć nasze oczy kaskadami kwiatów.



piątek, 12 września 2014

Slieve Bloom Mountains po raz kolejny



Niby to samo, a jednak nie. Wybraliśmy trochę inny szlak, prowadzący nad wodospady oczywiście, ale jakby od drugiej strony. 


Pierwszy etap to drewniana ścieżka ciągnąca się na podmokłych terenach:



Tutaj wszystkie drzewa pokrywała gruba warstwa mchów. W świetle popołudniowego słońca wyglądało to czarownie:



Czasem trzeba było wspiąć się trochę pod górę...



Niekiedy, w prześwitach między drzewami, widoczne były polanki zalane słońcem:



Rodzinka dzielnie maszerowała, a ja robiłam zdjęcia:



Gra światła i cienia...



Jak już wspomniałam, poduchy mchów rozciągały się wszędzie i pokrywały niemalże wszystko:







Mimo wspinaczki - trasa zaczęła prowadzić w górę - dzieciaki dzielnie pokonywały kolejne kilometry:



Prawie osiągnęliśmy szczyt i już z tego miejsca widaczne było zbocze drugiego wzgórza:



A tymczsem dołem płynęła leniwie rzeka Barrow:



...tworzyła malownicze zawijasy i spadki:



Woda lśniła w promieniach słońca:



I tak doszliśmy do wodospadów w Dolinie Barrow:




Niekiedy mijaliśmy malownicze pnie, połamane drzewa...



...a w dole woda lśniła brunatno-czerwonym kolorem:




I kolejny przystanek - w skalnym korycie rzeki:



...gdzie udało mi się zrobić ładne zdjęcie najstarszej:



Żeby zbytnio nie zanudzić, żebyście nie czuli przesytu, na tym dziś kończę relację, choć wycieczka jeszcze trwała...