czwartek, 13 września 2018

Wielka zmiana




Nie piszę i nie udzielam się na blogu, bo próbuję ogarnąć swoje myśli, dom... przyzwyczaić się do zmiany, która nastąpiła.

Nie było to nic nieoczekiwanego, wyskakującego nagle z pudełka, jak pajacyk na sprężynie. Do myśli miałam czas się przyzwyczaić, ale rozważać w głowie, przygotowywać się wewnętrznie to nie to samo, co doświadczyć na własnej skórze.


Cóż jest ową zmianą?

Moja najstarsza córka zaczęłą szkołę w Polsce. Wyjechała. Nie ma jej z nami.....




W domu jest dziwnie.


Odwiozłam ją w połowie sierpnia. Na lotnisku w Dublinie żegnały ją Monia i Iza. Monika płakała tak strasznie, jakby nigdy już miała nie zobaczyć siostry. Kiedy Artur odjeżdżał autem, przez Moniki szybę nie dało się już nic zobaczyć, a szloch było słychać na zewnątrz. Dobrze, że nie zatrzymaliśmy się na parkingu. Długie pożegnanie byłoby jeszcze straszniejsze.

W Polsce to Gosia żegnała mnie. Nie chciała jechać na lotnisko, nie chciała płakać przy ludziach. Pożegnałyśmy się  w mieszkaniu. Dusząc łzy wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Jeszcze w windzie, tata Artura powiedział: nie martw się, zaopiekujemy się Gosią. Wiedziałam to wtedy, wiem teraz, ale nie zmniejsza to bólu rozstania. Zostawiłam przecież moją niespełna 14-letnią córkę. Pierwsze dziecko...



Gosia kończy drugi tydzień nauki. Powoli oswaja trochę inny świat. Już czuje się nieco lepiej, ale było trudno i pewnie jeszcze będzie. Jej było na pewno trudniej niż nam. W końcu została sama. Z rodziną, ale sama. Jedynym pocieszeniem jest to, że decyzję o szkole podjęła ona. Chciała uczyć się w Polsce, więc uczy się. Osiągnęła to, o czym marzyła na tym etapie swojego życia.

Jak trudna decyzja to była dla nas... dla mnie... tego nie jestem w stanie opisać. Nawet chyba nie chcę próbować.


I to tyle...

  

piątek, 17 sierpnia 2018

Sierpień już w drugiej połowie...




...a to oznacza początek astronomicznej jesieni w Irlandii. Wrzosy kwitną już dawno, chłodne noce, specyficzny zapach w powietrzu....

W czasie, kiedy dzieci balowały w PL, my odnawialiśmy dom. Najdłużej zeszło nam z sypialnią najmłodszych dziewczyn. Położyliśmy 4 warstwy farby, żeby pokryć kolor. Sufit sprawił mi niespodziankę na jakichś dwóch metrach kwadratowych, które dały popalić za całą pozostałą powierzchnię.
Oprócz malowania zabrałam się za pojemniki w kuchni. Najpierw poszły w ruch sklejkowe skrzyneczki na dziecięce materiały piśmiennicze i dekoratorskie. Teraz są białe, ale możliwe, że to jeszcze nie koniec.




Dwa pudełka ręcznie malowane resztkami farb do ścian. Najpierw powstało mniejsze, z przeznaczeniem na kawę w saszetkach. Jak już je wykończyłam, okazało się, że jest za niskie... Musiałam więc pomalować drugie i tak powstał komplet:



Na podstawowym szarym tle dodałam delikatne seledynowe smugi, po czym odręcznie namalowałam krateczkę.



Potem docięłam i wstawiłam tekturową kratownicę, żebysaszetki kawy trzymały się pionowo i... pudełko zapełnione.
Nie jestem fanką kawy rozpuszczalnej, ale co i raz dostaję od znajomych męża kilka garści maxwella, więc musiałam coś na nie wymyśleć.



Pomalowane zostały też bliźniacze ramki. Brąz przemieniony w biel:



Zabrałam się też za haft.


Pierwsza róża za mną, prawie, bo do wykończenia zostały kulki i kilka kreseczek.






To dopiero pierwsza:

 
...a na połowie bieżnika jest ich sześć. Jeszcze mnóstwo pracy przede mną.

I jeszcze zajawka z sesji zdjęciowej naszych pociech:









Dzieci są już z nami, ale za chwilę wszystko wywróci się do góry nogami! Zmiany nas czekają, zmiany...

piątek, 10 sierpnia 2018

Lawendowe szaleństwo






W tym roku lawenda kwitnie i kwitnie, dostarczając co i raz obfitych bukietów do suszenia. To tylko jeden mały krzak, a pozwolił mi napełnić już 3 całkiem spore woreczki. I dodam tylko, że napchałam je bez ograniczeń, a nie tak, jak lata temu, tylko troszkę.

Na woreczkach przypominałam sobie haft.



Wyszperałam jakieś ostatki mulin i "od ręki" wyszyłam gałązki.



Przy okazji poćwiczyłam sobie wyszywanie tych kulek, zapomniałam, jak się one nazywają....


Dodałam resztki koronek i... już są.

Ponieważ lawenda wciąż kwitnie, muszę zaopatrzeć się w jeszcze przynajmniej jeden woreczek. Skoro mam taki obfity rok, to muszę korzystać.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Cmentarz Glasnevin, Dublin




Wybraliśmy się na wycieczkę do ogrodu botanicznego w Dublinie. Tym razem, korzystając z tego, że byliśmy we dwoje, skręciliśmy na cmentarz, sąsiadujący z ogrodami.

Cmentarz Glasnevin został otwarty w 1832 roku dzięki staraniom Daniela O'Connell, irlandzkiego przywódcy narodowego, który zresztą spoczywa w krypcie pod wieżą - podobno najwyższą, okrągłą wieżą w Irlandii.
Na terenie cmentarza znajduje się muzeum Powstania Wielkanocnego z 1916 roku.
Dostępne są też wycieczki z przewodnikiem, który opowie niesamowicie ciekawe historie dotyczące cmentarza i tych, którzy na nim spoczywają.


Teren jest dość solidnie zadrzewiony. Rosną tam wiekowe buki, klony czy cisy. Dodają one powagi temu miejscu, to one kreują specyficzną atmosferę starych cmentarzy.





Wiele krzyży przyciąga uwagę swoimi zdobieniami:




Tam, gdzie otaczają nas wysokie, ozdobne nagrobki, oznacza to, że przechodzimy po wiktoriańskiej części cmentarza. Im wyższy, ozdobniejszy nagrobek, tym zamożniejsza rodzina tam spoczywa.





Tylko najbogatszych stać było na piwnice/grobowce. Ci najbiedniejsi chowani byli często w bezimiennych nawet mogiłach.




Cmentarz od samego początku podzielony był na strefy. I tak oprócz wyraźnej "zamożnej" części, wyróżnia się tą, gdzie chowani byli ludzi po przejściu zaraz(cholery, tyfusa, czarnej ospy), ludzie z określonych frakcji politycznych, kościelnych, itp.















Ocienioną aleją cisów idziemy w kierunku kolejnych, ozdobnych krypt i pomników





W jednym z takich ozdobnych grobowców leży arcybiskup Dublina, zmarły w 1885 roku. Dlaczego zrobiłam zdjęcie akurat temu nagrobkowi? Przykuł uwagę zdobieniami i mozaiką na podłodze. Tak naprawdę jednak, można by było robić setki zdjęć, prawie każdej rzeźbie, wstawić tu z tysiąc ujęć, a i tak nie pokazałoby się wszystkiego...



Oto i wspomniana wcześniej, najwyższa okrągła wieża w Irlandii. W krypcie pod nią leżą szczątki Daniela O'Connella i jego rodziny. Wieża jest otwarta i po zaliczeniu prawie 200 stopni, można raczyć się widokiem panoramy Dublina.
Wszystkie informacje udzielane są w biurach turystycznych i na stronach internetowych.



Oczywiście nie mogło zabraknąć grobów tych, którzy walczyli o wolność. Nie znajdziemy tu straconych przywódców Powstania Wielkanocnego, oni leżą zupełnie gdzie indziej.

O godzinie 14.30 zaczyna się warta przy grobie jednego ze sławnych liderów Irish Republican Brotherhood(Irlandzka Wspólnota Republikańska), którzy walczyli o wolność Irlandii.


Przewodnicy podkreślają jednak, że sam grób znany jest z tego, że zostały na nim wyryte znamienne słówa jednej z najważniejszych i najgłośniejszych przemów nawołujących do walki o wolność.


Cmentarz Glasnevin ma jeszcze wiele zakątków, do których nie zajrzeliśmy. Obiecaliśmy sobie, że następnym razem wykupimy wycieczkę z przewodnikiem.








Kto chciałby poczytać więcej, zapraszam tutaj i tutaj

niedziela, 29 lipca 2018

Mały remont...




...ciągnie się i ciągnie.
Mieliśmy tylko pomalować pokój Moniki i Izy, ale przy okazji poodczepialiśmy półki, których nie używają, więc było gipsowanie ścian. Potem likwidowanie grzyba na suficie, po czym ruszyłam szpachelką silikon przy ramie okiennej i zaczął odstawać, więc zdjęłam go całościowo i oczywiście zasilikonowałam od nowa. Wszystko to, to takie mniejsze prace, ale na tyle upierdliwe, że malowanie się przeciąga. Za każdym razem trzeba odczekać, dać wyschnąć preparatowi, albo farbie.... już po cichu mam tego dość. Pociesza mnie tylko myśl, że przynajmniej będzie zrobione wszystko porządnie.

Kiedy mam wolną chwilę, której nie przeznaczam na czytanie, zabieram się za kolejne małe projekty.

Odnowiłam lustro do łazienki:


W oryginale było ciemno złotego koloru. Musiałam położyć 3 warstwy farby, żeby ładnie pokryć całą powierzchnię.


Zdjęcia robione jeszcze przed warstwą ostateczną.

W tym roku lawenda kwitnie mi jak szalona. Już mam sporo jej zebranej i ususzonej.:



Nie lubię, kiedy tak się przewraca; nie planuję żadnych kompozycji kwiatowych z jej udziałem, więc trzeba uszyć woreczki.



Znalazłam, na początek, dwa kawałki materiału wsypowego. Leżały tak u mnie bez sensu, więc wykorzystam je właśnie na lawendę.


Wymyśliłam sobie, że kwiaty wyszyję po swojemu. Pierwszy to była porażka, ale dzięki niemu zaczęłąm sobie powoli przypominać to, co lata temu przecież umiałam. Zadziwiło mnie ogromnie, jak człowiek wychodzi z wprawy!

Kiedy już grzebałam w materiałach, w ręce wpadło mi płótno, a w zasadzie jego resztka. Zrobiłam sobie z niego wprawkę z haftu richelieu. Chwalić się w tej chwili nie mam czym, bo wszystko to, co prezentuję, to prace przypomnieniowe:) Od czegoś jednak trzeba zacząć, wracając do technik, których przez lata się nie używało.


niedziela, 22 lipca 2018

Glendalough, Co.Wicklow



Wycieczka w góry, tym razem bez dzieci.

Cóż mogę tu opisywać, skoro wiele razy już pokonywaliśmy tę trasę? Dodam tylko, że wczoraj weszliśmy na szczyt, który zawsze pozostawał poza zasięgiem ze względu na zniechęcenie dzieciaków. Dziewczyny, na krótko przed wejściem na samą górę, chciały wracać, a było to tym łatwiejsze, że w tamtym miejscu odbijała ścieżka zawracająca w dół.

Zapraszam na kilka zdjęć. Mało, bo raczej cieszyłam oczy widokim i chłonęłam otoczenie.











Ścieżką, widoczną na poniższym zdjęciu, zawsze wędrowaliśmy z dzieciakami.






Poniżej widoczna jest ścieżka do wioski górników:




Góry już kwitną wrzosami:















Jeszcze przed szczytem...



I już na miejscu




Wycieczka udana, aczkolwiek turystów całe mnóstwo. Glendalough jest niezwykle komercyjnym miejscem i w czasie wakacji spokoju się tam nie znajdzie. Trzeba wybierać inne trasy, trudniejsze, bardziej wymagające, na które turyści się nie porywają.

W drodze powrotnej jeszcze kilka ujęć owiec, które pasą się wprost przy drogach i oczywiście maszerują sobie gdzie chcą.