środa, 18 kwietnia 2018

Zaległe prace



...czyli delikatny, wiosenny szal na szyję, który powstał ze spódnicy.



Odcięłam ją w połowie, może troszkę wyżej, przymierzyłam czy dam radę owinąć się tym dwa razy i zaczęłam obrabiać szydełkiem



Jako spódnica, jakoś mi nie leżała; może koloy, może fason... nie wiem. Zobaczymy jak sprawdzi się jako wiosenna apaszka.



Do półsłupków dołożylam szerokie łuki, chyba ze dwa rzędy i na końcu takie niby-wachlarzyki. Ponieważ robiłam to z głowy i w dodatku w odstępach czasowych, wszystko jest nieregularne. Co jakiś czas wachlarzyk zmienia kształt, ale w sumie, w całości, tego tak bardzo nie widać.



Kończę też drugą parę skarpetek. Pierwsza była zupełnie gładka. Druga ma na wierzchu delikatny ażur, taki najprostszy: dwa z jednego i dwa razem.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Dublińskie ZOO




Wiosna, lepsza pogoda to i zaczynamy myśleć o wyjazdach. Ostatnia sobota miała być nie tylko w miarę ciepła, ale i słoneczna; słoneczna, to może zbyt mocne słowo, ale jak na tutejsze warunki, nie można narzekać.
Już w piątek zaplanowaliśmy wyjazd do dublinskiego ZOO. Skoro zaplanowaliśmy - dwie młodsze zrezygnowały z pójścia na urodzinowe przyjęcia do swoich koleżanek z klasy, na rzecz wyjazdu - to A. zakupił bilety online, żeby było szybciej i przyjemniej i następnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę.
W ZOO nie byliśmy od dwóch lat, a jak pisałam już kiedyś, co roku pojawiało się coś nowego, coś co urozmaicało wizyty. Teraz też tak było.

Ot, choćby repliki drzew, które połączone są linami, po których przechodzą sobie małpy. To była dla mnie nowość.



Jak widać na zdjęciach, zbyt wiosennie jeszcze nie jest. Na zdjęciach z 12 kwietnia 2006 roku jesteśmy w ZOO ubrani w letnie rzeczy. Co za różnica :)


Na wybiegu dla fok, czy raczej basenie, zrobiono możliwość obsewacji tych zwierząt pod wodą.  Coś pięknego, kiedy tak z gracją pływają!



Flamingi urzekły Izabelkę, która zafundowała im całą sesję zdjęciową.



PO raz pierwszy udało się nam zobaczyć panterę śnieżną, która była tam zawsze, ale zawsze też ukrywała się gdzieś w swojej małej jaskini. Teraz leżała, ba, dwie leżały w pełnym słońcu i leniwie rozglądały się dookoła.
 

Przy okazji dowiedzieliśmy się, dlaczego pantera śnieżna ma taki długi i dość szeroki ogon. Otóż w mroźne dni, leżąc, owija nim sobie pysk, jak szalikiem. Chroni to ją przed ostrym wiatrem i mrozem.


Piękna, prawda?


W pawilonach z krajów tropikalnych, akwateraria też można podglądać do samego dna, czego wcześniej nie było.



Pojawiło się wiele interaktywnych zabawek, typu spreparowanych skór gadów, węży, itp., które można dotykać. Izę zafascynował szkielet węża, a potem bawiła się, naciskając przycisk i słuchając jak wypchany grzechotnik grzechocze końcówką ogona.



W kolekcji znajduje się czaszka hipopotama z dublińskiego zoo, który umarł po tym, jak jeden ze zwiedzających wrzucił mu jabłko; zwierzę udusiło się gdyż cały owoc utkwił mu w gardle. To pokazuje dokładnie, dlaczego nie wolno karmić zwierząt!

Repliki dinozaurów zafascynowały dzieciaki.









I na koniec nasza trójka już nie maluchów:


niedziela, 8 kwietnia 2018

Kwiaty...



...wokół nas.

W domu kwitły mi szafirki - oszukane, bo według etykiety, miała to być zupełnie inna odmiana. Tylko dlatego je kupiłam, wszak takich, jak na zdjęciu, w ogródku mam zatrzęsienie. Trudno.



Stały na kominku, w cynowym dzbanuszku - nie wiem, jak to się stało, że nie mam zdjęcia kompozycji! - i cieszyły oczy. Wczoraj wywędrowały na taras.



Do tego, na parapecie, a potem również na kominku, dołączyły do szfirków miniaturki tulipanów. W dniu zdjęciowym rozwinęły się tak szeroko, że zaczęły przypominać zupełnie inne kwiaty. Wczoraj również wywędrowały na taras.



Po świętach zapragnęłam róż...



Krzaczorów z wielkanocnych kompozycji wciąż miałam sporo, więc połączyłam je z tymi szlachetnymi kwiatami.




Tymczasem w ogrodzie pierwsze tulipany dostały rumieńców.



...by już dzień później zacząć rozchylać pąki.


W takiej ilości tulipany mam pierwszy raz w swoim irlandzkim ogródku. Jako obiekt zdjęć są niezwykle wdzięczne.



Czerwone zaczynają kwitnąć pierwsze, ale... mam też drugą, późniejszą odmianę czerwonych; kwitną razem z narcyzami. Zaplątały się takie dwie cebulki w torbie z żonkilami i kwitną już drugi rok.



Teraz czekam na pokaz innych kolorów.

środa, 4 kwietnia 2018

Pierwsze wycieczki



...a raczej krótkie wypady, spacery....

Zimno u nas straszne, jak na tę porę roku. Z rozczuleniem wspominam lata, kiedy na paradę Św. Patryka szłam ubrana prawie na letnio, a w kwietniu mieliśmy już pały. Gdzie ta pogoda?

Na spacerach, przynajmniej tych, które stale powtarzamy, dzieci anektują aparat. Prawie wszystkie zdjęcia w wykonaniu Izabeli. Tylko te, na których jest ona, robiła Monika.

Ta wysoka dziewczyna to Monika. Wyciąga się w górę, że szok. Pamiętajmy, że idzie obok A., który ma 2m wysokości:)



"Stańcie razem, stańcie razem!" - krzyczała Iza.















Nasza najstarsza latorośl:



I kolejny dzień, kolejny spacer - do koni. Monia w swojej ulubionej kurtce. Bardzo lubi ramoneski, ale nie może się przekonać do tych z zapięciem asymetrycznym. Wydają się jej głupie.



Konie zjadły dwa kilo marchwi i pozwoliły się jeszcze trochę pogłaskać, po czym każdy ruszył w swoją stronę. Zdjęć nie ma, bo wydzielałam marchewkę, a w tym samym czasie jeden z koni próbował wsadzić mi pysk, albo do kieszeni, albo do torby. Aparat poszedł w odstawkę.

Wszystkie zdjęcia wykonane znowu przez Izę:





I na koniec sama Izabelka, uczesana, ustawiona i obfocona przez Gosię.


Moje najstarsze dziecko robi zdjęcia tylko smartfonami, a więc w sytuacji, kiedy dostaje aparat z manualnym ustawieniem parametrów, pada. Tutaj światło z tła samo się nie poprawi.... ale uważam, że i tak udane zdjęcia. Najmłodsza przeszczęśliwa, że może pozować.


środa, 28 marca 2018

Wielaknoc po raz trzeci



...i chyba ostatni, jeśli idzie o ozdoby.


Z włóczkowych jajek, które mi zostały, zrobiłam mini dekorację w oknie:



Na zdęciu z lampą widać je troszkę lepiej. Z zewnątrz nie mogłam uchwycić uroku ażurowych jajek, bo szyba odbijała, wyjątkowo dzisiaj błękitne, niebo.



Na kominku pojawiły się kurki, zarówno z poprzednich lat, jak i tegoroczne.


Kolory wybierały dzieci, a ja szydełkowałam



Wypróbowałam nowy wzór z gazetki, wzór na dużą kurkę i nie wiem dlaczego, ale wyszła jakaś niekształtna; nie mogę jej w żaden sposób wymodelować. Osobiście mi się nie podoba, ale Monika powiedziała, że ma najładniejsze kolory i chce, żeby tu stała.


Ta mniejsza już wyszła ładnie i stoi sobie nawet bez uszytwniania:



I na koniec prezent od koleżanki:




Myślę, że z dekoracjami skończyłam w tym roku. Co najwyżej pozostało mi ubrać koszyczki na święconkę.

piątek, 23 marca 2018

Wielkanocnie po raz drugi




Osłonki szydełkowe, które dostałam od Uli, już są zagospodarowane.



Miałam kilka ufarbowanych jajek, które akurat nadawały się na te ubranka. Już leżą sobie w koszyku i czekają na święta:



We wtorek coś mnie podkusiło i zrobiłam jajka ażurowe. Kiedy dzieci to zobaczyły, poprosiły, żeby wykonać po jednym dla ich nauczycielek. Owinęłam więc dodatkowe balony i wyliczyłam sobie, że w weekend je ozdobię. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w czwartek znajoma przypomniała mi o piątku, tym dzisiaj- 23 marca - jako o ostatnim dniu szkoły przed świętami!
Zupełnie mi to umknęło i cały ostatni tydzień wmawiałam moim dzieciom, że szkołą trwa jeszcze w kolejnym...



Zatem, czasu na ozdabianie nie miałam prawie wcale. Nie miałam też materiałów, poza tym, co w domu. Co wykombinowałam?



Na szybko wydziergałam motylki, całą masę, tyle, ile mi czas pozwolił...



Nie było mowy o zabawie w bardziej skomplikowane wzory!
Kiedy już miałam trochę szydełkowych owadów, przymocowałam je klejem do jajka. Można by było bawić się w przypinanie, ale podejrzewam, że w tej opcji są bezpieczniejsze z moimi dziećmi. Jest szansa, że dotrą do rąk nauczycielek w mało zmienionej formie:)



Dziewczyny same dopasowały sobie motylki do koloru jajek. Ulubiony kolor sprawdziły wcześniej z nauczycielkami.

Teraz same motylki... Wzór, a raczej film jest w linku. Bardzo dobrze opowiedziane i pokazane. Zrobisz jedno skrzydełko i już masz ideę, jak to idzie. W moim przypadku braku czasu było to rozwiązanie idealne.