środa, 20 lipca 2016

Spacer w Ballybrittas




...czyli wyjście w przyjemną pustkę. Przez trzy godziny chodzenia nie spotkaliśmy ani jednej osoby na trasie.




Zaraz na początku przywitały nas dwa stare cisy z pokręconymi pniami:



Jeżyny kwitną na potęgę; wybrać się tam w odpowiedniej porze, to pewność nazbierania kilku kilogramów.







Mała kładka prowadząca w las świerkowy:






Róże gdzieś na poboczach...



I znowu zieleń....




Rosnące dziko naparstnice:







Dzieci zawsze, ale to zawsze! musiały przeskoczyć przez bramkę:



...albo przynajmniej się na niej pobujać :)



Wędrowaliśmy przez zupełnie puste przestrzenie łąk:



Zupełnie przypadkowo - bąk uchwycony w locie:



I kolejna dzika róża. Wszystkie zdjęcia robione z bardzo daleka, czego niezmiernie żałowałam, bo te kwiaty wychodzą przepięknie na fotkach. Nie było jednak możliwości podejścia bliżej.



W wyciszającej zieleni lasu wracaliśmy do auta


czwartek, 14 lipca 2016

Ogród nie czeka...




...aż wyjdę z ciągu czytelniczego, czy też wrócę z kolejenj wycieczki. Ogród rozkwita...

Po majowej wizycie moich rodziców został mi liliowiec - dostałam go od nich w prezencie :)



Już na początku lipca zakwitł...








W ogrodzie zielono od tego ciągłego deszczu. Powojniki zakrywają już prawie całe ściany, a przecież część z nich była cięta prawie nad ziemią.




Niezawodne lwie paszcze:



...i nowe odmiany powojnika - to zdaje się 'Warszawska Nike'



...a tu 'Jan Paweł II'






Do tego mam melisę, z której intensywnie korzystam:


I miętę dwubarwną, którą to rok temu ktoś mi wytknął jako błąd, bo podobno to plektrantus :) Nie, to nie plektrantus, to mięta :)




Na początku czerwca na froncie wciąż kwitł powojnik górski:



Ale doszła też nasturcja i hosty w pojemnikach:



W tej chwili już wszystko sie rozrosło i obsypało kwieciem:



Niedawno skończył kwitnienie bluszcz, który obrasta moje ogrodzenie; pszczoły miały tam wiele pracy, tylko buczenie sie rozlegało całymi dniami:



Teraz czas geranii i lobelii:












To jeszcze raz front z wypalona trawą! Chyba gmina zarządziła spryskanie chwastów na chodnikach i oto efekt tych, którym "zawiało" roundapem w mój ogród!






Róże...






A na patio króluje donica z mieszanką: fuksja, bakopa, gerania:



Do następnego! Pozdrawiam kwiatowo.

poniedziałek, 11 lipca 2016

I po urlopie



... Mąż dzisiaj wrócił do pracy po tygodniu spędzonym w domu. W zasadzie nie w domu, bo w ciągłych rozjazdach, bliższych i dalszych. W sumie, przez cały ten urlop, zrobiliśmy coś około 1000km. Nie dużo, wydawałoby się, ale kto ma dzieci wie, że te kilometry trzeba jakoś wytrzymać z nimi w aucie i to bez elektronicznych urządzeń rozrywkowych typu tablet, itp.

Nie udało się nam w tym roku wyjechać nigdzie na dłużej. Wszystko to były wypady jednodniowe. I tak na szybko zajawka:


Heywood Gardens (wpis1, wpis2,wpis3) niedaleko miasteczka Abbeyleix



Ballybrittas, maleńka mieścinka(bo nawet nie miasteczko) w naszym hrabstwie. Tam wypuściliśmy się na spacer w dzicz:



Piękny kościółek - także Ballybrittas:



New Ross,  Dunbrody - statek muzeum; tym właśnie statkiem Irlandczcy płynęli/uciekali do USA i Kanady w czasach Wielkiego Glodu.



Dunbrody Abbey & Maze czyli Opactwo Dunbrody i Labirynt... wszystko to i razem i jednocześnie oddzielnie, ale o tym w szczegółowym opisie.



I oczywiście nasza podróż pustymi prawie autostradami - bo dość wcześnie, w dodatku w sobotę! Kto mądry wstaje o tej porze, no kto?



...a podróż do Bunratty! Tym razem powoli, wręcz leniwie, przespacerowaliśmy się po skansenie i twierdzy. Zajęło nam to niespełna 5 godzin :)



Po tak intensywnym - a jeśli nie intensywnym, to przynajmniej długim - zwiedzaniu zakotwiczyliśmy w pobliskim pubie. Nawet nie zabieraliśmy auta z zamkowego parkingu, tylko wyszliśmy za ogrodzenie i już... Durty Nelly's Inn powitał nas bardzo gościnnie. Zostaliśmy tam kolejną godzinę.



I tak po tygodniu "obijania się" czas wrócić na ziemię. Pozostało nam czekać co najwyżej na weekendowe wycieczki.

wtorek, 28 czerwca 2016

Japońskie Ogrody, Co. Kildare



Zanim zacznę na temat wycieczki wielka nowina:



Zostałam po raz pierwszy ciocią!!!! Mojemu bratu urodził sie dzisiaj, w godzinach rannych, synek. Pierwszy chłopak w rodzinie :)



Teraz powrót do tematu.
Miejsce piękne, bajecznie piękne; porównuję swoje wspomnienia sprzed 7 czy 8 lat i stwierdzam, że wprowadzono trochę zmian, poprawiono wygląd niektórych zakątków.  Mówię tu o Stadninie Koni i Ogrodach Japońskich w Kildare, w hrabstwie Kildare.

Opłata za wstęp wpuszcza nas na teren ogrodów i stadniny, gdzie można dołączyć się do grupy z przewodnikiem i posłuchać o historii tego miejsca, hodowli koni, koni championów(czy też czempionów, jak ktoś woli), itd., itp.

Na ogrody składają się:

- ogród japoński

- ogród Św. Fiachra

Poza tym cała stadnina położona jest na ogromnych połaciach, po których można spacerować całkiem długo.

Wybraliśmy sie tam około dwóch tygodni temu, kiedy po południu nie mogliśmy w zasadzie jechać nigdzie indziej, bo było już za późno. Stadnina leży około 25min. drogi od nas, z czego około 10min jedziemy autostradą żeby nieco przyspieszyć :)

Zapraszam na spacer.






Dzień był nieco pochmurny, stąd te troszkę ponure zdjęcia.






St. Fiachra's Garden











Łabędzie uchwyciłam z ukrycia, by ich nie niepokoić















Pustelnia









Aleja brzozowa wzdłuż końskich wybiegów:



Przepiękna rzeźba



I kolejna, związana tematycznie z miejscem:



O samej wycieczce będzie nieco więcej kojnym razem.