poniedziałek, 27 marca 2017

Slieve Bloom Mountains...




...pierwszy raz w tym roku, ale za to dzień po dniu!


Drogi jeszcze mokre i śliskie, ale skoro mamy pogodę, to nie można tego przegapić.



Najstarsza, mimo krzyków, że absolutnie nie jedzie!, potem nawet wydawała się być zadowolona.


Mało jeszcze liści, ale za to mchy nadrabiają ten brak i to teraz wyeksponowane jest ich piękno.


Popołudniowe słońce daje tej miękkości światłu i zdjęcia maja zupełnie inny klimat


Po takich wypadach buty idą od razu do czyszczenia albo prania:







Zaczynają kwitnąć kolczolisty:









Oczywiście doszliśmy do wodospadów:






Czasem trzeba było iść w wodzie lub - jak ktoś woli - płynąć z prądem :)







Dwa, całkiem intensywne dni, spędzone w pięknej pogodzie!

piątek, 17 marca 2017

Krótki wpis szałowy...



...a raczej szalowy :)


Mieszanka dwóch różnych nici - jedwabiu i cienkiego, jak pajęczyna, moheru. Tak powstał szal...




Wzór, który powtarzam do znudzenia, węzły Salomona:




Okrasiłam je kwiatami, żeby dodać tego "czegoś"...



Kolor to złaman biel, chyba tak można go określić.



W czytaniu natomiast mamy znowu H. Mankella:


W polskich wydaniach sa to, według kolejności zdjęć:
"Wspomnienia brudnego anioła"
"Ręka"
Swoją drogą ciekawe podejścia do tytułów :)

poniedziałek, 13 marca 2017

****



W dniu bierzmowania mieliśmy taką sobie pogodę, ale dzieci pięknie pozowały na zimnie :)



Iza postanowiła pokazać, że też już jest duża i włożyła moje buty :) prawie nie widać, że moje :)




A. dostał wolne na ten dzień, więc nam akompaniował podczas uroczystości.



I na koniec bardzo zabałaganione, roboczo-domowe zdjęcie Gosi uczesania:




Tymczasem już od soboty pogoda się poprawiła - prawie zdecydowaliśmy się na wycieczkę - aż żal było nie zrobić kilku fotek.


Oto szafirki:







Kolejne niebieskości, to hiacynty - jak one pachną!!!!





I fiolety - fiołki:






Nie mogłam się oprzeć :)



Z tej radości wiośnianej umyłam nawet okna na piętrze i przymierzam się do poważnej kąpieli auta...


czwartek, 9 marca 2017

Pracowite 2 tygodnie



....za nami. Jeszcze pozostaje trzeci intensywny i może w końcu zabiorę się znów za dom.



Tydzień temu dzieci miały w szkole "Dzień Ulubionych Postaci Książkowych". Zamiast mundurków - kto chciał - mógł przyjść przebrany za swoją ulubioną postać z książki.

Klasa najstarszej - 6 - prawie się wyłamała i jakoś nie specjalnie garnęła się do przebieranek. W końcu to już  najstarsi! w tej szkole ;)
Najmłodsza postanowiła być Alicją z Krainy Czarów. Bardzo lubi tę książkę, a ostatnio oglądała ekranizację "Alicji po drugiej stronie lustra" i zakochała się w filmie. Jej strój był prosty: sukieneczka, opaska na rozpuszczonych włosach... i gotowe.

Monika wybrała bohaterkę irlandzkiej książki "Under the howthorn tree"(Pod drzewem głogu) autorstwa Marity Conlon-McKenna. Proszę tu nie mylić z filmem "Pod krzewem głogu", to zupełnie inna bajka, że tak to ujmę. 

Monia wybrała najstarszą z trójki rodzeństwa: Eily. Należało ubrać córę w stare, schodzone ubrania, do tego odpowiednio dobrane do czasów Wielkiego Głodu. Przerobiłam jej spódnicę i dodałam brązowy szal na ramiona, szarą koszulę z długim rękawem, rozpuściłam i potargałam włosy i... poszła zadowolona. Poniżej okładka książki, dla porównania:




Niestety, nie mam zdjęć z tamtego dnia, bo wszystko było w pośpiechu i tak jakoś wyszło. 



Za to w tym tygodniu, mamy "Dzień Wody", czyli wszystko o wodzie, jej zużyciu, oszczędzaniu, itp. Dzieci miały wymyśleć coś związanego z tą tematyką. Jeśli nie strój, to choć ubrać się na niebiesko(kolejny dzień bez mundurków). 

Iza chciała być akwarium i z tekturowych kartonów i papieru złożyłyśmy projekt. Iza dzielnie pomagała w malowaniu i wycinaniu.








U Moniki miało być prosto, bo stwierdziła, że tylko ubierze się na niebiesko. Wymyśliła sobie, że będzie wodospadem, więc niebieska sukienka wupełnie wystarczy. I tak to trwało do poniedziałku. Na szczęście postanowiłam, tak na wszelki wypadek, upleść jej kapelusz i pomalować na białoniebiesko. W poniedziałak wieczorem zaczęła marudzić, że jednak chciałaby coś, tylko już późno... przetrzymałam ją do wtorku i kiedy przyszła ze szkoły zobaczyła to:





W środę poszłam na strych, wyciągnęłam niebieskie firanki i białą siateczkę i złożyłam z tego spódnicę, którą wieczorem ozdobiłyśmy rybkami - domyślnie skaczącymi w wodzie wodospadu. Oto Monia:













Mam nadzieję, że bedą się dobrze bawić!



A jutro... bierzmowanie Gosi....jak to zleciało!!!!

czwartek, 2 marca 2017

To co w nitkach




...się dzieje...

Wiosenna chustka na szyję leżała już dwa miesiące i czekała na wpis, sweter chyba ze 3 tygodnie... jakoś mi nie po drodze z internetem.

Zdjęcia też takie sobie, bo nie mam nikogo, kto by mnie obfocił :)

Chustka najpierw była po prostu błękitna, ale czegoś mi w niej brakowało...


...dołożyłam więc obwódkę z białej bawełny:


I ostatecznie mnie to zadowoliło:


Na chłodną wiosnę będzie akurat dobra, bo osłoni trochę szyję, a nie zagrzeje zbyt mocno. Obie nitki to 100% bawełny.

Teraz sweter, który miał być ciepły, leciutki i większy, żeby pozostał luz.



Na sweter poszło mi niecałe 200g włóczki. Jest bardzo lekki, ciepły, otula mgiełką mięciutkiej wełny i na chłodne wieczory irlandzkie będzie akurat...



Rękawy zrobiłam sporo za długie, żeby móc schować w nie dłonie. Nauczyła mnie tutejsza pogoda, że dobrze jest mieć coś, co narzuci się na bluzeczkę, sukienkę i sprawa rozwiązana; poza tym taki sweter jest idealny po wyjściu z basenu, kiedy wracamy ponad 20km do domu.



Teraz zabieram się za tę mieszankę merino z czymś tam jeszcze. Cienizna niesamowita, ale mam już pod nią projekt - tym razem z gazety sprzed 6 czy więcej lat :)



Cały czas, powolutku, powstaje serduszkowy obrus... już 3 chyba...



Piękny kolor, choć kiedy go kupowałam online, wcale nie byłam tego taka pewna.


Nić to microfibra, śliska niesamowicie, ale efekt przepiękny. Tak mi się spodobała, że mam chyba jeszcze 3 pudełka, czyli około 24 czy 30 motków. Nie jest to jednak tak dużo, bo na ten obrus pójdzie na pewno jedno opakowanie czyli 8 lub 10 moteczków(nie pamiętam ile jest w jednostce).


Jeszcze zdjęcie żonkili - tych najpierwszych, zaraz po miniaturach. Teraz są w pełni kwitnienia, a za chwilę dołączą do nich "bracia" w wersji pełnych kwiatów.



Zakupiłam też - i mam nadzieję, że tym razem urośnie - konwalię:


Muszę tylko poszukać takiego miejsca, żeby nie przeszkadzała, kiedy się, ewentualnie!, rozrośnie. Chyba, że pozostawię ją w pojemniku. Już rozmawiałam ze znajomym budowlańcem, żeby zachował dla mnie jak największe pojemniki po gipsach, klejach czy takich tam...