środa, 28 stycznia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie




...z Maknetą.



Ponad rok trwała moja przerwa we wspólnym czytaniu, co nie znaczy, że nie sięgałam po książki.

Tym razem zabieram się za "Dziecko śniegu", o którym ktoś, kiedyś wspomniał, właśnie podczas akcji u Maknety. Książki nie było można zdobyć u nas ot tak, po prostu. W końcu mój małżonek zakupił w tajemnicy i podarował.
Razem z książką moja zaczęta chusta/szal. Bardzo przyjemny wzór, aczkolwiek przyrasta bardzo powoli.




wtorek, 27 stycznia 2015

Drzewa, drzewa...



Teraz przyroda w Emo - kolejna porcja zdjęć z sobotniej wycieczki.

Daglezja zielona, czyli Pseudotsuga menziesii. Jej piękne szyszki wyraźnie odcinają się na tle zieleni igiełek. 



Cypryśnik błotny...  też cieszy oczy rozchylonymi szyszkami



To, co porasta korę, o tej porze roku jest dobrze widoczne, bo konary nie chowają się pod gęstwiną zieleni.



Korony drzew rysują się pięknie na tle czystego nieba



...a słońce tworzy malownicze scenerie, z pniami w roli głównej:



Zawsze o tej porze roku robię najwięcej zdjęć drzewom. Poniżej przepiękny Cedr libański - jego korona zawsze wyraźnie odcina się na tle nieba, ale w zimie i początkach wiosny, jest najbardziej widoczna.


Na kolejnym zdjęciu olchy:



I dąb... za chwilę wszystkie te gałązki  i konary znikną pod warstwą liści.



Teraz też mchy, porastające pnie obficie, niemalże świecą zielenią i przyciągają wzrok. Później już nie będzie  tak szalonego kontrastu.






Dzień był piękny, słoneczny, jakby przyroda specjalnie stworzyła odpowiednie warunki do zdjęć.







Betula utilis widoczna z daleka dzięki bielutkiej korze, najbielszej wśród brzóz.



I dobrze znana Brzoza brodawkowata, też łądna, ale jakby nieco wyblakła na tle poprzedniczki:



Oczywiście nie mogło zabraknąć bluszczu, który rośnie wszędzie!



Aleja cisów:


...tworzących niemalże czarną ścianę...


I w końcu dostojny starodrzew. Na pierwszym planie widać nowe nasadzenia po tragicznej zimie 2010, kiedy część olbrzymów nie wytrzymała mrozów.








poniedziałek, 26 stycznia 2015




Na początek tygodnia coś z mojego ogródka.

Najpierw tego w domu:



Zakwitła na parapecie: Szachownica kostkowata - Fritillaria meleagris, którą z czasem przeniosę do ogrodu. Póki co, cieszy oczy pierwszym kwiatem.


Pod naszym płotem już bieleją pąki przebiśniegów. Z każdym dniem są większe i większe.


...a hiacynty też nieśmiało wychylają pąki, które są niedostępne dla ślimaków za względu na pokruszone skorupki jajek.


Zanim wysypałam skorupkami, ślimaki zdążyły ponadgryzać wyłaniające się liście. Teraz rośliny są bezpieczne.

sobota, 24 stycznia 2015

Park w Emo po bardzo długiej przerwie



W pewnej chwili przestaliśmy odwiedzać Emo, bo dziewczyny czuły przesyt. Na każdą wzmiankę o tym parku, krzyczały zgodnym chórem: nie!

Disiaj, mimo że pogoda była słoneczna, zimno przenikało niemalże do szpiku kości. Zdecydowałyśmy się jednak wybrać na spacer. Chciałąm, żeby trochę rozruszały kości, i przewietrzyły mózgi. Dzieciaki były nawet zadowolone; patrzyły na te same miejsca jakby nowymi oczami. Wszystko je znowu cieszyło.

Ponieważ rodzina trochę narzeka, że dawno nie widziała aktualnych zdjęć naszych pociech, ten wpis będzie głównie z nimi.

Oczywiście każde zdjęcie to wygłupy.



...i pozowanie na milion sposobów. Najstarsza wchodzi właśnie w wiek, kiedy wstydzi się samej siebie, nie potrafi już naturalnie stanąć, jeśli tylko wie, że patrzę na nią przez szkło obiektywu.



Monika, choć początkowo otulała się troszkę swoim kożuszkiem, po chwili stwierdziła, że gotuje się z gorąca. Był moment, kiedy wręcz chciałą zdjąć wierzchnie okrycie.



Izabelka kocha ciepełko i w okresie zimowo-wiosennym nie wychodzi z domu bez czapki i szalika. Sama, z własnej woli, naciąga najcieplejsze okrycia głowy. W tym roku jest to jej ulubiona czapka, którą nazwała toffi:



Oczywiście wszystko, co na trawnikach i wkoło drzew, dzieciaki musiały obejrzeć, dotknąć... i tylko dlatego, że kategorycznie odmówiłam noszenia szyszek i omszonych patyków  w swojej torbie, dzisiaj samochód nie został zaśmiecony toną zieleniny i drewna.



Kurtki i rękawiczki ucierpiały nieco od pocierania omszonych drzew. Wszystko nabrało irlandzkiego zielonego koloru.




Słońce nam przyświecało podczas całego spaceru i trochę "ocieplało" klimaty.




Pod Cyprysem olbrzymim nie mogło zabraknąć zdjęcia. Z roku na rok, w naszej kronice rodzinnej pojawia się conajmniej jedno zdjęcie na jego tle. Przyciąga nie tylko moje dzieci. Chyba wszyscy, którzy nas odwiedzili, mają też podobne zdjęcia.



I oczywiście sekwoje, metasekwoje i wszystkie inne olbrzymy, wkoło których trzeba koniecznie pobiegać!



W końcu idziemy w stronę jeziora...



Już z daleka widać falowanie trzcin, które o tej porze roku przyjemnie szeleszczą. W zasadzie wydawać by się mogło, że przed nami wyłania się jakaś preria...


...która z czasem przeobraża się w jezioro. Ptactwa wodnego całe mnóstwo.



Krajobraż jeszcze typowo zimowy, ale kaczki już wiosennie rozbrykane.



Czapla, ze stoickim spokojem, przyjmuje dźwięki rozmów ludzi. W tamtym roku widziałam dwie w Emo. Mają gnaizdo w jednym z ukrytych zakątków, dostępnym tylko z góry.



Udało mi się w końcu obfocić kurkę wodną. Zwykle uciekają szybciutko i są oddalone od aparatu, który nie nadąża z ostrością. Dziś się udało!



Może dlatego, że cała jezioro było pokryte lodem? Kurka nie przemieszczała się tak szybko, a raczej tuptała sobie w miejscu.

Dziewczyny podziwiały lód - nieczęste zjawisko, a dwójka nastolatków z niemniejszą ciekawością i zaangażowaniem, próbowałą rozbić jego taflę. Nie wiem czy ostatecznie udało im się wpaść do wody, czy nie, bo nie miałam czasu na dalsze obserwacje.



W międzyczsie zrobiłam kilka zdjęć moim "maluchom".
Iza oparła się o drewnianą poręcz i w skupieniu obserwowałą ptaki.



Monika już zwietrzyła moje zamiary i strzelała głupie miny jedna po drugiej



Gosię uchwyciłam z zaskoczenia:



I  w końcu nadszedł czas na powrót:





Park, choć wciąż w szacie raczej zimowej, wygląda pięknie.



Wszystkie miejsca niemalże wołąją: przyjdź wiosną, będzie jeszcze ładniej!





Na koniec dzieci nawet nie narzekały na zmarznięte ręce. Szły pełne energii, wesołe...


...a to była zaledwie godzinka spaceru.


Kolejny wpis z Emo będzie o drzewach i również mocno fotograficzny.