sobota, 7 stycznia 2017

Już krew zaczyna szybciej krążyć...


...w roślinach. Może nie krew, a ich życiodajne soki, w każdym razie już  widać, że coś się zaczyna dziać.

Na razie jeszcze gołe pędy pozwalają spojrzeć na to, co za nimi, choćby na szary mur(to pędy wiciokrzewu pięknie oplatające kratkę):




To właśnie teraz widać wzory, jakie maluje bluszcz, wspinając się po ścianie. Potem jego pędy znikną za liśćmi powojników:



Przebiśniegi już wystawiły główki i zaczynają swój pęd ku górze:



..podobnie, jak żonkile:


Dzisiaj musiałam, pierwszy raz od późnej jesieni , ogarnąć ogród.


Poziomki rozrastają się całkiem ładnie i dzieci maja nadzieję na spory zbiór w tym roku:



Pierwiosnki zaczynają swoje kolorowe szaleństwo:







Tymczasem w domu kwitnie fuksja, którą "wyprowadzam" w formę drzewka. Na razie dbam o pojedynczy, prosty pień.



Notoryczne usuwanie pędów bocznych owocuje tym, że dama pnie się w górę i kwitnie, kwitnie....


Jej koleżanki, a w zasadzie siostry po pniu :) , zimują na dworze, w pojemnikach. Zostały z nich tylko suche patyki, które zdaja się być zupełnie obumarłe... to jednak tylko pozory.


Wiem, że zimno jeszcze przyjdzie, ale te pierwsze pąki, kolory, to nadzieja na wiosnę i słońce....

czwartek, 5 stycznia 2017

Letnich wspomnień czar...Co. Wexford





...czyli nasza wizyta na statku Dunbrody, a w zasadzie replice tego statku.

Już nie pamiętam dlaczego pojechaliśmy akurat w tamtym kierunku, w każdym razie wylądowaliśmy w miasteczku New Ross, w hrabstwie Wexford.
Miasteczko położone jest nad rzeką Barrow - czyli tą samą, która płynie przez Portarlington; mimo swych małych rozmiarów pełne jest rzeczy wartych obejrzenia. Już  choćby to, że jest miejscem przodków prezydenta Stanów Zjednoczonych J.F. Kennedy'ego, ściąga tłumy turystów. Sam prezydent odwiedził miasto w 1963 roku, co uwiecznia masywny pomnik-mównica:



My zaliczyliśmy tylko jedną z atrakcji, a mianowicie odwiedziliśmy statek muzeum.

Już  na początek dostaliśmy cały pakiet:

Informacje o statku:



Przewodnik po miasteczku:

..z dość szczegółowym opisem miejsc wartych zobaczenia, jak i tras, którymi najlepiej się poruszać:



..i oczywiście kopie oryginalnych biletów z czasów, kiedy Dunbrody żeglował po oceanie. Te bilety były i przepustką do muzeum, jak i miłą pamiątką z wycieczki. W cenie wstępu wliczone są wszystkie prezentacje multimedialne, jak i przewodnik - trafił się bardzo, bardzo sympatyczny i niesamowicie ciekawie opowiadający!


Dochodzę do wniosku, że za każdym razem, kiedy trafiamy na wycieczki z przewodnikami, są to osoby niebywale szybko nawiązujące kontakt z nami i wciągające w swoje opowieści. Czas płynie piorunem i nawet nasze dzieci zawsze słuchają tych opowieści.




Jak wspomniałam, statek jest wierną repliką Dunbrodego, który pływał Atlantykiem przez 30 lat. Został w końcu wyparty przez statki parowe.




W swoją ostatnia podróż ruszył w 1875 z Quebec do Liverpool z ładunkiem drewna. Niestety, koło Newfunland rozbił się na rafach i choć wszyscy ludzie uszli z życiem, statku już  nie uratowano.




Jak wielu ludzi przewiózł przez 30 lat swej nieustannej wędrówki przez ocean? Nie wiadomo. W każdym razie po 125 latach od swej finalnej podróży, to właśnie Dunbrody został wybrany do rekonstrukcji w pełnych wymiarach.


Dunbrody to jeden z wielu statków, które przewoziły Irlandczyków do Ameryki Północnej w czasach Wielkiego Głodu(w Irlandii piszą to wielkimi literami w celu odznaczenia ważności tego okresu w dziejach kraju).



Czego sie dowiedziałam, to to, że nie ludzie byli głównym "ładunkiem". Opłata za bilety do USA pokrywała wszelkie koszty rejsu; wracając, statek wiózł guano, które było faktycznie cenne i nijak się do tego miało życie ludzkie.



Wyobraźcie sobie teraz lata 1845-1850... klęskę głodu w Irlandii, która wygania ludzi za ocean w poszukiwaniu lepszego życia...



...już  i tak słabi, chorzy i wycieńczeni ludzie zakupują bilet za ostatnie pieniądze i podróżują w ładowni, gdzie niedawno leżał nawóz...



Nędzne jedzenie, kumulacja chorych, wspólne łóżka... cały majątek, który mogli zabrać na statek to był koc, metalowy kubek i łyżka i nóż, jeśli mieli. Koc przydawał się do okrycia dla żywych, a po śmierci - zawijano w niego ciało i wrzucano w wody oceanu... Tak umierało tysiące Irlandczyków...




Stąd, statki pływające wówczas do Stanów, nazwano statkami trumnami.



Jeszcze kilka ujęć z naszej wędrówce po statku-muzeum, który obecnie zacumowany jest na nadbrzeżu.


Dzień był nie dość, że pochmurny, to jeszcze dość wietrzny...



Rodzina za sterem...



...i znak naszych czasów... aż ręce opadają...






Zejście na dół... ale o tym opowiem w następnym wpisie:


wtorek, 20 grudnia 2016

I już po szkolnych przedstawieniach...






...Tyle było przygotowań, prób, nauki, tyle stresu... Tymczasem wczoraj dwie ostatnie córki zagrały szkolne przedstawienia.

Małgosia wystąpiła jako królowa Elsa



Siostry, specjalnie wcześniej zostały zwolnione ze szkoły, żeby mogły obejrzeć występ.


Zdjęcie z nauczycielką:



Izabelka, jako właściciel gospody - główna rola; muszę się pochwalić, że zagrała świtnie! Do zdjęcia stanęła ze swoją panią:




I Monika - już z koroną:






Oczywiście z nauczycielką :

Teraz jeszcze wypisanie kartek, życzenia i w czwartek do domu na prawie 3 tygodnie przerwy!

niedziela, 11 grudnia 2016

Pierwszy strój



...na przedstawienie świąteczne już gotowy. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, bo w szkole panuje szkarlatyna. Oby ominęła moje dzieci!


Monika ma być jednym z mędrców.



Strój powstał z mojej sukienki, którą pociełam, i 3 szali.



W dniu przedstawienia bedzie mieć ciemnofioletowy T-shirt z długim rękawem, więc to chyba dopełni całości, poza koroną, która się robi...



Srebrno-szary szal ma napisane "wróć do mnie" :) i mam nadzieje, że wróci w całości.



Materiał na Gosi strój już się suszy...





Gwiazdki malowane lakierem do paznokci, do którego dodałam brokatu:


środa, 7 grudnia 2016

Przygotowania




...czas zacząć.

Grudzień to miesiąc pełen mnóstwa zajęć; w szkole, w domu, wszędzie coś się dzieje.

W tym roku dostałam już wytyczne od dzieci co do ich strojów na świąteczne przedstawienia. Gosia ma być Elsą, a  Monika jednym z mędrców. Iza jest narratorem, więc jeszcze nie wiem, co będzie musiała włóżyć.
Przeszłam się już po second-hendach i kobietki znalazły mi potrzebne materiały. Teraz muszę zacząć to składać w całość... i tylko maszyny brak...

Na kominku stanęła szopka:



Przywędrowała ze strychu trochę wcześniej, bo spakowałam ją z czapkami mikołajowymi, które dzieci chciały już  od pierwszego grudnia.


W "międzyczasie" chwyciłam za druty i wrzuciłam na nie wełnę w kolorze... niebieskości. Robie sweterek dla Moniki; dziergam go od dołu, na okrągło. Zobaczymy co to z tego powstanie, bo pierwszy raz to robię i z głowy.



Włóczka jest przemiła w dotyku, a Monia zakochała się w kolorze.


Jedyne ozdobniki, to warkocze. Tak myślę... przynajmniej w tej chwili tak myślę...

A do tego książka :




Przepięknie napisane wspomnienia o ojcu, rodzinie, dzieciństwie.... Dawna Irlandia we wspomnieniach autora (Patrick Deeley)urodzonego w hrabstwie Galway, w 1953 roku, to Irlandia zupełnie inna niż ta, którą teraz znamy. Nie wiem czy lepsza, ale inna, bardziej "domowa", przyjazna...

czwartek, 1 grudnia 2016




Bilety na wakacje do Polski  zakupione. Klamka zapadła;)

Niestety, nie wiem czy wyrobimy się w terminach egzaminów z Libratusa, bo nam czas oczekiwania się skończył i dziś musielismy podjąć decyzję.


wtorek, 29 listopada 2016

Zimowy sweterek...






...numer 3; tym razem dziergany dla najmłodszej.



Miałam ostatnie dwa motki czerwonej włóczki i stąd ta wstawka biała. W pewnym momencie, po wydzierganiu części przodu, zaczęłam się obawiać, czy mi wystarczy czerwioni... zdecydowałam się na dołączenie białego.



Czerwieni spokojnie by wystarczyło - teraz została mi taka resztka - ni to na czapkę, ni to na rękawiczki... Zadowolona jestem jednak z efektu. Biała góra rozświetliła sweterek, a poza tym, wyszedł troszkę inny niż te sióstr :)




Teraz już każda ma swój, więc są przygotowane na ostatni dzień szkoły tuż przed przerwą świąteczną.