środa, 24 sierpnia 2016

Ogrodowy sierpień




Sierpień juz prawie za nami, a ja dopiero zaczynam o nim pisać. Tegoroczne lato jakos odsunęło mnie od komputera i stąd te przerwy.

Tymczasem w ogrodzie...

Lobelie wciąż w pełni kwitnienia i ich purpura zwala z nóg, a do tego pieknie kontrastuje z różem fuksji.



Groszek w tym roku podwiązywalam konsekwentnie coraz wyżej i wyżej na słupie elektrycznym i dopiero na początku sierpnia zaczął kwitnąć. Stworzył za to wspaniałą masę zieleni.



Powój trójbarwny, - tutaj zakupiony pod nazwą Morning glory(czyli zupełnie inna roślina) ma jeszcze u mnie trzy kolory - biały i różowy; nie załapały sie na fotę niestety:



A na tyłach.... odpoczywamy po ciężkim dniu, otoczeni zielenią;


Zdjęcia robione w piękny wieczór, około 20-tej :) Dopiero wtedy światło słońca nabiera tej "miękkości". Szkoda, że robi się też chłodno i nie można już długo cieszyć się polegiwaniem na ziemi:





Jak zwykle niezawodny, purpurowy powojnik zaczyna kwitnienie:





Coraz częściej przychylam się do myśli, że powinniśmy zakupić sobie żeliwną kozę na patio, żeby ogrzewać sobie zbliżające się wieczory i móc cieszyć się pogodą jeszcze chwilę, póki to możliwe.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Przegląd tygodnia i nie tylko




...czyli wszystkiego po trochu.


Najpierw nasze dzisiejsze wyjście w dzicz na jeżyny - coroczna tradycja zbierania tych nieziemsko smakowitych owoców.

To już nasza druga wyprawa w tym roku. Poprzedni zapas poszedł na tarty; tym razem mamy chyba 2 litry jeżyn, więc część zamrożę, część wrzucę w babeczki(pomysł Izy), a część będzie na kisiel. Za tydzień natomiast zbierzemy je na sok.


Przy okazji załapał się na zdjęcia talerz po mojej nieżyjącej sąsiadce - Elizabeth.



Podczas spaceru pstryknęłam kilka fotek, ale nie byłam z nich zadowolona. Do pokazania nadają się ze trzy:








Za to dopisało nam szczęście w karmieniu koni. Przychodzą prawie zawsze, ale jednak istnieje to PRAWIE... Dziś zwęszyły marchewki :)



Przydreptały od razu.



Dziewczyny karmiły je z ręki, a potem głaskały. Przyznaję, że sama lubię dotyk aksamitnej końskiej skóry i ich tak charakterystyczny zapach.






Koni było 4 ale nie załapały się na foty podczas karmienia, bo bez przerwy sięgały mi do torby, więc nie mogłam utrzymać aparatu. Dopiero potem jeden z nich - raczej jedna - została i poddała się głaskaniu :)



Na poprzednim spacerze cyknęłam trochę więcej fotek:



Kalina już rumieni się owocami:



Gdy część jeżyn ma czarne owoce, druga część dopiero zaczyna rozwijać pąki:



I w końcu Wierzbownica wąskolistna ze swoim różem...



Razem z wiązówką błotną, wierzbownica tworzy malownicze pejzaże łąkowe:





Nawet nadciągające chmury nie psuły scenerii:



Tymczasem innego dnia - zaraz po tym z chmurami z poprzedniego zdjęcia - pogoda się zmieniła i pojechałyśmy nad jezioro. Słońce nieźle grzało - chyba było ze 25 stopni - i choć woda zimna, dwugodzinna kąpiel zaliczona. Podobnie, jak następnego dnia :) ale tutaj już tak jest: trzeba łapać pogodę i cieszyć się słońcem albo tym, że mocno nie pada :)




Generalnie tegoroczne lato uważam za udane. Byliśmy dwa razy nad morzem(tylko dwa, bo za mocno się nie staraliśmy, a były okazje) i co ważne, kąpaliśmy się. Do tego dwa wyjazdy kąpielowe nad jezioro... Dodam tylko, że w tamtym roku pogoda była tak paskudna, że nie udało nam się wykąpać ani razu w jeziorze, nie wspominając o morzu.




I ostatnia rzecz. Właśnie dziś uczestniczyliśmy w pierwszym spotkaniu z Libratusa; spotkaniu online, kiedy to nauczycielka opowiadała o różnych krajach i robiła mały test na temat wiedzy o Europie. Dziewczynom bardzo się podobało i oby tak dalej!

czwartek, 11 sierpnia 2016

Zimowe marzenie




... tak został nazwany zestaw, który obecnie, zupełnie przypadkowo, zaczęłam dziergać.

Pierwsza część już ukończona:




Jest to część wierzchnia poduchy kanapowej.

Ścieg francuski ładnie się prezentuje w tych kolorach, a włóczka nylonowa - biała - nadaje mu kształt i fakturę. Bardzo ładnie też trzyma kwadrat, a do tego, powstała materia, nie jest lejąca.



Uklad paseczków jest absolutnie przypadkowy.



Chciałam, żeby to było właśnie takie asymetryczne.


Teraz powstaje druga poducha do kompletu. Tym razem biały nylon plus błękitna bawełna i coś ze srebrną nitką; na pewno sztuczne, bo tak się czuje w dotyku.



Tego srebrnego mam cztery rolki, niby niezbyt duże, ale naprawdę do niczego mi nie pasowały. W końcu upchnełam je tutaj i myślę, że nieźle to wygląda:



Paski też w przypadkowym rozstawie i ilości:



Jeszcze zdjęcie poglądowe na włóczki:


wtorek, 9 sierpnia 2016

***





Z mojej lawendy w ogrodzie - mam jeden krzaczek, który ostatniej zimy mróz mi prawie zabił - złożyłam dwie małe wiązeczki. Leżą na razie na kominku.




W kuchni pojawiły się nowe zasłony; w końcu! Po prawie 6 latach stare poszły  na odpoczynek.



A z pudła wyciągnęłam włóczke wiskozową - błękit i nylonową(taką z czasów PRL-u) i dziergam co mi dusza podpowiada.



Blog ostatnio zaniedbany, ale może z czasem go odkurzę? W końcu mam do napisania o kilku miejscach.
Póki co wyciągnęłam ze strychu 3 wory mundurków dziecięcych i dziewczyny wczoraj przymierzały. Jak sie okazało, Monika i Izabela mają po 4 pełne komplety, zarówno sportowych i eleganckich wersji. Gosi muszę dokupić tylko koszule i kardigan z wyhaftowaną tarczą szkoły. W sumie całkiem nieźle :)

środa, 3 sierpnia 2016

Czytam...





... czytam i czytam.

Dni upływaja mi na zajmowaniu się domem, np. malowaniu ogrodzenia upierdliwa czarną farbą(jak się okazało, zrobiłam sobie taki "prezent" w dniu imienin, o których praktycznie zapomniałam); próbuję przywrócić do życia kawałek trawnika, uczynnie opryskanego roundapem, przez pracowników tutejszej gminy :) trawa powoli wraca do żywych.

Zaliczamy kolejne wypady z dziećmi, np. ostatnio byliśmy w parku wodnym z Dublinie. Skoro pogoda nie dopisuje na cotygodniowe wyjazdy nad morze czy ocean, trzeba zadowolić się ich namiastką. Wracamy do piątkowych wypadów na basen. Izabelka nauczyła się już pływać - prawie pływać, ale to i tak wielki sukces.

Raz udało nam się złapać pogodę i koleżanka namówiła mnie na wspólny wypad nad morze. Środek tygodnia, więc mimo słońca, tłumów nie było. Zabrałyśmy, każda po trójce swoich dzieci i spędziłyśmy wspaniałych kilka godzin na plaży. Koleżanka leżakowała w słońcu, a ja głównie moczyłam się w morzu. Dzieciaki za to szlały i na lądzie, i w wodzie. Najlepsze chyba były wydmy, ogromne, kilkumetrowe, z których zjeżdżały na desce. Moje dziewczyny napaliły się na taką dechę i pewnie przy następnej bytności w tym miejscu, nabędziemy takową.

Monika kupiła sobie rower. Ma już duży, prawie taki, jak dla dorosłych, z trochę tylko mniejszą ramą. Izabela zaanektowała rower Moniki i radzi sobie świetnie od pierwszego dnia.

Jak wspomniałam w tytule, ja z kolei czytam na potęgę. Zaliczam po kolei książki Jeffery Deaver'a - kryminały. Każdy, co do jednego, dobry. Do tego Erica Spindler. Jak tylko mam wolna chwilę, siadam na patio - zadaszonym, bo mąż w końcu rozstawił gazebo - z kawą dopiero co zmieloną(tym razem z kardamonem), w wygodnym fotelu i czytam...

I tak upłyneło nam już pół wakacji...

środa, 20 lipca 2016

Spacer w Ballybrittas




...czyli wyjście w przyjemną pustkę. Przez trzy godziny chodzenia nie spotkaliśmy ani jednej osoby na trasie.




Zaraz na początku przywitały nas dwa stare cisy z pokręconymi pniami:



Jeżyny kwitną na potęgę; wybrać się tam w odpowiedniej porze, to pewność nazbierania kilku kilogramów.







Mała kładka prowadząca w las świerkowy:






Róże gdzieś na poboczach...



I znowu zieleń....




Rosnące dziko naparstnice:







Dzieci zawsze, ale to zawsze! musiały przeskoczyć przez bramkę:



...albo przynajmniej się na niej pobujać :)



Wędrowaliśmy przez zupełnie puste przestrzenie łąk:



Zupełnie przypadkowo - bąk uchwycony w locie:



I kolejna dzika róża. Wszystkie zdjęcia robione z bardzo daleka, czego niezmiernie żałowałam, bo te kwiaty wychodzą przepięknie na fotkach. Nie było jednak możliwości podejścia bliżej.



W wyciszającej zieleni lasu wracaliśmy do auta