piątek, 17 lutego 2017

Luty już w połowie




...a nawet trochę dalej...

Dziś są urodziny mojej najstarszej. Przygotowany tort - prawie niespodzianka, bo jeszcze nie widziała go z dekoracją :)




Do tej pory, w lutym, zaliczamy intensywne przygotowanie do bierzmowania. Do tego oficjalnie już mamy Gosię zapisaną do szkoły średniej i co jakiś czas donosimy jakieś dokumenty.
Tydzień temu miała "dzień testowania przedmiotów". Od 9 rano do 16 po południu była już w nowej szkole i miała lekcje z trzech wybranych przedmiotów.
Poza przedmiotami, które są obowiązkowe, dzieci muszą sobie wybrać 3 dodatkowe, które szczególnie je interesują. U Gosi jest to:
1 science - czyli dość szeroko rozumiana nauka :)
2 business
3 home economy
Miała ochotę na projektowanie grafik i poszła testować ten przedmiot, ale po lekcjach stwierdziła, że to nie dla niej. Wczoraj zaniosłam gotową listę wybranych zajęć i czekam co będzie kolejne :)

W międzyczasie zaliczyłam trzy wywiadówki w szkole i wyszłam z nich bardzo, bardzo zadowolona z dziewczyn. Trudno pisać z której szczególnie, bo każda z nich się stara.
Cieszy mnie to, że najstarsza w tym roku naprawdę przyłożyła się do lekcji - jeszcze bardziej niż w poprzednich latach - i nie traci czasu na pierdoły. Nawet jej nauczycielka stwierdziła, że Gosia daje z siebie 100% i ona już nie może od niej wymagać więcej.

U Moniki bałam się najbardziej o jej zachowanie podczas lekcji. Okazało się, że nie jest tak źle, a w nauce nastąpiła poprawa jeśli idzie o pisanie, o jego estetykę.

Iza zebrała pochwały i jej wychowawczyni zaproponowała, że będzie dawała dodatkowy materiał dziecku, żeby się nie nudziło. Ciekawe czy to dziecko tak się ucieszy? :)


W wolenej chwili Monika ukleiła z gliny maskę Maorysów. Od jakiegoś czasu lubi babrać się w glinie i zastanawiam się nawet czy nie kupić tego z 10 kilo?



W ogródku kolorowo:









Zaczynają kwitnąć pierwsze żonkile:




A ja oprócz dziergania - mam już dwie rzeczy gotowe - zaczytuję się książkami Diany Gabaldon:


Seria, jak się okazuje, całkiem spora...

piątek, 3 lutego 2017

Zaczyna być kolorowo




...i tylko zimno jeszcze straszy.


Bratki, rosnące w tym miejscu 3 rok, właśnie zaczynają budzić się do życia. Widzę, że tworzą coraz więcej pąków.



Przebiśniegi, które teraz najbardziej mnie urzekają:




Skąpane deszczem wyglądają czarująco.



Żonkile miniatury rozchylają pierwsze pąki:


...by niedługo utworzyć złotą plamę słońca wśród trawy.




Do wysadzenia przygotowuję kolejną partię pierwiosnków:



...a na parapecie cały czas prowadzę w formę pienną, moją fuksję. Ona tworzy pędy boczne, które ja usuwam, więc ona tworzy kolejne, itd, itd. W tej chwili ma jakieś 70cm wysokości. Dociągnę ją do metra i zacznę rozkrzewianie.



Dni powoli stają się coraz dłuższe... już jest nadzieja....

środa, 1 lutego 2017

Kolejne dziergadło




...które miało być tym:



źródło: http://knitty.com/ISSUEfall08/index.html

Generalnie w tym właśnie numerze mieli wiele pięknych projektów na druty.

Już przeliczyłam sobie wszystko i nagle do mnie dotarło, że włóczka, którą wybrałam, nie nadaje się na ten szal.

Postanowiałam zatem wydziergać prosty szal-otulacz, nazywany w sieci "boskie wdzianko". Coś w sam raz na latnie, chłodne wieczory:


Zaczęłam nawet dziergać początki...


Na tych zdjęciach widać, dlaczego włóczka nie byłaby dobrym wyborem do poprzedniego projektu; wzór strukturalny kompletnie zniknąłby w puszystości wełny. Ta włóczka wygląda pięknie na gładkich powierzchniach, może jeszcze na bardzo dużych ażurach...



Wydziergałam już sciągacz, i miałam chyba z 50cm szala, kiedy dotarło do mnie, że mogę z tej szerokości spokojnie zrobić dla siebie sweter wagi piórkowej. Dzianina jest przejrzysta, do tego wcale nie czuje się jej ciężaru, a przy tym miękko otula i otacza ciepłem wełny(jest jej tam aż 70%), przy tym nie gryzie.
Co postanowiłam, to zrobiłam. Wczoraj zaczęłam już dzierganie tyłu, bo przód mam gotowy.

Szal otulacz musi poczekać na swoją kolej.


W marcu moja najstarsza będzie mieć bierzmowanie. Oczywiście, poza przygotowaniami duchowymi, trzeba pomyśleć o wyglądzie. Ostatnia sobota była pod znakiem: szukamy stroju dla Młodej. I oto co znaleźliśmy w 2 już sklepie:


Pięknie połyskuje srebrem, które z boską czernią daje naprawdę śliczny efekt.



Do tego Gosia zamierza nałożyć czarną, skórzaną ramoneskę. Już przymierzała całość i uważam że wypada elegancko, a przy tym nie jest przesadzone.
Sukienkę nabyłyśmy w dziale kobiecym, w rozmiarze XS. Gosia, jako podlotek, nie mieści się w większości ubrań dziewczęcych, bo są na nią za krótkie. W końcu osiągnęła 164cm! W działach kobiecych wszystko jest na ogół na nią za duże, za obszerne. Na szczęście ta dzianinowa sukienka dopasowuje się do jej figury .
Powiem tak: uff! jeden problem z głowy! Drugi sklep i cel zaliczony.

Natomiast w najbliższą sobotę, Młoda ma testy w szkole średniej, a my spotkanie organizacyjne dla rodziców. Testy są tylko po to, by ocenić poziom wiedzy poszczególnych dzieciaków, aby pogrupować je odpowiednio w klasy.
14 lutego będzie dzień testowania/próbowania przedmiotów, które przyszli uczniowie muszą sobie wybrać. Każdy może pójść na 3 zajęcia i zastanowić się, czy mu odpowiadają. Gosia ma już  coś upatrzone, zobaczymy czy spełni to jej oczekiwania.

niedziela, 29 stycznia 2017

Sweterek poprawiony i już w użyciu...




Nie wnikałam zbyt długo w poprawki Moniki swetra, bo wiedziałam, że im dłużej będę rozmyślać, tym gorzej mi to wyjdzie, albo nie wyjdzie wcale. Wzięłam za druty i zrealizowałam pierwszy pomysł, który wpadł mi do głowy.

Wersja poprawiona:




Monika zakochała się w sweterku i ciąga go non stop. To nawet dobrze, bo zobaczę, jak nosi sie ta włóczka.





Teraz mam na drutach włóczkękupioną w "czarny piątek". Nie wiem, jak się nazywa, poza tym, że dali jej etykietę "zimowa wyprzedaż". Skład to 70% wełny i jakieś dodatki. Szerzej o projekcie już niebawem.

środa, 25 stycznia 2017

Pierwszy dywanik




...ze ścinków, a w zasadzie trudnych do wykorzystania materiałów. Zawsze takich zostaje przy szyciu, a i u mnie pełno tego było w pudełku. Myślałam, że wyplotę nie wiem jak wielki dywanik, a okazało się, że z całego pudła materiałów wyszedł kolorowy środek. Dołożyłam czarne paski bawełny, ale patrząc teraz na to zdjęcie, wcale nie jestem pewna, czy podoba mi się efekt. Ta czerń przytłacza...


Albo spruję ciemną obwódkę, żeby poczuć się lepiej, albo... nie wiem, może zostawię jak jest i zaczniemy używać. W końcu to moja pierwsza proba.




Cały środek, to resztki "materiałów wspomnień", tzn. ścinki z rzeczy, które kojarzą mi się z dzieciństwem i troche poźniejszym czasem, albo z określonymi osobami, od których dostałam materiał.



Dywanik jest super gruby: 1,5-2cm, więc kiedy stanie się stopą, to daje to odczucie zapadania się w coś miękkiego. Gdybym cięła paski węższe, to mięsistość dywanika byłaby mniejsza, za to zwiększyłby się jego rozmiar. Teraz już  mam jako taki obraz, jak to działa, czyli jakiej wielkości paski ciąć.


Zastanawiam się teraz nad podobnym, ale z dżinsu....

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Sweterek prawie gotowy




...tzn. zrobiony, przymierzony i... za duży dekolt. Idzie do poprawy, a w zasadzie dorobienia części przyszyjnej :)




To rozmiar dla Moniki. Wszystko pasuje, tylko zawsze mi te dekolty wychodza za obszerne.

Sweterek dziergałam na okrągło od dołu. Najpierw warkoczowa opaska, potem dobranie oczek na około i dzierganie w górę aż  do pach, gdzie podzieliłam już  robótkę na przód i tył. I tak śmiesznie wyszło, że miejsce na rękaw zrobiłam za małe. Wyszło to dopiero po tym, jak wydziergałam i zszyłam rękawy. Żeby nie bawić się zbyt długo, dorobiłam warkoczowe "pagony", którymi zasztukowałam brakujący kawałek. Bałam się, jak będą wygladały po wszyciu, ale wyszło dobrze.



Rękawy też zaczynałam dziergać od warkocza, na którym dobierałam oczka.

 Dół swetra to kombinacja dwóch warkoczy. Zastanawiałam się, jak będzie lepiej: drobniejszy na dole, czy na górze, a w końcu nabrałam oczka jak popadło i też jest ok.



Jaka okaże się włóczka w noszeniu, to zobaczymy. Jest to virgin wool fine z Yarn paradise. Gdyby była dobra, to przymierzam się do innych kolorów, np. miętowego, czy jasnej orchidei(co za nazwy!) Monia powiedziała, że sweterek troszkę drapie, ale od razu robi się ciepło, więc bardzo się jej to podoba :)

I zupełnie z inne beczki.


Zakwitł pierwszy irys; zazwyczaj kwitły w okolicy urodzin Gosi, tj. w połowie lutego. Ten się nieco pospieszył :)





I przebiśniegi, które już nieco podrosły:




sobota, 7 stycznia 2017

Już krew zaczyna szybciej krążyć...


...w roślinach. Może nie krew, a ich życiodajne soki, w każdym razie już  widać, że coś się zaczyna dziać.

Na razie jeszcze gołe pędy pozwalają spojrzeć na to, co za nimi, choćby na szary mur(to pędy wiciokrzewu pięknie oplatające kratkę):




To właśnie teraz widać wzory, jakie maluje bluszcz, wspinając się po ścianie. Potem jego pędy znikną za liśćmi powojników:



Przebiśniegi już wystawiły główki i zaczynają swój pęd ku górze:



..podobnie, jak żonkile:


Dzisiaj musiałam, pierwszy raz od późnej jesieni , ogarnąć ogród.


Poziomki rozrastają się całkiem ładnie i dzieci maja nadzieję na spory zbiór w tym roku:



Pierwiosnki zaczynają swoje kolorowe szaleństwo:







Tymczasem w domu kwitnie fuksja, którą "wyprowadzam" w formę drzewka. Na razie dbam o pojedynczy, prosty pień.



Notoryczne usuwanie pędów bocznych owocuje tym, że dama pnie się w górę i kwitnie, kwitnie....


Jej koleżanki, a w zasadzie siostry po pniu :) , zimują na dworze, w pojemnikach. Zostały z nich tylko suche patyki, które zdaja się być zupełnie obumarłe... to jednak tylko pozory.


Wiem, że zimno jeszcze przyjdzie, ale te pierwsze pąki, kolory, to nadzieja na wiosnę i słońce....