niedziela, 28 kwietnia 2013

Okulary



Monika odebrała w koncu okulary. Piszę w końcu, bo trochę czasu upłynęło od wystawienie recepty, do momentu odebrania gotowych szkieł.
Przede wszystkim wybraliśmy optyka, który daje od razu dwie pary, poza tym uwzględnia zniżki dla małych dzieci.
Nie było łatwe ani wybranie ramek(ostatecznie padło na niebieskie i różowe), ani ich przymierzanie, bo w głowie Moniki zalęgła się myśl, że wygląda głupio i dzieci będą się z niej śmiać. Płakała podczas przymiarek, i zdecydowanie zaprotestowała, kiedy nadszedł czas noszenia. Na szczęście, dzięki namowom, dzieki temu, że Artur zawsze miał okulary, a ja od niedawna znowu zaczęłam nosić swoje, w końcu dała się przekonać.




Pierwszy dzień w szkole, z okularami na nosie, był najtrudniejszy. Już na podwórku Monika ściągnęła je i powiedziała, że nie założy. W końcu, zapłakana, stanęła na swojej linii z okularami na nosie. Musiałam cały czas mieć ją na oku, żeby nie próbowała jakiś sztuczek.



Z pomocą, zupełnie nieoczekiwaną, przyszła koleżanka z klasy - Sara. Podeszła do Moniki, zobaczyła okulary i z zachwytem oznajmiła, że Monika wygląda ślicznie. To nieco pomogło. Za chwilę ta sama Sara podeszła do mnie i powiedziała, że Monika teraz wygląda tak dorośle i elegancko, i że jej okulary są piękne.



Możecie mi wierzyć, poczułam ulgę, że przynajmniej jedno dziecko wyraziło autentyczny zachwyt, który znacznie poprawił nastawienie Moniki do nowego "naocznego sprzętu". 

Potem rozmawiałam z mamą Sary i opowiedziałam o całym zdarzeniu. Ucieszyła się, że ma takie mądre dziecko, a jednocześnie powiedziała, że zawsze uczy swoje córki, aby jeśli mają powiedzieć coś przykrego, zatrzymały to dla siebie, a komentowały wtedy, kiedy mogą powiedzieć coś miłego, dobrego. Nie o to przecież chodzi, by kogoś pognębić, prawda?




Teraz o czym innym. 


Dziś zaliczyłam 21 dzień ćwiczeń z Ewą Chodakowską. Czuję się dobrze, zmęczenie oczywiście ogromne, po każdym treningu, ale o to chodzi. Wyciskam litry potu, a z nim toksyny. Mięśnie bolą tylko podczas ćwiczeń, potem już nie odczuwam niczego. Oddech wyrównuje mi się wkrótce po zakończeniu treningu. Zdecydowanie wzmocniłam mięśnie ramion, podnoszę się na rękach bez trudu, wytrzymuję pozycję deski bez tego drżenia i odliczania sekund, które rozciągały się jak wieczność. Oby tak dalej.



Kolejna rzecz: samochód.

Chyba powoli dobijamy do celu, czyli zakupu konkretnego auta. Ciężko było, choć na rynku samochodów cała masa. Z tym, że jeśli już szuka się trochę nowszych, to wybór nie poraża. Ogłoszenia śledziłam już od grudnia, od momentu, kiedy zaczęliśmy myśleć, że w przyszłości będziemy zmieniac moje renault na coś nowszego. Potem, wiadomo, plany się załamały, ze względu na nieoczekiwane nawalenie skrzyni biegów. 
Przez jakiś czas kusiły nas auta z Irlandii Północnej, bo ceny były niezwykle atrakcyjne, nawet po opłaceniu VRT, czyli cła. Zrezygnowaliśmy jednak z tej opcji. W Irlandii - tej naszej - też raczej wybieraliśmy bliższe, niż dalsze okolice i patrzyliśmy tylko na oferty dealerów. Doświadczenie nauczyło nas, że lepiej jest dopłacić troszkę i mieć gwarancję. 
Od dwóch tygodni mam zawalone prace domowe, bo każda wolna chwila wypełniona była odwiedzinami kolejnych dealerów. W  tamtym tygodniu wytypowałam 5 samochodów do obejrzenia. W trakcie, zrezygnowaliśmy z dwóch - nie były warte naszego czasu, trzeci okazał się nie być na miejscu(nie dzwoniliśmy do dealera wcześniej, wpadaliśmy niespodziewanie, z ulicy i albo miał, to co chcieliśmy obejrzeć, albo nie). Artur przetestował dwa samochody: skrajnie różne, jeśli idzie o markę. Z bólem serca zdecydował się na auto, które podpowiadał mu rozsądek; zadzwonił następnego dnia, a ono właśnie się "sprzedawało". Wypadło więc na to drugie - do którego coś go ciągnęło. Nie wpłaciliśmy zaliczki. Jeśli ktoś podkupi, będzie znaczyło, że nie było dla nas.
Moglibyśmy oczywiście szukać dalej, ale zrezygnowaliśmy. Nie warto zarywać kolejnych dni, palić kolejnych litrów benzyny. To, co znaleźliśmy, w pełni nas satysfakcjonuje i mam nadzieję, posłuży przez 3-4 lata, jeśli tylko sfinalizujemy zakup w przyszłym tygodniu.
Decyzję podjął Artur. Ma on jakąś intuicję w wybieraniu samochodów. Tym razem też liczę na to, że wybrał dobrze:)

3 komentarze:

  1. Ja osobiście nigdy nikomu z" grubej rury"nie powiedziałam aby nie urazić.Uwazam,ze lepiej przemilczec niz kogoś zranic.Polacy mają to do siebie,że ranią sie słowami.Dobrze pamietam złośliwe komentarze koleżanek w pracy lub sąsiadów,takie złośliwosci zapadaja w pamiec.Na szczescie wsrod rodaków znajdą się też ludzie wrazliwi i taktowni.Pamietam jak 70-letniej kobietce sasiad walnął "ale się Pani postarzała"
    Dzieci też bywaja okrutne.Mam nadzieję,że w Irlandii jest to rzadkościa.

    OdpowiedzUsuń
  2. ona wyglada w nich oblednie :))))po prostu do niej pasuja :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Iza, dziękuję. Monika na pewno będzie zadowolona, kiedy powiem jej o Twoim zachwycie:)


    Anka

    OdpowiedzUsuń