sobota, 20 kwietnia 2013

A życie pędzi, pędzi...



Dni po prostu uciekają! Zwłaszcza teraz, kiedy każdy ranek to ćwiczenia, prysznic i już trzeba myśleć o obiedzie, zakupach, ewentualnie załatwiać inne sprawy.

Ćwiczenia idą dobrze. Nie powiem, żeby po tych 12 czy 13 dniach(już nie wiem ile minęło)  było widać jakieś oszałamiające efekty, chociaż Artur twierdzi, że na brzuchu zaczyna mi się zarysowywać wyraźna linia mięśni. Ja aż tak tego nie widzę, ale nie powiem, coś tam czuję pod ręką. Cieszę się ogromnie, bo może dzięki tym regularnym ćwiczeniom, wchłonie mi się troche skóra po tych wszystkich ciążach, bo schudnąć to jedno, a doprowadzić skórę do porządku, to drugie. U mnie tak łatwo się ona nie poddaje.
Teraz, po każdym treningu, regularnie masuję brzuch dość ostrą gąbką, bądź ścieram mydłem kawowym domowej roboty. Efektów wielkich też jeszcze nie ma, ale trudno oczekiwać cudu.
Z tym mydłem kawowym wiąże się mała historyjka. Otóż starłam na tarce zwykłe mydełko, dodałam fusy kawy, skrzętnie zbierane przez dwa dni(to było w czasch, kiedy jeszcze piłam kawę) i podgrzałam w kąpieli wodnej. Wszystko ładnie się połączyło, mimo że na początku ogarnęły mnie wątpliwości. Pięknie rozpuszczoną masę włożyłam do foremki po ciastkach i zostawiłam do ostygnięcia. Artur wrócił z pracy i zobaczył.... upieczony makowiec, który chciał pokroić i zjeść. Zapach go odstraszył:) Zastygnięte mydło, faktycznie wyglądało jak makowiec, który piekę, trudno więc winić wygłodniałego małżonka, że się pomylił.

Co jeszcze...

Pojechaliśmy któregoś dnia w poszukiwaniu auta. Nalegałam, żebyśmy zobaczyli samochody w realu, a nie tylko na zdjęciach. Chciałam przymierzyć trzy dziecięce siedziska z tyłu auta, bo oczywiście każdy dealer twierdzi, że na pewno się zmieszczą, a w praktyce wygląda to inaczej.
Pojechaliśmy więc  i na moją prośbę, dealer podstawił mi renault scenic; miałam jakieś takie wyobrażenie, że to spore auto. Tak, spore, ale jeśli jest 7-siedzeniowe, a tymczasem ja zobaczyłam 5-siedzeniówkę. Od razu powiedziałam mu, że już mnie nie interesuje:) Wtedy zaproponował jeep'a - toyotę rav4, na co dostał odpowiedź, że absolutnie nie i koniec, bo ja szukam kombi i tylko kombi! Nakłonił mnie jednak do obejrzenia, wypróbowania, nawet zaproponował przymierzenie dziecięcych fotelików(tak sam z siebie wpadł na ten pomysł)...  Bez entuzjazmu spojrzałam na auto, przepytałam gościa z całej wiedzy na temat tej toyoty:)) ale na propozycję jazdy próbnej znowu powiedziałam: nie.
Sama nie wiem czy ją chcę czy nie; ładna ta toyota, przestronna, ale sporo krótsza niż mój renault, trochę szersza i na pewno siedzi się o wiele wyżej, jak w tego typu samochodach. Tak, pali sporo, bo to benzynówka, ale przy moim starym renault wypada porównywalnie. Podoba mi się też ze względu na silnik: 2,0, 150 koni i napęd na cztery koła(stąd to spalanie)... Nawet cenę dostaliśmy niższą  o 900 euro, tak po prostu, bez pytania nawet... Widać, że nie idą za bardzo tego typu samochody i gościowi zależy pewnie na "złowieniu" klienta.
Na koniec powiedziałam dealerowi, że muszę to przemyśleć, bo sama nie wiem czy chcę to auto. Przyjechałam szukać kombi, a on mi pokazuje całkiem fajnego jeep'a. Jak już się zdecyduję, to umówię się na jazdę próbną, a jeśli do tego czasu sprzeda... znaczy, że nie była dla nas.

Tutaj widok na auto:







Zdjęcia ze strony dealera

Jakby się upierać przy kolorach tylko, to nawet całkiem ładny:) ale na kolorze się nie jeździ.

4 komentarze:

  1. Aniu! Piękny jest, ale i praktyczny.
    Zawsze marzyłam o jeepie, zwłaszcza, gdy woziłam dzieciaki po wertepach różnistych... Teraz (gdyby mnie tylko było stać) też bym taki nabyła, ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
  2. To-znowu-ja, ja tak średnio jestem nastawiona na kupienie tej toyoty. jedyne co za nią przemawia to marka - więc i spora niezawodność - jak i paramtry silnika, wszak lubię mieć moc pod nogą:) nie jest jednak tak duża jak mój kombiak i to mnie lekko odpycha.

    pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też dni pędzą, niby dłuższe, bo wiosenne, a jakoś szybciej mijają... Autko bardzo ładne i ja w ogóle, z zasady, lubię japończyki:) Ale cóż - to Twój wybór:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajęte jesteśmy, zajęte! ja bym chciała połapać wszystko, zrobić jak najwięcej i stąd ten brak czasu.
    Ja też lubię japońskie auta, ale nie do końca jestem przekonana do jeepa; wiesz, kombi zawsze jakos bardziej mi odpowiadało.


    pozdrawiam

    Anka

    OdpowiedzUsuń