sobota, 13 kwietnia 2013

Nie ma...




...już mojego renault. Dziś został sprzedany. Słabo mi się zrobiło, kiedy wyjeżdżał z parkingu i gość tylko zatrąbił na pożegnanie. Samochód śmignął między domami i tyle go widziałam.



Treningi idą mi o niebo lepiej. Po trzecim dniu było źle, ale nie tak źle, jak po drugim. Czwartego dnia przestała boleć mnie większość mięśni, a od piątego ćwiczę w bólach, ale potem wszystko się uspokaja.
Jest coraz lepiej i te 30 minut przelatuje piorunem. Wierzę, że już niedługo będzie to codzienna przyjemność, tak, jak mówi autorka ćwiczeń.

O ile na początku nie myślałam, że dam radę, tak teraz zaczynam czerpać przyjemność z tej codziennej porcji wysiłku. Tak, jak na początku biegania, było cholernie ciężko, tak teraz, pot płynie strumyczkami, ale za to w ciągu dnia dostaję energetycznego kopa.

1 komentarz:

  1. Oj, przydałby mi się dziś taki energetyczny kop w tłusty zadek!

    OdpowiedzUsuń