sobota, 27 listopada 2010

Biały puch



Tak sobie tu wszyscy o pogodzie rozmawiamy i rozmawiamy(wszak pogoda w Irlandii to ważna sprawa), zastanawiamy się kiedy będzie cieplej, zimniej, kiedy przymrozi, a tu nagle, w nocy, spadł śnieg. Rano było biało. Do tego zaczęła się - przynajmniej w naszym rejonie - mała śnieżyca. Wiało i padało przez godzinę. 

Oczywiście wszyscy na letnich oponach, z mniej lub więcej odśnieżonymi samochodami(raczej mniej) ruszyli na drogi. Ślisko było. Tuż obok mnie terenówka nie wyrobiła się wchodząc w zakręt i przytarła mazdę. Ale wszystko odbyło się na spokojnie. Wymiana numerów ubezpieczeń i takie tam. Tak, zima się jednak zaczęła.

Jeszcze wczoraj udało mi się pojechać do lasu po ostrokrzew. Stąd ten porysowany lakier na samochodzie. Wjechałam w polną drogę(bardzo polną, aczkolwiek służącą do normalnego poruszania się wszelkimi pojazdami) pełną dziur. Dziury były już latem. Wiem, bo tam moja siostra trenowała jeżdżenia na jedynce, a samochód tylko podskakiwał i jęczał:)) Tak więc wiedziałam o dziurach, które teraz powiększyły się, do tego wypełniły wodą i w dodatku jakieś błoto się tam zrobiło... Jak już wjechałam, to nie było, że boli. Wrócić mogłabym najwyżej na wstecznym, bo jak większość dróżek w Irlandii, ta też przeznaczona jest na jeden samochód. Żeby się wyminąć z kimś trzeba pokombinować, uciec w krzaki, wnękę jakąś w żywopłocie; dobrze czasem złożyć lusterka, zwłaszcza, jeśli ma się te droższe. No, ale ja nie o tym. 
Wczoraj nie musiałam nikomu drogi ustępować. Za to, żeby ominąć dziury i błoto, z którego być może bym już nie wyjechała, poruszałam się przy samych krzaczorach. Tylko pisk szedł, kiedy na karoserii powstawały piękne linie. Trudno. Ostrokrzew za to mam i to w ogromnej ilości, a samochód jest po to, żeby go używać. Nie drżę przy każdym zarysowaniu, bo chyba bym umarła po tym, jak ktoś stuknął mnie na parkingu w tylny zderzak tak skutecznie, że odstaje on od reszty maski. Do tego przerysował mnie do białego. Nie, nie wiem kto to, bo efekty zobaczyłam dopiero po powrocie do domu.
Z tym, że tutaj prawie nikt nie przejmuje się jakimiś rysami, czy pogniecioną maską. Zbite szkło? Nie ma problemu. W moim miasteczku policja nie zatrzymuje za takie rzeczy. Wymienisz, jak będziesz mieć czas czy pieniądze. Ale koniec o jeżdżeniu i samochodach. Kilka zdjęć.


Dziewczyny robiły "orzełki" na śniegu:









Iza oczywiście była na spacerze:





Płoty wyglądały niezwykle malowniczo:




Rośliny też:






Odbiegając od pogody... Skończyłam czytać dziesiąty tom serii "True blood" - "Dead in the family". Jestem nią rozczarowana. Autorka już chyba nie bardzo miała pomysł na książkę, a nawet jeśli miała, to słabo go rozwinęła. Zbyt dużo udziwnień jak dla mnie. Skończyłam tylko dlatego, że taki mam zwyczaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz