sobota, 6 listopada 2010

Półka



Wczoraj, późnym popołudniem, przyszedł zamawiany "specjalista od robót wszelkich w domu" i zamontował mi półkę. Miał przykręcić jeszcze dwie kolejne, ale okazało się, że mimo naszych usilnych prób znalezienia w sklepie potrzebnych kołków, nie znaleźliśmy ich; pracę trzeba było odłożyć na dziś lub bliżej nieokreśloną przyszłość. Muszę przejechać się po okolicznych(tych w Portarlington) i mniej okolicznych(w Portlaoise) sklepach budowlanych i znaleźć potrzebny produkt. Ja mam nadzieję, że będzie to u nas. W końcu sprzedawcy lepiej mnie tu znają. Dana - moja siostra - już się cieszy na myśl o tym, jak będę im wszystko tłumaczyć. Dla mnie to nie nowość, jeszcze się nie zdarzyło, żeby mi ktoś nie pomógł i to tak naprawdę, z serca doradzając. Mniejsza o dziś. Pokażę to, co zostało zrobione wczoraj:



To jest ta półka - Ikea oczywiście - solidne, ciężkie drewno. Od razu ma wielce użyteczny, jak dla mnie, stalowy pręt z haczykami. Oczywiście oni przewidzieli mniej haczyków, ale przezornie dokupiłam sobie kolejne zestawy.



Taka ilość haczyków potrzebna była na moje filiżanki - które zaczną niedługo spadać, jak prorokuje Artur. 




Na półce znalazły swoje miejsce słoiki z cukierkami(wymagają jeszcze małego podrasowania). Wcześniej przechowywały oliwki. Ten pękaty jest po oliwkach greckich, ogromnych, mięsistych, fantastycznych, zakupionych w lidlu w ramach "dni Grecji".



Dwa imbryczki też znalazły swoje miejsce na półce. W końcu są bezpieczne i bardziej widoczne.



Cały zestaw dzbanuszków do mleka; u mnie nawet dość często są używane, jako że Irlandczycy mają w zwyczaju pić herbatę z mlekiem.



Wisi tutaj tylko część filiżanek. Tu spierałyśmy się z siostrą, która powiesiła je w odwrotną stronę i uważa, że tak było lepiej. Teraz, jak wchodzi się do kuchni, to widzi się "rozdziawione paszcze" filiżanek - to jej opinia.




Gdzieś wysoko leży muszla, która ma być mydelniczką w łazience. Z tym, że to dość odległa przyszłość. Teraz muszla skończyłaby tak, jak je poprzedniczka - stłuczona, w koszu. Dlatego zostanie wyniesiona na strych i poczeka na lepsze czasy.
   


Na koniec pokażę moją ostatnią pracę:


Latarenka, którą przemalowuję, bo w odcieniach brązu i czerwieni jakoś mi nie pasowała. Nabyta w charity, gdzie babka powiedziała mi ostatnio, że jestem jedną z najbardziej wspierających osób, przez te wszystkie moje zakupy:))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz