czwartek, 11 listopada 2010

***



Moja narzuta na kanapę powolutku przyrasta. Może to złe określenie na jej obecny wygląd, bo wciąż jest w kawałkach, ale każdy kawałek powiększył się znacznie. Już pozszywałam pasy w większe elementy:



Nie robiłam przesunięcia o jeden kwadrat, ale o jego część. W ten sposób starałam się ukryć moje niedociągnięcia, bo wprawy wielkiej w takim szyciu to ja nie mam. Jak widać na powyższym zdjęciu, fotel ogrodowy zagościł w domu i ma się dobrze przy drzwiach balkonowych(tak je nazywamy).


W kuchni przybył mi chlebak(skręciłam go wieczorem) i drewniany pojemnik, który w końcu ujrzał światło dzienne. 




Poza tym, na kolejnej ścianie zawisły dwie białe półki - to druga część kuchni, stąd ten kolor, a nie czyste drewno. Zarówno półki, jak i kątowniki nabyłam w ikei. 


W tej chwili dzbanuszki zmieniły miejsce zamieszkania i wywędrowały właśnie tutaj, jako że lepiej wyglądają w tym właśnie miejscu.


W wolnej chwili wciąż podmalowuję różne pierdułki. I tak właśnie zmieniłam kolor świecznika na złoty. W oryginale był czarny, do tego zalany stearyną. Część stearyny zeskrobałam(starałam się delikatnie), a część zmyłam specyfikiem zwanym u nas "white spirit"; jak dla mnie to rozpuszczalnik. Potem delikatna polerka papierem ściernym i farba w spray'u. 







  To takie pierwsze przygotowania do świąt. Potem pewnie nie miałabym czasu na zabawy-malowanki. 



Tak zupełnie z innej beczki. Od dwóch dni zimno u nas niemożliwie! Rano nawet było -3 stopnie! Zeskrobywałam lód z samochodu. Dziś z kolei wieje straszny wiatr, do tego pada deszcz. Kiedy wysiadałam z samochodu o mało nie wyrwało mi drzwi z zawiasów, kiedy tylko je lekko rozszczelniłam. Naprawdę zaczynam czuć zimę. Czas wyjąć szaliki. Wtedy pochwalę się dwoma nowymi, wydzierganymi jeszcze w lecie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz