niedziela, 26 czerwca 2011

Przez zielony las...



...jechałyśmy do Emo. A las był naprawdę szaleńczo zielony. Kocham ten czas, kocham tę zieleń...

Zatrzymałam samochód na poboczu, włączyłam awaryjne i cyknęłam kilka fotek, które i tak nie ujęły tego piękna nawet w nikłym procencie. 









To był deszczowy dzień, aparat mi siadł, więc zdjęcia nie są wyraźne. Dlatego następnego dnia wybrałyśmy sie ponownie, tylko już z naładowaną baterią w aparacie. Dzień też był lekko deszczowy, zatem magia chwili pozostała. 


Oczywiście parasolki poszły w ruch już na parkingu, nawet jeśli nie były takie absolutnie konieczne:






Odkryłyśmy kolejny zakątek z takim pięknym panem - niezupełnie gołym:)





Monika ochoczo wywijała parasolką i biegała dookoła tej rzeźby:





I kolejny pan - siostra stwierdziła, że wygląda, jak apostoł, całkowite przeciwieństwo poprzedniego - stał na tle pięknych buków: zielonego i purpurowego:




Mamy czerwiec i cały czas coś kwitnie:




W końcu deszcz zaczął już nie tylko straszyć, ale poważniej popadywać. Wyjęłam pokrowiec na wózek i zaczęłam z nim "walczyć":





Zakątek z paprociami:




..i seria zdjęć








I jeszcze jedno ujęcie, z parasolką oczywiście:





Nawet ja się załapałam na fotki, mimo że tego ważnego atrybutu nie posiadałam:




I ostatnie, najbardziej wyszukane ujęcie dwóch szalonych dziewczyn:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz