środa, 22 czerwca 2011

Nieuchronnie...



...zbliża się koniec roku szkolnego. Aż wierzyć mi się nie chce, że Małgosia kończy klasę seniorków i od września zacznie już normalną, pierwszą klasę!


Ja z kolei dorosłam do diety Dukana. Trwało to długo, dwa, może trzy lata; myślałam o tym jeszcze przed ostatnią ciążą. Potem jakoś tak czas mijał i mijał... Około 2 miesięcy temu pomyślałam o tym poważniej, ale znowu nie miałam natchnienia. Dopiero zupełnie przypadkowa rozmowa z moimi znajomymi i... coś zaskoczyło. Oni zaczęli dietę, pożyczyli mi książkę(uważam, że bardzo dobrze jest o tym poczytać), ja też zaczęłam. Prawie równo z nimi. 

Teraz już prawie miesiąc mija odkąd jestem na "dukance". Artur jest przerażony. To, ile potrafię zjeść, nie mieści mu się w głowie: 7-8 posiłków dziennie, niezbyt skromnych zresztą. Powiedział, że to na pewno cudowna dieta, szczególnie dla portfela:)) Niemniej jednak zeszło mi 2,5kg, więc chyba nie jest źle. Podczas fazy uderzeniowej nie spadło mi nawet pół kilograma, choć to podobno wtedy są największe ubytki. Już miałam się poddać, kiedy nagle poszło 1,5kg. Teraz schodzi powolutku, ale skutecznie, a Artur wciąż podziwia, bo nie wierzył, że przy takiej ilości jedzenia, jakie ja łąduję w siebie, można jeszcze schudnąć. 
Przyzwyczaił się do widoku mnie z talerzem, miseczką w ręku lub butelką wody. I tak przez okrągły dzień.

Z piciem nie miałam nigdy problemów(a tutaj jest ono ważne), więc wlewam w siebie około 2 litrów dziennie, czasem mniej, czasem więcej. W samochodzie zawsze towarzyszy mi butla z wodą i druga z pepsi lub colą.


Muszę przyznać, że jestem zadowolona, że podjęłam ten trud(o ile trudem można nazwać to odchudzanie). To moja pierwsza dieta w życiu. Mam nadzieję, że uda mi się zejść z kilku kilogramów jeszcze, a potem utrzymać tę wagę. 
Plusem diety jest to, że opiera się na białkach a ja i tak jadłam mnóstwo jogurtów i mleka przedtem. Poza szukaniem niskotłuszczowych produktów, niewiele się w moim jedzeniu zmieniło. Doszło trochę więcej ryb, bo na kurczaka patrzeć i tak nie mogłam.
Nie przeszkadza mi brak cukru(herbat i kaw nie słodziłam od zawsze), słodyczy; domownicy jedzą ciastka, lody... nie działa to na mnie, bo nie chodzę głodna i w zasadzie zjadam to, co lubię. Najbardziej dokuczają mi dni białkowe; brak warzyw daje o sobie znać. Dlatego stosuję dietę 2/2 - dwa dni białkowe, dwa - warzywno-białkowe. Przez to mam mniej znaczny spadek wagi, aczkolwiek systematyczny. I chyba o to chodzi? 


Zatem... prosze trzymać kciuki, żebym się nie załamała.

P.S.

Nie mogę tylko znaleźć odtłuszczonego kakao. Nie ma i już, a jak jest, to z dodatkiem cukru. Szkoda. Może ktoś zna firmę produkującą takowe? Będę wdzięczna za info. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz