niedziela, 5 czerwca 2011

Dzieciowato, imprezowo



Kolejna porcja zdjęć, tym razem pod kątem rodziny. Główny temat: Izabela, czasem Monika i najmniej widoczna Gosia:)


Pogoda nam dopisała przez ostatnie aż!!! 3 dni, więc w ogródku odchodziła zabawa całymi dniami. Dzieciaki biegały w skarpetkach, boso, półnagie czasem. Izabela kocha być boso w ogrodzie. Kiedy pierwszy raz staje na trawie, śmiesznie kurczy paluszki, potem już stąpa normalnie.


Niestety, pierwszego dnia pięknego lata była zasmarkana, potem jej przeszło:




Butelka z piciem na ziemi, kapelusz zgubiony...



...wszystko to mało ważne.


Monika wracała z przedszkola i zaczynała się zabawa:




...niejednokrotnie kłótnia o zabawki...






Szybkie pociągnięcie z kubka pełnego mleka, żeby ugasić pragnienie i dalej do ogrodu:





Wczoraj po południu zaproszeni byliśmy do Ann i Davida, bo ich najmłodsza córka - Jessica - miała chrzest. Obie moje panny wystroiły się w białe kiecuszki, pięknie uczesały:



Monia jeszcze w naszym domu...




...Gosia już w ogrodzie Ann.



Pełno było dzieci w najróżniejszym wieku. Jak można określić sytuację tam panującą? Dzieci przychodziły z problemami(bo te oczywiście były i to OGROMNE! bo na przykład ktoś spojrzał na kogoś źle) do kogokolwiek z dorosłych. I każdy starał się rozwiązać problem najlepiej jak umiał. Moimi dziećmi zajmował się ktoś, ja miałam czyjeś dziecko, potem wymiana i tak cały czas:))





Tutaj mam maluch koleżanki, która jest już w 9 miesiącu ciąży, więc troszkę ciężko było jej nosić ponad roczną dziewczynkę. Sofia, jak widać, nie robiła z tego problemu:) Mogła być z mamą, mogła byc ze mną, czy z kimkolwiek innym.



Iza szalała w ogrodzie:




Próbowała ganiać koleżankę:




...ale najbardziej ukochałą psa Ann. Biegała za nim, targała go za sierść:



Oczywiście bouncy castle, czyli nadmuchany zamek, był ogromną artakcją. Nawet Izabela chciała się się wspinać. 




Jako jedna z największych uczestniczek przyjęcia, miała też swoje krzesło:)



...na którym siedziała całe 10 minut!


Zdjęć mam mnóstwo z moimi starszymi córkami, ale ze względu na obecność dzieci innych osób, nie umieszczam ich tutaj.

Dodam tylko, że bawiliśmy się super. Ann zaprosiła Caroline, Leanee i mnie, bo przyjaźnimy się dość blisko. Poza tym była rodzina Ann i Davida oraz bliscy sąsiedzi. Przyjęcie odbywało się w domu i ogrodzie. My, jako jedyni obcokrajowcy byliśmy na początku przedstawiani, pytani o nasz pobyt tutaj i inne standardowe rzeczy. Potem już "wtopiliśmy się" w imprezę. 

To, co było miłe(nie wiem czy tak jest wszędzie, ale tutaj sytuacja wydawała się naturalna) to to, że goście pomagali w przygotowaniach, w sprzątaniu, w opiece nad dziećmi. Każdy czuł się swojsko i u siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz