sobota, 18 czerwca 2011

I stało się



... mój renault jest spolidnie przytarty. Ma wgniecione drzwi kierowcy i częściowo zdarty lakier. Do tego odpadałą listwa boczna, ale przykleiłam ją dziś taśmą.
Początkowo nie zamykało sie okno - po całym zajściu musiałam jechać w deszczu z opuszczoną do połowy szybą. Na miejscu udało się ją dociągnąć, zostało tylko ok 7cm szczeliny. Zamek centralny działał, ale drzwi nie udawało się otworzyć z zewnątrz, tylko od środka. Niemniej jednak nie miałam czasu na zastanawianie się nad tym wszystkim; zostawiłam takie auto na parkingu i poszłam z dziećmi na imprezę. 

Wieczorem podjechałam do znajomego, rozmontował całe poszycie drzwi i wypchnął częściowo blachę. Dzięki temu udało się domknąć okno(nadal działa elektryczne otwieranie i zamykanie, choć przy większej prędkości słychać nieszczelności) oraz naprawić klamkę. Wszystko było przyblokowane przez wgięty metal.

I tak miałam dużo szczęścia, że w momencie przycierania samochodu o słup, przy opuszczonej szybie, ta nie pękła. 

Teraz jeżdżę troszkę mniej ładnym autem, ale znajomy stwierdził, że nie opłaca się robić blach, tylko kupić całe drzwi na szrocie. Być może trafi się nawet w kolor - lapis lazuli - a jeśli nie, to wtedy można polakierować. Z tym, że już tak strasznie mi się nie spieszy. Auto działa, wszystko się trzyma, to najważniejsze. 
Pewnie, że lubię mieć ładny samochód, ale wychodzę z założenia, że to rzecz, która pracuje, a co za tym idzie - ulega zniszczeniu, wypadkom. Tym razem z mojej winy - nie da się ukryć. Cóż mogę dodać? Tylko ten nie popełnia błędów, kto nie robi nic. Ja spojrzałam o jeden raz za mało w lusterko boczne... 

To są tego efekty:


















Mogło być o wiele gorzej:) choć Artur był zaskoczony mocno, kiedy zobaczył efekt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz