wtorek, 30 sierpnia 2011

Powycieczkowo



Wczoraj Gosia po raz pierwszy miała zajęcia w polskiej szkole. Przywitaliśmy się z nauczycielką, po czym dzieci zostały w klasie. Po dwóch godzinach wróciliśmy, żeby odebrać zadowolone, uśmiechnięte dziecko. Gosia jest zachwycona pierwszymi zajęciami i oby tak dalej! Jutro odbędą się kolejne lekcje, a w czwartek już czas do irlandzkiej szkoły. 


Tymczasem w niedzielę pojechaliśmy do Emo, bo dawno tam nie byliśmy. Tym razem to nie jest ironiczne sformułowanie:)Naprawdę nie byliśmy tam dość dawno. 

Z wycieczki wstawiam kilka fotek:


Gosia zabrała ze sobą zeszyt i zapisywała sobie nazwy roślin. Po polsku, angielsku, jak popadło.






Dana, jak zwykle, zabawiała się w mojego fotografa. Kiedy ostatnim razem cykała nam fotki w zoo, ludzie zaczęli naprawdę zwracać na to uwagę. Stwierdziła wtedy, że zaraz ktoś podejdzie i poprosi o autograf, bo może jestem kimś znanym? Zażartowała: lepiej mieć autograf i wyrzucić, niż nie mieć i potem żałować:)
Tym razem, w Emo, aż tak bardzo nie oglądali się za nami.




Dziewczyny już przywykły do zdjęć, choć Małgosia czasami ucieka.




Siostry na wspólnym spacerze - trwającym aż pół minuty!
 




Tu wyjątkowo się sobie nawet podobam.





Jak widac nawet łabędzie nie były tak ciekawe, jak ciocia z obiektywem.





Ale całe stado kaczek, w połączeniu z łabędziami, już przyciągnęło uwagę Izabeli.





Podczas biegania Izabela zaliczyła "placka" na ziemi. Klepnęła tak porządnie, że musiała ziemię wypluwać z buzi. Na szczęście zabawa była tak przednia, że nawet nie jęknęła.




Moniki minka czasem jest bezcenna.





Powolutku wracamy...





...ale nie tak szybko mama! Jeszcze trzeba pozbierać kamyki!



I jeszcze dwa zdjęcia z poprzednich zabaw na powietrzu:










Mimo, że wciąż otacza nas żywa zieleń, nie ma spadających, żółtych liści, zaczęła się jesień. Oby słoneczna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz