środa, 10 sierpnia 2011

Zajęta...



...i to jak zajęta! 

Szyciem, które wypadło nagle i niespodziewanie. 


Ostatnio odwiedziłam swój ulubiony sklep ikea w Dublinie. Nabyłam, drogą kupna, roletę do naszej sypialni. Ta, którą mieliśmy, spadła kilka razy i w końcu się połamała. Artur po nockach odsypia w ciągu dnia, potrzebuje więc zaciemnienia. Czym prędzej należało dokonać stosownego zakupu, a ponieważ przypadkowo odkryłam nowy(przynajmniej dla mnie) wzór, nie myśląc długo, pojechałam. I to niemyślenie troszkę mnie zgubiło. Może nie zgubiło, ale wykreowało dodatkową pracę. 


Roleta jak najbardziej piękna:



Zdjęcie pochodzi ze strony sklepu   


Wzór podoba mi się niesamowicie; widoczny jest z obu stron, bo... bardzo mocno prześwituje. No właśnie. Nie doczytałam tego, że właśnie TA roleta nie blokuje światła. Pięknie wygląda ze środka i z zewnątrz, ale nie blokuje światła. Może lekko je przygasza. 
Trzeba było więc chwycić za materiał i maszynę. Oczywiście nie ma tego złego... Stosowny materiał leżał już prawie dwa lata i czekał. Wczoraj poszedł pod nożyce, dziś zawisły delikatne, tiulowe zasłony, haftowane w kwiaty/gałązki/maziaje. Aby bardziej spełniały swoje zadanie, dostały płócienne podbicie. 
Zdjęć nie mam, bo jakoś sytuacja się nie złożyła:)

Przy okazji wpadły mi w oko:















I jeszcze dwa materiały:









Wszystkie zdjęcia są ze sklepu Ikea


Nie żebym zaraz leciała i kupowała je na metry, albo zaopatrywała się w tony pościeli... Przyciągnęły jednak moją uwagę, bo od bardzo długiego czasu nie mogłam znaleźć w ikei żadnych wzorów pod mój gust. Teraz zastanawiam się co bym zrobiła z tych konkretnych materiałów? 



Kolejna rzecz, która mnie absorbowała, to zakupy książkowe dla Gosi - dziś już załatwione i dopięte na ostatni guzik.


Nastęna sprawa - poszukiwania sukienki na wesele, które ma mieć miejsce we wrześniu. Dostaliśmy zaproszenie od naszych sąsiadów Claire i Marka. Pierwszy raz idziemy na irlandzkie wesele. Chrzest już zaliczyliśmy, teraz kolejna impreza. 
Sukienkę kupiłam dziś. Jak dla mnie piękna, bo nie jakaś wyczesana, ale też nie codzienna. 


I ostatnia rzecz: zaczęłam oglądać czwarty sezon "True blood". Wciągnęło trochę, ale nie za bardzo. Zbyt duży rozjazd między książką, a serialem, w którym trzeba doszukiwać się oryginalnych wątków. Na razie trzy epizody za mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz