niedziela, 13 lutego 2011

Z zamierzchłych czasów...



...wyciągnięte kwadraty. To moje pierwsze prace. Krzywe, każda w innym rozmiarze. Leżały na dnie pudła z wełnami. W sumie nie wiem czy wyjdzie mi coś z tego, ale spróbuję skoro już są zrobione. Może trochę wyrównam tu i tam? Zobaczymy.






Aż śmiać mi się chce, kiedy patrzę na to, co kiedyś robiłam:)




A moja przyjaciółka JM "płacze", że trochę krzywo coś przyszyła:)) Tak Asiu, to o Tobie mówię. Kiedyś pisała bloga tu, potem przeniosła się tutaj. Warto do niej zajrzeć i popatrzeć z czym się zmaga. 
Wróciła do szycia, czego jej zazdroszczę, bo ja jakoś nie mogę się wygrzebać z tego mojego bałaganu.
A, jeszcze jedno, zazdroszczę jej kota. 

Kocham koty miłością wielką. Nie psy, a koty właśnie, za ich niezależność. Kiedyś, w Polsce, zmuszona zostałam, żeby zamieszkać z kotką, dość dziwną, powiedzmy. Dlaczego? Kotka była już stara, przestraszona(prawdopodobnie wymęczona przez dzieciaka) i stąd wynikały jej agresywne zachowania(w najmniej oczekiwanej chwili rzucała się, gryzła, drapała, fukała). Długo się do siebie przyzwyczajałyśmy. Ja wprowadziłam nowe zasady w JEJ DOMU. To JA byłam nowa, a rządziłam na jej terytorium. Nie mogła już biegać po stole, blatach kuchennych. Po miesiącu, może dwóch, sytuacja zaczęła się normować. Kotka przestała rzucać się na mnie, drapać, uciekać przy lada szmerku. Ba, przychodziła do mnie kiedy siedziałam i czytałam książkę, usadawiała się na kolanach lub brzuchu i tak odpoczywałyśmy. Później było jej już mniej wygodnie, bo ze względu na ciążę, mój brzuch zaczął  przeszkadzać w tych kocich drzemkach. Mimo to zawsze próbowała gdzieś ze mną siąść. Ewentualnie wspinała się na moje kolana, stawała na tylnych łapach, opierając przednie na moich ramionach i wtulała głowę w moją szyję. Mruczała przy tym, jak motor. 
Kochała czesanie. Rozwalała się wtedy na podłodze na całą długość i mruczała. Pozwalała też na czesanie brzucha - odkrywała go, myślę, że już wtedy ufała mi dość mocno. 
Kiedy urodziła się Małgosia i przyjechałyśmy ze szpitala, stanęła na progu sypialni, potem zaczęła miauczeć. Trwało to do chwili, kiedy dałam jej obwąchać malucha. Zwierzak zaakceptował nowego lokatora. Gdy Gosia kwiliła w łóżeczku, kotka zaczynała miauczeć. Wiedziałam, że trzeba iść do małej. 

Po roku wspólnego mieszkania zaczęłam przygotowania do przeprowadzki. Kotka snuła się między pudłami, ocierała o moje nogi i miauczała. Cały czas, całe 4 dni. Przyzwyczaiłyśmy się do siebie mimo tylu trudności, a teraz szykowało się coś nowego. Ciekawe czy za mną tęskniła, kiedy wyjechałam? 

Od tamtej chwili kota nie miałam. Może kiedyś...     


Ot i wyszła taka przydługa opowieść o kocicy.



Wracając do moich robótek:



To obecne kwadraty z resztek. Wciąż je robię, systematycznie pozbywając się włóczek.




Potem zszywam je w różnych kombinacjach. Kiedyś już to prezentowałam; teraz przybyły kolejne kwadraty. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz