niedziela, 6 lutego 2011
Ciężka noc przed nami
Wszystkie dzieci chore...
W piątek, o 3 w nocy, pojechałam z Małgosią do szpitala na ostry dyżur. Już w tygodniu skarżyła się na ból brzucha. Nagle dostała wysokiej temperatury, zaczęła płakać i pokazywać prawą stronę brzucha. Kiedy nacisnęłam, krzyczała z bólu. Przestraszyłam się, że to wyrostek. Na szczęście to nie było to. Zapalenie migdałków - tak określili po oględzinach i badaniu. Dostała antybiotyk i przed piątą byłam z nią w domu.
Dziś, po 4 dawkach antybiotyku, wciąż nie ma poprawy. Gorączka się utrzymuje mimo podawania leków na jej zbicie. Mało tego. Do Gosi dołączyła Izabela z samego rana, a po południu Monika. Wszystkie z temperaturą około 38 stopni. I tutaj to samo: cały dzień podawania nurofenu i calpolu nie daje nic! Zaczęłam przykładać mokre ręczniki do czoła - to znacznie obniżyło gorączkę, dziewczyny zaczęły spokojniej spać.
Jutro idziemy do Sean'a, a teraz, aby tylko przetrwać noc. I oby im się już nie pogorszyło.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz