piątek, 7 listopada 2014

Nieperfekcyjna Pani Domu



Zostałam zaproszona do zabawy przez Taitę z Irlandii. Skoro mój małżonek wyleciał do PL na szybką kontrolę oczu(jest szczęśliwym "posiadaczem nowego wzroku" dzięki operacji laserowej), a ja nie lubię wieczorów bez niego, muszę się zająć czymś, co mnie zaabsorbuje, czyli postem o większej objętościowo treści.







1. Dwa obowiązki domowe, które lubisz robić w domu.

Najbardziej lubię mycie samochodu, ale z kolei nie mam na to tyle czasu, ile bym chciała i nie jest to obowiązek domowy, ale i tak mój nr jeden.

Prasowanie. Uwielbiam przemiane pogniecionych ubrań w gładkie. Widać to szczególnie na koszulach mundurowych mojego męża i letnich, zwiewnych sukienkach dziewczyn. Nie przeszkadzaja mi halki, falbanki, ani żadne takie. W związku z tym, ze dużo prasuję, zwracam uwagę na żelazka i jak do tej pory te z ceramiczną stopką są najlepsze. Łącznie z uzyciem pary, nie kleiły się nawet do nadruków na dziecięcych koszulkach, a przesunięcie po metalowym suwaku nie zostawiało śladu.  


Zajmowanie się ogrodem, to drugie ulubione zajęcie, co nie znaczy, ze jest na drugim miejscu:) Bawiąc się ziemią, nawet przekopujac twardą glinę, odpoczywam niesamowicie. Mam nadzieję, że uda mi się podjąć tutaj pracę w jednym z licznych parków czy ogrodów... Byłaby to moja pełnia szczęścia.


2. Dwa obowiązki domowe, których nie lubisz robić w domu.


Nie cierpię sprzątania, dlatego staram się systematycznie utrzymywać porządek, oczywiście na miarę moich możliwości, a głównie cierpliwości. Przy trójce dzieci, posprzątany living room cieszy moje oczy przez pierwsze pół godziny, ewentualnie cały wieczór, kiedy dzieciaki już umyte siedzą na górze w sypialniach. Żeby jakoś ogarnąć ich zabawki, zakupiliśmy wielką skrzynię - jak na pirackie skarby - i tam większość akcesoriów dziecięcych jest pochowana, kiedy śpią. W ciągu dnia sprzątać zabawki to jak "myć zęby podczas jedzenia czekolady". Nie potrafie tylko zapanować nad książkami, które lubimy wszyscy. Wędrują one po całym domu i samochodzie.


Nienawidze zakupów! to drugi obowiązek, który ciąży na mnie, a za którym nie przepadam. Ponieważ dwójka moich dzieciaków uczęszcza do popołudniowej szkoły polskiej, przez dwa dni w tygodniu muszę łazić po mieście przez 2-3 godziny; owszem, ogarniam wtedy właśnie te zakupy domowe i inne, ale nie jest to przyjemność. Mój mąż stwierdził ostatnio, że pojechanie ze mną do miasta, to żadna radość. Wchodzę do sklepu, kupuję co potrzeba, wychodzę, załatwiam kolejną sprawę i do domu! NO FAN AT ALL!  Z tym wiąże się też nasza rodzinna anegdota: kiedy małżonek pracował na nocki, zaproponował, żebym którejś soboty pojechała z dziećmi na zakupy do miasta odległego o jakieś 25min. Liczył na spokojny sen, w ciszy, bez dzieci. Uznałam to za świetny pomysł, pojechałam i wszystko zajęło mi niecałe dwie godziny. Jazda w obie strony po 20min + zakupy. Po przebudzeniu stwierdził, ze był to pomysł bez sensu.



3. Czy lubisz gotować? Jeśli tak, to jaka jest Twoja ulubiona potrawa?


Bardzo lubię, choć wielką kucharką nie jestem. Odkąd mam termomiks, kocham kuchnię jeszcze bardziej. Uwielbiam natomiast pieczenie, ale gotowanie jest zaraz po nim. Mogą to byc potrawy szybkie, mogą być skomplikowane. Przy dzieciach nauczyłam się wielu szybkich "przegryzek", bo jednak nie mam zamiaru całego czasu spędzać w kuchni. 

Ulubiona potrawa... trudno powiedzieć, bo to się zmienia. Ostanio zasmakowałam w tutejszej wołowinie; przyrządzam szybkie steki, bądź duszę dłużej w mniej lub bardziej wymyślnych sosach. 

4. Podziel się dwoma trikami à la (Nie) Perfekcyjna Pani Domu.


Sporadycznie kupuję ścierki w sklepie. W większość wykorzystuję bawełnę ze zużytych T-shirtów, która jest niesamowicie miękka, a do tego wyjątkowo chłonna. Przy dzieciach, takich popsutych ubrań mam stosy, więc następuje też duża rotacja. Ścierki takie używam też w samochodzie, przy sprawdzaniu oleju, do wycierania bagnetu. Nic mi wtedy nie skapuje, wszystko wsiąka w jednej chwili, a ściera idzie do kosza.

Moje bądź Artura koszulki sportowe używam jako fartuszki dla dzieci, podczas ich zabaw farbami. Tego nauczyła mnie Sheila - nauczycielka z przedszkola. Sprawdzają się rewelacyjnie.
Dodaję sody do prania, żeby zmiękczyć wodę i uzyskać lepszy efekt, a wszystkie wanny, umywalki i kabiny prysznicowe spryskuję lekko rozcieńczonym octem, daję im 20-30min i zmywam gąbką, po czym spłukuje. Bez tarcia, bez wysiłku, wszystko jest błyszczące.


5. Wymień dwóch ulubieńców domu.

Nie bardzo rozumiem pytanie... 

6. Mieszkanie czy dom?

Teraz, kiedy mamy dzieci... tylko dom. Ale kiedy będziemy już sami, w podeszłym wieku, chyba wolałabym mieszkanie. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym dzielić duży dom z rodziną, którą założą moja dzieci. W swoim domu chcę się czuć swobodnie,a  nie iść na kompromisy, które wtedy byłyby koniecznością. Poza tym dom, nawet niewielki, ma swoje wymagania. Nie zapieram się, że w takiej decyzji będę trwała do śmierci, ale póki co wydaje mi się to rozsądne.

7. Kto prowadzi budżet domowy?

Ja. Mąż zasila konto, a ja mam do niego wszystkie karty:)

8. Pedantka czy bałaganiara

Ani tak, ani tak. Będąc na studiach byłam pedantką, tak to teraz widzę. Wszystko miało swoje miejsce i wściekałam się strasznie, gdy ktoś mi poprzestawiał rzeczy. Wraz z dziećmi znowu zmieniłam swoje zasady. Lubię mieć porządek w dokumentach, dlatego trzymam wszystko w segregatorach, w koszulkach; w szybki sposób znajdujemy to, co jest potrzebne. Staram się odkładać na miejsce rzeczy zaraz po ich użyciu, sprzątać kuchnię wieczorem, ale zdarza się, że nie zrobię tego. Nauczyłam sie też nie denerwować, bo coś jest rozlane, rozwalone, itp. Szkoda życia na takie pierdoły, ale bywa, że miarka się przebierze i wtedy wybucham. 


9. Jak wyglądałby Twój wymarzony dom?

Nie mam jednoznacznego wyobrażenia. Jedyne czego nie lubię, to nowoczesne wnętrza i takiż wystrój. Metal, szkło... to do mnie nie przemawia. Jeśli miałabym wybierać, to na pewno zdecydowałabym się na dom na jednym poziomie. Te sypialnie na górze...  No i ogród, musi być duży. 

10. Tradycja wyniesiona z domu, którą praktykujesz do dziś?


Nie wiem czy można to nazwać tradycją, bardziej nawykiem. Patelnie i garnki zabrudzone wszelkimi tłuszczami wycieram papierem, a potem wystarcza spłukanie gorącą wodą lub wymycie z niewielka ilością płynu. Szybko, łatwo, przyjemnie.

Tradycją natomiast jest ubieranie choinki w wigilię, co tutaj wystawia cierpliwość moich dzieci na próbę. Żeby im to zrekompensować - wszak domy Irlandczyków od początków grudnia, a może nawet wcześniej, świecą choinkami - ubieramy pokój dzienny, klatkę schodową, ich sypialnie już od pierwszych dni grudnia. Nie wszystko na raz, tylko drobnymi kroczkami. Do tego dbam, aby ich prace, wykonane w szkole, bądź w domu, wisiały w widocznych miejscach, nawet jeśli kłóci się to z wystrojem. Myślę, że to ważne, aby czuły, że też mają swój udział w przygotowaniach. Pamiętam, ze ja będąc dzieckiem wieszałam swoje ręcznie robione zabawki z wydmuszek. Dopiero po latach dostrzegłam ich brzydotę, ale w dzieciństwie wydawały mi się piękne i byłam dumna, że wiszą na choince! 

To na tyle i aż tyle!


Do zabawy zapraszam, jeśli tylko znajdziecie czas i ochotę:


Urszula

Renya
Motylek
Splocik

8 komentarzy:

  1. Miło był Cie poznać od tej strony.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie było poczytać o Tobie. Zdradziłaś ciekawą metodę na mycie łazienki, myślę że wypróbuję przy okazji.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu,

    dziękuję za zaproszenie - muszę się zastanowić nad udziałem w zabawie, bo jak czytałam pytania to nie potrafiłabym jednoznacznie stwierdzić co lubię a czego nie - po prostu podchodzę do tego, że trzeba to zrobić i już.

    Natomiast jeśli chodzi o zachowanie naszych dzieci - MAM NADZIEJę, że z czasem im to przejdzie, bo jakby tak miało zostać, to okazałoby się, że wychowałam potwora! Też mi się wydaje, że dzieci teraz szybciej przechodzą przez pewne fazy rozwoju, które kiedyś były bardziej charakterystyczne dla trochę starszych dzieci - odnoszę wrażenie, że Krzysiek coraz częściej zachowuje się jak nastolatek a nie jak dziwieęciolatek...

    Pozdrawiam jesiennie,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za zaproszenie. :) Obiecuję zastanowić się, dawno nie bawiłam się w takie zabawy... może podejmę wyzwanie. :)))
    Będzie trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytania, ale może się uda... :)))
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za zaproszenie:) Choć sformułowanie "perfekcyjna pani domu" w żaden sposób do mnie nie pasuje, nawet samo "pani domu" jest w moim przypadku mocno na wyrost - nie czuję się panią domu, bardziej rezydentką, która za korzystanie z dobrodziejstw mieszkania musi mu (mieszkaniu) płacić powinnościami;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna robota, Aniu! Muszę koniecznie Cię pochwalić, bo napisałaś obszernego posta, którego przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Widać, że się do niego przyłożyłaś, a nie napisałaś go na kolanie. Przyznam, że zaskoczyłaś mnie niektórymi odpowiedziami np. tym, że nie chciałabyś na starość mieszkać z dziećmi.

    Wielkie dzięki za wzięcie udziału w zabawie :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. myszkowato.blogspot.com
    zajrzałam chyba tutaj po raz pierwszy i ? niestety... zostaję:D
    wciagnęłas mnie tym artykułem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miło mi Cię gościć. przyznaję jednak, że niezbyt często piszę takie:)

      Anka

      Usuń