środa, 12 listopada 2014

Szkolny projekt najstarszej...

...który powstawał z udziałem rodziców.

Dzieciaki w czwartej klasie miały przygotować "edible project" czyli dosłownie: jadalny projekt. Nie wiedziałam początkowo o co chodzi, jak to jadalny? Małgosia oczywiście się zgłosiła razem z koleżanką, bo obie stwierdziły, że będzie to cukierkowy pałac, który zrobię ja, bo przecież potrafię takie rzeczy(nie powiem, ze nie było mi miło :) ale z kolei ta praca...)

Wczoraj po południu, po wcześniejszym przemyśleniu sprawy i zgromadzeniu produktów, powstało to:

Widok z góry, może niezbyt imponujący...




I z boku:




Kolorowe okienka powstały przez przypadek. "Zamontowałam" tam kolorowe cukierki, ale te, po 10 minutach, zaczęły się rozpuszczać w śmietanie. Wydłubałam je czym prędzej - niszcząc nieodwracalnie konstrukcję okien, ale zyskując kolory:



Z drzwiami już nie kombinowałam, bo wszystko nasiąkało wilgocią śmietany. Nawet niby płotek na 2 piętrze, wykonany z pianek, zaczął delikatnie podsiąkać. Zaryzykowałam i go zostawiłam. 

Dziś, tuż przed wejściem dzieci do szkoły, pojawiałam się z ciastem. Wywołało sensację - choć przyznaję, ze nie było to dzieło wysokich lotów. Chyba najbardziej wprawiło w zadziwienie tym, że zostało wykonane w domu! Coś takiego! W domu!!!!
Projekt zaliczony. Ufff... ulga. 

10 komentarzy:

  1. Pięknie wyszło, a jaki w tym był udział Gosi? Nie podobają mi się takie akcje, gdzie wkopuje się rodziców i mam nadzieję, że to nie była tego typu akcja.
    A poza tym, to wcale się nie dziwię, że było Ci miło. Chyba nic tak nie uskrzydla, jak pewność dzieciaka, że mama wszytko potrafi (a swoją drogą bardzo było mi przykro, gdy okazało się, że to nie prawda i moja mama nie wszytko umie, na szczęście byłam wtedy na studiach i nie płakałam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak było,to wiesz, bo już Ci napisałam. myslę, że zawsze tak jest i chyba nie idzie ku lepszemu, niestety.
      A

      Usuń
  2. Oh, jak ja "lubie" tego typu projekty szkolne... Wprost UWIELBIAM!

    Dobrze, ze Gosia mama, ktora "wszystko potrafi" - jak widac na zdjeciach - wiara Gosi nie jest bezpodstawna!
    Brawo dla mamy! Projekt wyglada BAJECZNIE!
    Przede mna podobne wyzwanie, ale nie szkolne - tort urodzinowy dla pierworodnego. Ja w te klocki nie jestem az tak dobra jak Ty!
    Narobilas mi smaka tymi zdjeciami...
    Pozdrawiam,

    sliniacy sie na biurko Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez "kocham" te projekty, zwłaszcza z zaskoczenia!
      nie tak wszystko ta mama potrafi, ale się stara i wścieka czasami strasznie! torty i ich dekoracja, to akurat to, co lubię, więc czasem nawet nie najgorzej wyjdzie, choc do mistrzów to moja droga daleka strasznie.

      Anka

      Usuń
  3. Bardzo smakowity tort i wygląda jak z bajki Disneya, nie dziwię się, że wywołał sensację:)
    Jak moja córka była mała, to kupiłam sobie książkę (Dania jak z bajki, czy coś takiego), w której był przepis na chatkę Baby Jagi z herbatników i nie tylko - zawsze bardzo mi się podobały takie "jadalne projekty":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz wszystkie bajery można znaleźć w internecie i nic tylko się bawić!

      Anka

      Usuń
  4. Gratuluję :-) Wspaniale wykonany tort - jak dla mnie mistrzostwo świata.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. no proszę, piętrowy torcik powstał, śliczny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny tort. Dobrze, że Gosia ma taką fajna mamę

    OdpowiedzUsuń