niedziela, 3 czerwca 2012

Poniedzielnie




Dzisiejsza niedziela upłynęła pod znakiem ciasta-tortu migdałowo kawowego.

Zaczynam wypróbowywać przepisy przed uroczystością, która gdzieś tam przyszłościowo się kroi. Chcę mieć sprawdzone ciasto, w zasadzie tort, który nie byłby przekładany masą śmietanową, kremem na bazie budyniu, jednym słowem tort, który nie musi stać w lodówce. Będzie ona wtedy przepełniona jedzeniem - pachnącym mocno i bynajmniej nie ciastowo.

Ze względu na powyższe, wczoraj powstało to ciasto:





Przepis zaczerpnęłam z książki Anieli Rubinstein - "Kuchnia Neli". Jest to tort migdałowo kawowy i powiem Wam, że kawowy to on jest naprawdę! Migdały nadają ciastu specyficzną konsystencję i wilgoć.


Ciasto opiera się na jajkach, zmielonych migdałach, mielonej kawie i cukrze. Brak mąki, proszku do pieczenia. Na całej wysokości jest jednakowe, nie ma problemu z zakalcem. Krem z kolei to masło, cukier puder i kawa.




Wierzch pokryty jest polewą kawową - a jakże! - bardzo twardą, która tworzy niemalże szklistą powierzchnię. Na pierwszym zdjęciu widać okręgi w jakich zastygła, kiedy tylko wylałam ją na ciasto. To, co zdążyło spłynąć po bokach, zastygło w "kolumienkach".


Tort jest niesamowicie słodki; wystarczy jeden cieniutki plaster tortu(ok.1,5cm szerokości) żeby się zasycić - tak też opisała go autorka. Po raz pierwszy widziałam Artura, który nie wziął dokładki! Ja sama zjadłam dwa dość spore kawałki i od rana do 16-tej nie tknęłam niczego.

Dziewczyny zachwyciły się tym ciastem. Gosia i Monika zjadły po dwa kawałki w ciągu dnia. Izabela też spałaszowała jeden. Jak na moje córki, jest to przypadek niezwykły, bo one zwykle ciast nie jadają. Zwykle. Niektóre torty im smakują. Jak widać kawowy jest tym dobrym.

Co jeszcze?

W czasie wyrabiania ciasta jedyna trudna rzecz to wymieszanie bardzo gęstej, wręcz stałej, masy migdałowo cukrowej z ubitą pianą z białek. Robiłam to partiami i bardzo, bardzo powoli udało się.

Na pewno upiekę go jeszcze raz, żeby być pewną, że wyjdzie w przyszłości i że nie będzie żadnych niespodzianek. Muszę przemyśleć też koncepcję ubrania wierzchu. Polewa zastyga w ciągu 2-3 minut, więc pozostają jakieś pisaki lukrowe lub coś w tym stylu.

Póki co... jest jeszcze czas.
hrabina.ee, niedziela, 03 czerwca 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz