wtorek, 4 stycznia 2011

Zapomnieliśmy wszystkich dokumentów...



...i pojechaliśmy rano na NCT. Z lekkim sercem, bo jeszcze nie wiedzieliśmy, że wszystko zostało w  domu. Nagle, tuż przed budynkiem, gdzie podstawia się auto, Artur przypomniał sobie o dowodzie rejestracyjnym(u nas nie wozi się go ze sobą, leży w domu) i o prawku, którego też nie wziął. Ja oczywiście też swojego nie miałam, bo gdzieś leży, tylko jeszcze nie wiem gdzie. Już się wkurzył, że przepadły nam pieniądze, ale namówiłam go, żeby poszedł i zapytał, co z tym teraz z robić. 
Facet, po usłyszeniu, że nie mamy żadnych dokumentów ani naszych, ani samochodu, zapytał: a 50 euro macie? - Tak. - A samochód wzięliście?
 
Przetestowali nam auto. Pierwszy raz czekałam i patrzyłam, co robią z samochodami. Najpierw oglądają i sprawdzają: 
czy zamek centralny działa, 
czy drzwi są pozamykane, kiedy się załączy; 
ciągną za pasy i testują czy się blokują; 
włączają wycieraczki, spryskiwacze;
sprawdzają kiedy chwyta sprzęgło;
światła i wszlkie żarówki(te od tablic rejestracyjnych też)

Potem samochód leci na komputer: kontrolki, hamulce, emisja dwutlenku węgla, itp. rzeczy. 
Kiedy nasz Renault wisiał na podnośniku, obserwowałam, jak gość machał kołami, kręcił nimi, sprawdzał jakiś milion rzeczy przy każdym kole. 

W jakimś momencie, zupełnie przerażona, co tam znajdą i ile nas to będzie kosztować, przestałam patrzeć na to "gibanie" samochodem. Nagle nas zawołali i... dali wydrukowany dysk na kolejne 2 lata. Samochód mamy sprawny! Tego się nie spodziewałam. Naprawę liczyłam się zmożliwością jakichś napraw, a okazało się, że nawet zbieżności kół nie musimy robić. 
Jestem niesamowicie zadowolona! Tym bardziej, że dziś oglądaliśmu drugie auto. Tym razem dla Artura. I chyba go kupimy. Samochód jest właśnie po NCT(dostał je od razu na 2 lata), był - podobno - dobrze prowadzony i(co istotne) kosztuje mało. Ma mały silnik - 1 litr - więc i opłaty będą mniejsze. 
Marka: seat ibiza. 

Decyzja należy do Artura...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz