niedziela, 2 stycznia 2011

Wróciło i odeszło


Mam na myśli ogrzewanie. Dziś spadło nam ciśnienie do tego stopnia, że nie działa już ogrzewanie domu i wody. I wiecie co jest najlepsze? Od dziś idą przymrozki! Hura! Znów będziemy żyć w lodowatym domu i myć się taką wodą. Już tęsknię za łagodną zimą irlandzką. Z mojego punktu widzenia jest o niebo lepsza niż ta obecna. 

Pocieszeniem jest to, że może choć dzieci znów będą zdrowe? Następnego dnia po tym, jak odzyskaliśmy grzanie, Izabela dostała strasznego kataru, który rozwinął się w zapalenie ucha. Ja otrzymałam katar po niej, a zaraz potem Monika, że o mojej siostrze nie wspomnę(kicha i kaszle). Póki było zimno, wszyscy się trzymali zdrowo. I jak to rozumieć? 
Z Izą już wychodzimy na prostą, ale niestety, Sean dał antybiotyk, bo zapalenie mogło przejść w ostrzejsze. Okazało się przy tym, że kolejna moja córka płacze na jego widok. Około 2 lat temu była to Monika(Sean do tej pory wspomina to ze śmiechem), a teraz pałeczkę przejęła Izabela. Może dlatego, że tak bardzo nie spodobało się jej oglądanie uszu i gardła? Darła się, że aż zsiniała na buzi. Wszystko dlatego, że ja trzymałam jej głowę, a doktor oglądał uszy. Potem już tylko obserwowała jego poczynania ze łzami w oczach i przestrachem na twarzy, gotowa w każdej chwili ryknąć na całe gardło. I nawet zapewnienie Sean'a, że na pewno Mikołaj już do niego nie przyjdzie, za to co zrobił biednemu dziecku, nie pomogły:))
Antybiotyk w każdym razie zadziałał i już dziś było znacznie lepiej. 


Teraz czekamy na panów hydraulików. Przyjdą pewnie we wtorek, bo jutro jest bank holiday, czyli dodatkowy wolny dzień, za Nowy Rok, który przypadł w sobotę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz